fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

100 tys. USD grzywny dla singapurskiego blogera

123RF/Ilia Andrianow
Ostatnie dni mijały na śledzeniu kolejnych wyroków skazujących na osoby krytykujące króla Tajlandii. Tym razem dostało się też pewnemu blogerowi z Singapuru.

Internauta Roy Ngerng został skazany na grzywnę w wysokości 106 tys. dolarów. Powodem stały się obraźliwe słowa skierowane pod adresem obecnego premiera kraju, Lee Hsien Longa. Bloger zarzucił mu niewłaściwie gospodarowanie emerytalnym funduszem Singapuru.
.
Złość przywódców może być trudna do zniesienia. Wyrok z Singapuru to kolejny przykład twardej ręki z kraju Azji Południowowschodniej, która rozprawia się z wszelkimi przejawami krytyki. Niedawno ogłaszane plany Wspólnoty Gospodarczej ASEAN (wchodzi w życie 1 stycznia 2016 roku) mogą stanowić ogromne możliwości dla biznesu, jednak kwestie prawne i potencjalne napięcia z władzą trzeba mieć także na uwadze.

Prezydent Chin na konferencji poświęconej przyszłości internetu z dumą opisywał chińską wizję nowoczesnej sieci. Nieograniczona, bezpieczna, pełna obywatelskich swobód i pól do działania - zapewnienia brzmiały świetnie, jednak wciaz te same Chiny blokują główne zachodnie serwisy społecznościowe. O wolności wypowiedzi także nie może być mowy, jeżeli właśnie niedawno rozpoczął się proces znanego opozycjonisty za siedem niewłaściwych wpisów o obecnej władzy.

Singapurczycy powołują się na konieczność obrony dobrej reputacji. Bez niej, według tamtejszego sądu,  jest się nikim, dlatego dobrego imienia trzeba bronić i za szkody mu wyrządzone płacić stosownie. Bloger z pewnością nie zapomni o karze, ponieważ premier odrzucił jego prośby o wybaczenie i zarządził karę finansową, która miała rzekomo korepsondować z miesięcznym wynagrodzeniem oskarżonego. To nie pierwsza tak wysoka grzywna zasądzona w Singapurze. Przed blisko 10 laty za znieważenie poprzedniego premiera, Lee Kuan Yewa, wieloletniego mentora wszystkich polityków tego kraju, uważanego za twórcę nowoczesnego Singapuru, lider opozycji Chee Soon Juan zbankrutował, gdy kazano mu zapłacić pół miliona dolarów za swoje czyny. Bankructwo anulowano w 2012 roku. Podobny los spotkał innego polityka, Joshuę Benjamina Jeyaretnama, ktorego obciążono jeszcze wyższymi karami za podobne "niepoprawne politycznie" zachowanie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA