fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Globalne sieroty, czy naznaczeni

Fotorzepa
Sylwester Ambroziak prezentuje nową wystawę rzeźb „Mama, I’m Coming Home” w przestrzeni publicznej w centrum Poznania.

Ponad 40 postaci wypełniło plac zwany „Przystanią Sztuki” przy Roosvelta 22 w sąsiedztwie Ronda Kaponiera. Figury mają charakterystyczne sylwetki, trochę dziecięce ciała i duże głowy o zatartych rysach, a czasem o twarzach upodobnionych do afrykańskich masek. Wyróżnia je rozpoznawalny styl artysty, któremu bliska jest ekspresyjna figuracja.

Na początku Sylwester Ambroziak, absolwent warszawskiej ASP (dyplom w 1989) podobne rzeźby tworzył w drewnie, a obecnie prezentowane niemal wszystkie wykonane zostały z żywicy epoksydowej, akrylowej i masy bitumicznej. 

Figury różnią się wzrostem, niektóre mają sylwetki dorosłego człowieka i przekształcone zostały w gigantyczne postacie. Inne zachowują wzrost dziecka. Wszystkie wydają się w ruchu, choć tylko niektóre z nich są rzeźbami kinetycznymi. Nie tylko poruszającymi się, ale ożywionymi także dźwiękiem, jak powiększone dwie skulone figury krzyczące głosami nowonarodzonych.

Nie można przejść koło tych figur obojętnie. Jedne wydają się bezbronne i porzucone, inne zamknięte w opresyjnej sytuacji, jak te w  wielkiej klatce, groteskowo nazwanej „Piaskownicą”. A postawa i gesty niektórych znamionują też wzajemną agresję.

W kuratorskim tekście czytamy „Wystawa dotyka problemu wykorzenienia i przemocy, których doświadczają ludzie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Zmuszeni do exodusu i masowych przemieszczeń nieuchronnie doświadczają alienacji. Bolesną konsekwencją nierówności rozwoju ekonomicznego, konfliktów zbrojnych i migracji jest wzrastająca na świecie liczba „globalnych sierot”, które, pozbawione opieki rodzicielskiej, cierpią z powodu samotności i utraty więzi rodzinnych. Zagadnienie wykorzenienia nie pozwala nie myśleć o wpływie zachodnioeuropejskiej cywilizacji, ogarniętej ideą postępu, na aktualny stosunek do samej istoty człowieczeństwa”.

Ale myślę, że to tylko jedna z wielu możliwych  interpretacji.

Rzeźby Sylwestra Ambroziaka mają wymowę uniwersalną i można w nich też widzieć przede wszystkim metaforę kondycji człowieka. Sensu i bezsensu naszego istnienia. A także naszej wolności i zniewolenia - zarówno przez biologiczne zaprogramowanie, jak i mechanizmy społeczne, które tworzymy, a w których człowiek bywa człowiekowi wilkiem. Drastyczne nieraz prace Ambroziaka mówią o bólu istnienia, alienacji i przemocy, jakiej wszyscy doświadczamy w życiu. Autor zdaje się pytać, dlaczego świat został tak urządzony? Czy jesteśmy tylko kukiełkami na wielkiej scenie świata, sterowanymi niewidzialną ręką? Czy jesteśmy winni czy niewinni?

Za taką interpretacją przemawiają również performanse i animowane filmy Ambroziaka. Konkluzja jednego z nich, zatytułowanego „Mesjasz”,brzmi ironicznie „Ból jest tylko zapisem cyfrowym”. A w performansie na wernisażu, otwierającym poznańską wystawę, artysta najpierw bandażował gigantyczną czaszkę, a potem białą farbę nakładał na własną twarz i na głowy rzeźbiarskich figur, dając tym do zrozumienia, że nasz losy są w podobny sposób naznaczone.

Wystawa czynna  do 4 lipca.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA