fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Helmut Kohl: Kanclerz przełomu

Helmut Kohl w trakcie pierwszej po zjednoczeniu Niemiec kampanii wyborczej otoczony przez swoich wschodnioniemieckich zwolenników. Wrzesień 1990 r.
AFP/DPA, MARK-OLIVIER MULTHAUP
Odejście Helmuta Kohla zamyka całą epokę w historii Niemiec i Europy.

Helmut Kohl przeżył 87 lat. Był świadkiem pożogi III Rzeszy, podziału Niemiec i powstania NRD, a także odbudowy zachodniej części kraju, w którym to dziele uczestniczył. Nie mógł wiedzieć i nie wiedział, jakie konsekwencja dla Niemiec będzie miał sukces Solidarności. Zaskoczył go więc całkowicie upadek muru berlińskiego 9 listopada 1989 r. Był wtedy z oficjalną wizytą w Polsce, którą przerwał, aby po kilku dniach ją dokończyć i spotkać się w Tadeuszem Mazowieckim na słynnej mszy pojednania w Krzyżowej.

To wtedy powstawała nowa Europa, nowe Niemcy i tworzyły się fundamenty pod uwolnione od demonów przeszłości relacje polsko- -niemieckie, czego wyrazem stał się zawarty rok później traktat graniczny oraz traktat o współpracy i dobrym sąsiedztwie z 1991 roku. To wtedy kanclerz Helmut Kohl przeistoczył się ze zwykłego niemieckiego polityka w wizjonera, który udowodnił, że ma dar kształtowania przyszłości.

W chwili gdy narody wschodniej części kontynentu odzyskiwały wolność po dziesięcioleciach sowieckiego zniewolenia, czas Kohla w polityce już się właściwie kończył. Miał małe szanse, aby jesienią 1990 roku wygrać trzeci raz wybory do Bundestagu. Sukces zawdzięcza trzeźwej ocenie sytuacji i błyskawicznemu działaniu. Przedstawił wizję zjednoczenia Niemiec, odrzucając wszelkie projekty przekształcenia NRD w państwo demokratyczne, związane mocno z RFN, ale niezależne. Obiecywał mieszkańcom wschodnich Niemiec „kwitnące pejzaże" i dobrobyt na poziomie zachodniej części kraju. Nie udało się tego zrealizować do dzisiaj, lecz wtedy obietnice Kohla umożliwiły zjednoczenie kraju poprzez inkorporację NRD przez RFN.

Euforia zjednoczeniowa przyniosła Kohlowi kolejne zwycięstwo w 1994 roku. Cztery lata później przegrał on i jego CDU. Kraj był już zjednoczony, ale kosztownej operacji nie była w stanie udźwignąć gospodarka. Niemcy nazywano wtedy chorym człowiekiem Europy. To, że dzisiaj jest inaczej, jest w zasadzie zasługą następcy Kohla Gerharda Schrödera (SPD).

Kohl jest jednym z architektów Europy, jaką dzisiaj znamy. Działał z taką samą determinacją, z jaką zjednoczył Niemcy. Nie ugiął się przed żądaniami François Mitteranda, który zamiast rozszerzenia UE na wschód proponował konfederację między Unią Europejską a państwami środkowej i wschodniej Europy w obawie przed wzmocnieniem pozycji już zjednoczonych Niemiec.

Tego pragnął Kohl, ale wiedział doskonale, że droga do wielkości Niemiec prowadzi wyłącznie poprzez Europę. To właśnie doprowadziło do traktatu z Maastricht w 1992 roku i ustalenia programu integracji europejskiej, realizowanego w praktyce do dzisiaj. To Kohl walczył o szybkie wprowadzenie wspólnej waluty, co – jak widać dzisiaj – było ideą nie do końca przemyślaną. Ale były kanclerz nigdy nie uznał tego jako błąd.

Sześć lat temu, gdy Angela Merkel z oporami decydowała się na pomoc zbankrutowanej Grecji w imię zachowania nietkniętej strefy euro, jej były mentor grzmiał „Die macht mir mein Europa kaputt" (Ona zniszczy moją Europę), mając na myśli Europę, którą tworzył. Nie zniszczyła, ale w chwili gdy umierał, musiał widzieć, z jakimi problemami boryka się dzisiaj jednoczący się kontynent.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA