fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Dlaczego Rosja protestuje

7 listopada w Moskwie: komuniści domagają się „władzy rad”, ale nie ochrony praw pracowniczych
AFP
W stuleciu „rewolucji październikowej" z miesiąca na miesiąc rośnie liczba strajków i wieców.

„Liczba protestów wzrosła o 60 proc. od początku roku, przy czym 70 proc. z nich było spowodowanych sytuacją społeczno-gospodarczą" – stwierdziło w swym najnowszym raporcie niezależne Centrum Reform Społecznych i Gospodarczych.

– W każdym kraju świata w okresie przedwyborczym następuje wzrost aktywności społecznej – wyjaśnił rzecznik Kremla Dmitirj Pieskow. Jednak wybory w Rosji odbędą się dopiero w marcu przyszłego roku, a główny kandydat w nich – obecny prezydent Putin – nawet nie zgłosił chęci startowania. – Rośnie liczba akcji wspierających prezydenta oraz akcji tych, którzy niezdrowo reagują na te czy inne wydarzenia – dodał.

Ośrodkiem różnorodnych ruchów protestacyjnych – od strajków z powodu niepłacenia pensji poprzez akcje całych grup zawodowych (w tym również biznesmenów) po polityczne manifestacje zwolenników opozycjonisty Aleksieja Nawalnego – są regiony syberyjskie, Moskwa i Petersburg. Poza Jekaterynburgiem, Omskiem i Nowosybirskiem znaczną liczbę „protestów gospodarczo-społecznych" odnotowano w południowej Rosji (Krasnodar i graniczący z Ukrainą Rostów).

– Narastają protesty związane ze sferą socjalną, poziomem życia, naruszaniem praw pracowniczych. A główną przyczyną jest kryzys gospodarczy – uważa szef Centrum Reform Nikołaj Mironow.

– Wzrost liczby protestów spowodowany jest brakami zasobów finansowych władz poszczególnych regionów – skomentował wyniki badań Nikołaj Pietrow z grupy ekspertów związanych z byłym wicepremierem Aleksiejem Kudrinem. Oni z kolei sugerują, że odpowiedzialność za „wzrost nastrojów protestacyjnych" ponoszą poszczególni gubernatorzy, gdyż brak im pieniędzy na cele socjalne.

Liczba przedsiębiorstw, w których nie płacono pensji lub nie płacono na czas, wzrosła trzykrotnie od początku roku. A ogólne zadłużenie z tego powodu wyniosło około 3,3 mld rubli (57,5 mln dolarów). Wstrzymywanie wypłat jest prawdziwą katastrofą dla niewielkich miejscowości, których życie zależne jest od jednego dużego zakładu pracy – szczególnie w rejonach odległych od Moskwy.

Eksperci Centrum wskazują, że w Rosji „nie istnieje system profilaktyki i rozwiązywania społecznych konfliktów". „Dlatego świadome zaostrzanie konfliktu jest najczęściej jedynym sposobem obrony swoich praw przez protestujących" – stwierdzają w raporcie. Władze najczęściej starają się je „długotrwale ignorować" (np. w pobliżu Rostowa górnicy jednej z firmy protestują już od roku z powodu niepłacenia pieniędzy), a gdy to okazuje się już niemożliwe, tłumią je siłą. Według Centrum „obserwowane sprzyjanie miejscowych władz właścicielom bankrutujących firm zmusza do wskazywania na korupcję jako na jedną z przyczyn powstawania konfliktów społecznych".

– Taktyka władz polega na przyzwyczajaniu obywateli do tego, że trwają protesty – uważa jednak Pietrow.

Drugą co do wielkości grupą protestów są akcje polityczne. Ale przytłaczającą większość z nich organizują ludzie związani z Aleksiejem Nawalnym, który zasłynął demaskowaniem korupcji wśród najwyższych władz. W sto lat po bolszewickim przewrocie rosyjscy komuniści wyprowadzają ludzi na ulice tylko z okazji rocznic i tylko za zgodą Kremla. Tak było też we wtorek w Moskwie, gdzie domagano się „władzy rad", nie wspominając ani słowem o obecnych problemach pracowników.

Próby innego świętowania są tłumione przez policję. W Petersburgu rozpędziła ona manifestację radykalnie lewicowej młodzieży pod niezbyt cenzuralnym hasłem „Iljicz – obudź się! Im odpier...!!".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA