fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

William Turner i John Constable. Rywalizacja mistrzów pejzażu

fragment obrazu
J. M. W. Turner, domena publiczna, via Wikimedia Commons
Dziś wymienia się ich jednym tchem wskazując na najwybitniejszych pejzażystów brytyjskich XIX wieku. Ale za ich życia – sprawy miały się inaczej.

Po raz pierwszy spotkali się w 1802 roku w Londynie. 25-letni Constable kończył właśnie studia w prestiżowej Royal Academy, do której 26-letni Turner już należał będąc jej najmłodszym członkiem w historii. Póki co, dla Constable’a było to odległe w realizacji marzenie.

Pochodzący z zamożnej rodziny klasy średniej John Constable (1776-1837), miał odziedziczyć młyn, ale wolał malować. Ojciec przystał na ten koncept pod warunkiem, że syn odniesie sukces. Jeśli jednak miałaby świadczyć o nim liczba sprzedanych obrazów – to – sukcesu nie było aż do końca jego dni. I co ciekawe, w przeciwieństwie do znacznie gorzej zrazu sytuowanego Turnera – nigdy nie wyjechał za granicę – nawet do Paryża po odbiór głównej nagrody na salonie paryskim w Luwrze za obraz „Wóz na siano”. Znacznie bardziej cenił to, co brytyjskie niż to, co francuskie. Historycy sztuki występujący w dokumencie dopowiadają, że gdyby dziś żył – z pewnością głosowałby za Brexitem.

William Turner (1775-1851), syn golibrody-perukarza, debiutując wystawiał swoje rysunki w oknie pracowni perukarskiej ojca. W krótkim czasie stał się wirtuozem techniki akwarelowej. Jego obrazy były intensywne, jak olejne. W plenerze tylko szkicował i rozpoczynał pracę – zasadniczą jej część wykonywał po powrocie do domu. Mając 29 lat stworzył własną galerię w sąsiedztwie swego domu w centrum Londynu. Chciał być niezależny. I był.

Constable był w cieniu Turnera. Malował ojczyznę swojego dzieciństwa, oddany „scenkom rodzajowym” – jak je sam nazywał. Do dziś mówi się o „wsi w stylu Constable’a”. Malował nierówno, nie dokańczał swoich obrazów – kolekcjonerzy nie bardzo byli tym zachwyceni, woleli obrazy Turnera. Turner uznawany był za malarza postępowego, w przeciwieństwie do Constable’a postrzeganego jako zacofanego, choć ambitniejszego od swego konkurenta – wyjaśniają historycy sztuki.

Kiedyś zostali posadzeni obok siebie na kolacji u wspólnego kolegi. W liście do żony Constable pisał: „Turner jest taki, jak się spodziewałem: nieokrzesany. Ma jednak wspaniałą głębię intelektualną”.

Wielkim pojedynkiem tych dwóch mistrzów pędzla była doroczna wystawa zorganizowana w 1832 roku przez Royal Academy, na której ich obrazy zawisły obok siebie. Wielkoformatowy pejzaż londyńskiego mostu Waterloo namalowany przez Constable’a zdawał się przechylać szalę zwycięstwa na jego stronę, bo dużo mniejszy pejzaż morski „Helvoetsluys” Turnera wydawał się dość mdły i pozbawiony wyrazu. I wtedy artysta domalował czerwoną plamę zamieniając ją potem w boję – potem o niczym innym już nie mówiono.

Na przyjęcie do Royal Academy Constable musiał czekać aż do 52 roku życia – przyjęty został do niej przewagą tylko jednego głosu. Turner sprostał tej sytuacji – złożył swemu wielkiemu rywalowi wizytę, by wspólnie z nim wznieść toast za jego sukces...

Niemiecki ciekawiący dokument „Wielkie pojedynki sztuki: Turner vs. Constable” zrealizowany przez Andreasa Graefensteina można oglądać na arte.tv do 1 maja.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA