fbTrack

Świat

Armenia: Naród świętych tłumaczy

W ormiańskim monastyrze Tatew znajdowała się niegdyś przyklasztorna biblioteka, licząca 10 tysięcy woluminów dawnych rękopisów
shutterstock
Ormianie przetrwali jako naród klęski i rzezie dzięki słowom. Swoją historię utrwalili w księgach i kamieniach.

Aleję Mesropa Masztoca, czyli najdłuższą ulicę Erywania, armeńskiej stolicy, zamyka monumentalny budynek wciśnięty w skały jednego ze wzgórz. We wnętrzu góry znajdują się wykute w skale pomieszczenia, zamknięte stalowymi wrotami, które przetrwają wybuch jądrowy.

Tak Ormianie zabezpieczają spuściznę swojego narodu, ukryli tam ponad 17 tys. manuskryptów, ksiąg i starodruków. Budynek mieści kompleks Instytutu Matenadaran i nosi imię tego samego świętego, którego nazwisko widnieje na prowadzącej doń alei. Mesrop Masztoc to bowiem postać kluczowa dla historii Ormian, ale o nim za chwilę.

Zbiory bibliotek ukrytych w skałach obejmują niemal każdą dziedzinę ormiańskiej nauki, kultury starożytnej oraz średniowiecznej – historię, geografię, filozofię, gramatykę, prawo, medycynę, matematykę, literaturę... Znajdują się tam również rękopisy w języku arabskim, perskim, greckim, syryjskim, łacińskim, indyjskim czy japońskim.

Przysięga na księgę

Ormianin wchodzi do Matenadaran jak do kościoła. To kres jego pielgrzymki, a znajdujące się tam książki to dla niego narodowa relikwia. Za wiele z tych manuskryptów zapłacono życiem, niektóre strony są zabarwione plamami krwi. Część z nich ukrywano latami. Były takie, które ukryto w ziemi, a inne w jaskiniach czy szczelinach skał. Jednak odnalezienie ich nie przysporzyło kłopotu, bo wiedza o miejscu ukrycia przekazywana była przez pokolenia.

– Najstarszy zachowany zabytek piśmiennictwa ormiańskiego pochodzi z V wieku, został odczytany w X-wiecznym (986) Ewangeliarzu Sanasarian – mówi Piruz Mnacakanian, Ormianka, która obroniła doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim, a obecnie pracuje w Instytucie Matenadaran. – Pergamin był bardzo kosztownym materiałem. Posiadacze starych pergaminowych książek, których tekst czy styl pisma w owym czasie był niezrozumiały, wykorzystywali je ponownie. Ścierali poprzedni tekst i pisali nowy. W ten sposób w ewangeliarzu z dziesiątego wieku odczytano fragmenty tekstu z V w. Najstarszym zachowanym w całości ormiańskim rękopisem jest pochodzący z VII w. ewangeliarz Matki Katolikosa. To na nim swą przysięgę składają prezydenci Armenii.

Położenie geograficzne Armenii nie było zbyt szczęśliwe dla tego narodu. Wszystkie sąsiednie mocarstwa dążyły do jej podboju i zniewolenia mieszkańców. Jej dzieje, wypełnione były walką o przetrwanie. Ormianie rozumieli, że budowle można zburzyć, ale ich brak nie zatrze pamięci o ludziach. Bowiem to słowa zapisane w księgach mają większą moc przetrwania, są ważnym symbolem narodowej tożsamości, zapamiętują idee i wydarzenia.

Cały naród tłumaczy

Księgi towarzyszą Ormianom od początku ich chrześcijańskiej tożsamości. Przede wszystkim Stary i Nowy Testament, które na ormiański zostały przetłumaczone już w  V w. Dlatego oprócz świętego Mesorpa Masztoca, który stworzył ormiański alfabet, dla języka i literatury tego kraju tak ważni są jego uczniowie – mnisi znani jako Święci Tłumacze, których od V w. zalicza się w poczet świętych Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego. Ryszard Kapuściński w „Imperium" pisał o nich: „Już w  VI wieku przetłumaczyli na ormiański całego Arystotelesa. Do X wieku przetłumaczyli większość filozofów greckich i rzymskich, setki tytułów literatury antycznej. Ormianie mają otwartą, chłonną umysłowość. Tłumaczyli wszystko, co było pod ręką. (...) Wiele dzieł starożytnej literatury ocalało dla kultury światowej tylko dzięki temu, że zachowały się one w ormiańskich przekładach. Kopiści rzucali się na każdą nowość i od razu brali ją na pulpit. Kiedy Arabowie podbili Armenię, przetłumaczyli całych Arabów. Kiedy najechali na Armenię Persowie, przetłumaczyli Persów! Byli w sporach z Bizancjum, ale co się tam ukazało na rynku, też brali i tłumaczyli".

Ojczyzna bólu

Naród bez państwa trwa w symbolach, są one formą kultu ojczyzny. Ormianie oczywiście mieli państwo, ale zostało ono zniszczone jeszcze w starożytności, odrodziło się, by po stu kilkudziesięciu latach znowu upaść. Zresztą nie chodzi tylko o państwo. Przez z górą 2000 lat Ormianom jako narodowi groziła totalna zagłada. Niebezpieczeństwo trwało nawet w XX wieku. Wtedy to dokonała się turecka rzeź Ormian, pierwsze ludobójstwo tamtego wieku.

Jesteśmy w miejscu, które nazywamy kolebką ludzkości. Dzieje Armenii mierzy się nie setkami, jak przywykliśmy, tylko tysiącami lat. Pierwsza wzmianka o niej ma 4000 lat, a już wtedy na tym terenie było „60 cesarstw i setki miast". Najstarsze narzędzia kamienne znalezione koło Erywania mają ponad pół miliona lat. Ormianie swój pierwszy rozbiór przeżyli 2500 lat temu, a odrodzenie w IV wieku naszej ery. Chrześcijanami zostali w 301 roku, 665 lat przed Polską, a tysiąc lat wcześniej niż my, zaczęli pisać we własnym języku, używając liter, które nie zmieniły się do dziś. Miało to ogromne znaczenie dla konsolidacji narodowej i religijnej Ormian, dla ich determinacji w przetrwaniu, ale jednocześnie stało się kolejną przyczyną prześladowań, wojen religijnych, rzezi i prób zawładnięcia krajem przez sąsiadów. „Wyschły armeńskie róże i fiołki. Armenia stała się ojczyzną bólu. Ormianin wygnaniec albo tuła się na obczyźnie, albo błądzi, zgłodniały, po zasłanej trupami ziemi ojczystej" – rozpacza średniowieczny ormiański historyk Leo.

Nieskradziony skarb

W krwawych i pozbawionych nadziei latach czwartego wieku po Chrystusie pojawia się skromny mnich Mesrop Masztoc. Poświęcił on lata życia, aby stworzyć zapis dźwięków języka ormiańskiego. – Początkowo składał się on z 36 liter, do których z czasem dodano jeszcze trzy. Nie przez przypadek mówi się dziś, że kultury Armenii broniła armia złożona z 39 bohaterów, liter alfabetu ormiańskiego. Symboliczne staje się w tym momencie fakt, że oprawcy, chcąc upokorzyć Ormian, zakuwali w kajdany ich najcenniejsze manuskrypty i przetrzymywali w więzieniu – opowiada dr Piruz Mnacakanian. – Książka traktowana była, jako „nieskradziony skarb" w Niebiańskiej Jerozolimie. Stąd przekleństwa spadające na głowy tych, którzy chcieliby zabrać rękopis z kościoła, sprzedać go lub zastawić na procent, a błogosławieństwo Boże miało spotkać tych, którzy troszczyli się o niego. Rękopis traktowany był bowiem jak żywy organizm. Świadczą o tym między innymi określenia, jakimi się je opisuje. Zamiast „stary", używa się określenia „podstarzały egzemplarz" albo zamiast mówić o jego długości w metrach mówi się, że „ma tyle wzrostu".

Ojciec założyciel narodu

Mesrop Masztoc urodził się około 360 roku w ormiańskiej prowincji Taron. Jego ojciec, Wardan z Taronu, był prawdopodobnie kapłanem chrześcijańskim. Mesrop w miejscowej greckiej szkole poznał grekę i język syryjski, a ok. 389 roku został pisarzem na dworze króla Armenii Chosrova III. Później, już jako mnich w prowincji Goghtynchtn, zakładał szkoły i klasztory, ale droga jego życia zaprowadziła go ponownie na dwór królewski. Pod opieką katolikosa (przywódcy kościoła ormiańskiego) Sahaka Wielkiego, pochodzącego z dynastii Grzegorza Oświeciciela, pierwszego patriarchy Armenii, zajął się opracowywaniem alfabetu. Aby zdobyć niezbędną wiedzę, podjął studia językoznawcze w Amidzie, Edessie i Samosacie. Po 14 latach pracy, w 406 roku, zakończył wysiłki nad ormiańskim alfabetem. Sam Masztoc, ledwie tylko stworzył alfabet, natychmiast zabrał się za tłumaczenie i przepisywanie. Na pierwszy ogień poszła Biblia. W ten właśnie sposób rozpoczął wielki ruch średniowiecznych kopistów, który wśród Ormian osiągnął rozmiary nieporównywalne z żadnym innym ośrodkiem kultury. W efekcie powstało niezwykłe w kulturze światowej zjawisko, znane jako ormiańska książka.

– Geniusz Masztoca polegał na tym, że jako twórca ormiańskiego alfabetu o sławie narodowego bohatera nie zatrzymywał się w działaniu, lecz zadbał także o kontynuację swojej misji. Bez stworzenia literatury, która zaspokajała różne intelektualne potrzeby ormiańskich czytelników, opracowanie własnego alfabetu nie nabrałoby tak wielkiego znaczenia. To właśnie Masztocowi należy się tytuł twórcy literatury ormiańskiej. Wraz ze swoimi uczniami, których wysyłał na zagraniczne studia, zainicjował ruch nazwany w literaturze „ruchem tłumaczy". Masztoc i jego uczniowie przywozili z zagranicy ormiańskie przekłady wytworów myśli ówczesnego świata napisanych po grecku lub syryjsku. Sam Masztoc przełożył z syryjskiego na język ormiański fragmenty Pisma Świętego. To z Księgi Przysłów Salomona pochodzi cytat: „By mądrość osiągnąć i karność, pojąć słowa rozumne". To najstarsze zdanie zapisane w języku ormiańskim, które stało się credo „ruchu tłumaczy". Dzięki niemu ormiańska literatura przekładowa nabrała znaczenia także dla kultury powszechnej. Stało się tak, dlatego że wiele dzieł starożytnych zachowało się w całości, czy we fragmentach jedynie w przekładzie na język ormiański. Do najbardziej znanych zabytków, tzw. kodeksów uratowanych, należy m.in. Kronika Euzebiusza z Cezarei, której jedyny zachowany w całości egzemplarz znajduje się obecnie w Matenadaranie.

Naród ludzi ciekawych

Wyjątkowy stosunek do piśmiennictwa był wyraźny u Ormian już w starożytności. W ormiańskim panteonie przed chrześcijańskim Bogiem figurowało bóstwo imieniem Tir, który był patronem piśmiennictwa oraz sekretarzem głównego panteonu pogańskiego Ormian. Po chrystianizacji kraju stosunek do piśmiennictwa przekształcił się z pogańskiej w nową chrześcijańską ideę. – Być może Armenia jest jedynym krajem na świecie, gdzie ludzie, którzy przyczynili się do tworzenia pisanego słowa, są zaliczani w poczet świętych – mówi dr Mnacakanian.

Tłumacze, kopiści, skrybowie, iluminatorzy podążali swoją drogą do świętości i zapisywali kolejne strony manuskryptów. Powstały pierwsze biblioteki, a po nich kolejne. Ilość wytworzonych prac musiała być ogromna skoro tylko w jednej, zniszczonej przez Seldżuków, przyklasztornej bibliotece w monastyrze Tatew było ich 10 tysięcy woluminów. Na dodatek były to same ormiańskie manuskrypty. Do dziś zachowało się ich 25 tysięcy, jedna trzecia z nich znajduje się w Matenadaran, a reszta jest rozproszona po świecie, tak jak ormiańska diaspora. Największe zbiory zgromadziły Biblioteka Świętego Jakuba w Jerozolimie, Biblioteka Zakonu Mechitarystów w Wenecji oraz biblioteka w Wiedniu. Sporo dzieł jest w Iranie, we Francji, w Niemczech, a nawet w Stanach Zjednoczonych. Polscy Ormianie też mieli wspaniałą kolekcję we Lwowie.

Losy tych ksiąg to historia Ormian. Kiedy naród ulegał prześladowaniom, to część ludzi ukrywała się w górach, a część emigrowała. Ginęli, ale nie potrafili porzucić ksiąg. Uciekali, jak mogli i z czym mogli. Jeśli księgi były zbyt ciężkie, by je nieść w całości, to dzielili je na połówki. Te półksięgi rozeszły się po najdalszych krańcach globu.

Polskie wątki armeńskie

Słynna jest opowieść, która wiąże się z historią ratowania największego ormiańskiego pergaminowego rękopisu (jego wymiary to 55,5 x 70,5 cm, a waga to 28 kg), wykonanego ze skór blisko siedmiuset cieląt. Lekcjonarz powstawał w latach 1200–1202, jednak nie był w pełni dokończony. Kiedy podczas najazdu tureckiego został zamordowany zleceniodawca tego dzieła – Astwacatur, zamożny Ormianin z Baberdu, to następnie rękopis dostał się w ręce tureckiego sędziego, który wystawił go na sprzedaż. Dowiedzieli się o tym ormiańscy mnisi z klasztoru pod wezwaniem św. Apostołów w Musz. Wykupili go i zabrali do swojego klasztoru, gdzie był przechowywany przez prawie 700 lat. Stąd pochodzi nazwa rękopisu – Lekcjonarz z Muszu.

W 1915 roku, podczas ludobójstwa Ormian w imperium osmańskim, po raz kolejny trzeba było ratować rękopis. Dla łatwiejszego transportu gigantycznej księgi, postanowiono podzielić ją na dwie części. Pierwszą uratowały uciekające kobiety. Na własnych barkach dźwigały ich ciężar, pokonując liczne przeszkody z narażeniem życia. Dostarczyły go do Eczmiadzyn, duchownej stolicy Armenii. W historii drugiej części rękopisu, pojawia się polski ślad. Jak głosi wieść, rękopis trafił do rąk polskiego oficera, który chciał ją przewieźć do Polski. Plany pokrzyżowała I wojna światowa. Drogi do Rzeczypospolitej były zamknięte i oficer był zmuszony przekazać rękopis ormiańskiemu stowarzyszeniu w Tbilisi, skąd następnie rękopis trafił do Erywania i został połączony z jego pierwszą częścią. Obecnie jest wystawiony w Muzeum Matenadaran.

– Według kolofonu (adnotacji na końcu księgi – red.) z XIII w., żeby osiągnąć „życie wieczne", Ormianie powinni spełniać dobre uczynki. Trzy najważniejsze z nich to zbudowanie kościoła, zrobienie krzyża albo stworzenie rękopisu – opowiada Piruz Mnacakanian.

Jak schować kościół

Wiele jest kościołów w Armenii. Wszystkie są surowe, pozbawione zbędnych zdobień czy złoceń. Skromny ołtarz, czasem krzyż lub fresk, obraz z wizerunkiem świętego patrona i ściany poczerniałe od kopcia ze świec. Grube kamienne mury i okienka przepuszczające niewiele światła sprawiają na wchodzącym wrażenie przekraczania niemal fizycznej granicy między sacrum i profanum.

Na ścianach kościołów i w ich otoczeniu, na cmentarzach, rozstajach dróg stoją, leżą, wiszą, opierają się jedne o drugie kamienie krzyże oraz chaczkary (kamienne płyty pamiątkowe). Czyli kolejne poza księgami i kościołami „dobre uczynki" na drodze do świętości, które można spełnić w życiu doczesnym. W miękkich skałach kolejne pokolenia Ormian rzeźbią koronkowe ornamenty, zdobienia i krzyże.

Wbrew pozorom kamienie okazywały się niejednokrotnie równie kruche jak pergamin czy papier. Dlatego Ormianie chronili je przed najeźdźcami czy przed radzieckimi opresorami. Wszystko po to, aby mimo utraty suwerenności polityczno-militarno-administracyjnej, pamięć o ich ludzie przetrwała. Ukrywali zatem książki, ukrywali chaczkary, które były skrupulatnie niszczone, ukrywali nawet kościoły. Kiedy w 1936 r. Sowieci burzyli XVII-wieczną bazylikę Matki Bożej, a w jej miejsce wstawić chcieli budynki mieszkalne, wewnątrz bazyliki znaleźli XIII-wieczny Kościół Katoghike, otoczony ścianami. Kościół ten ocalał jedynie dzięki protestom archeologów. Kolejny dowód pamięci pokoleń.

Procesja do księgi

– W zasobach Instytutu Matenadaran znajdują się „cudowne ewangeliarze", analogiczne do cudownych obrazów. Zanim stały się eksponatami muzealnymi, to na coroczne święta religijne ewangeliarze opuszczały ściany instytutu i z gronem duchowieństwa, wiernych i pielgrzymów pokazywane były w kościołach, gdzie czczone je jako relikwie. Do dziś zdarza się, że w kościołach odbywa się liturgia, a na ołtarzu wystawiany jest „cudowny ewangeliarz". Po liturgii wierni podchodzą i składają mu hołd – snuje opowieść dr Mnacakanian. – Po liturgii ewangeliarz wraca do Matenadaranu, by za rok, znowu zgromadzić wiernych, pewnych jego cudownej mocy – kończy.

Te księgi, kościoły, chaczkary to świadkowie wydarzeń, kamienie milowe historii Ormian. Podczas pobytu w Armenii można je zobaczyć i dotknąć, a w ten sposób poczuć zamknięty w nich upływ czasu i pokoleń. ©?

—Tomasz Nowak

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL