fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Sprzedają marzenia, nie przyjmują zwrotów

Lisy będą wyrzucane. A na wolności sobie nie poradzą – słyszymy od pracownika schroniska dla zwierząt
123RF
Żywy lis kupiony jako przytulanka wkrótce okazuje się kłopotliwy. Co zrobić z niechcianym zwierzęciem, które dziecko dostało w prezencie gwiazdkowym?

Ośmioletnia Agatka i jej starszy o cztery lata brat Krzyś marzą o czekoladowym labradorze. Babcia chciała im go kupić pod choinkę, ale postawiła się matka dzieci.

– Przez kilka godzin to będzie ulubiona zabawka, ale później opieka nad szczeniakiem spadnie na mnie – tłumaczyła. Mimo kłótni, którą wywołał jej opór, nie zgodziła się na psi prezent.

I dobrze, bo mógłby być problem z oddaniem go do sklepu.

– Nie przyjmujemy zwrotów zwierząt. Nie handlujemy nimi jak zwykłym towarem, my sprzedajemy marzenia – mówi Andrzej Witek, właściciel sklepu Zoo Witek w Wodzisławiu Śląskim.

W jego sklepie można m.in. kupić gady, płazy, ptaki, ssaki czy pajęczaki.

– Jeśli ktoś chce coś kupić u nas na prezent, to odsyłamy go, chyba że w grę wchodzi świnka morska czy chomik – tłumaczy. Dodaje, że każdy przyszły nabywca jest dokładnie przepytywany i zanim dojdzie do transakcji, musi kilka razy odwiedzić sklep. – Chcemy znać jego motywację, bo zwrotów towaru nie ma – mówi Witek.

Także w sieci zoologicznej Kakadu nie przyjmują zwrotu zakupionych tam zwierząt na prezent.

– Jest to możliwe tylko w sytuacjach losowych, na przykład gdy pojawi się silne uczulenie, a każdy przypadek jest dokładnie badany – usłyszeliśmy w jednym ze sklepów firmy.

Takie podejście chwali Małgorzata Ohme, psycholog dziecięca. – Pojawienie się zwierzęcia w domu to w pewnym sensie adopcja. A to związane jest z nauką odpowiedzialności, opieki i troski. Ofiarowanie w postaci prezentu kojarzy się z zachcianką, dostarczaniem przyjemności i niespodzianką. Zwierzę nie powinno pełnić takich funkcji – tłumaczy.

Zwraca też uwagę na to, że pojawienie się zwierzęcia w domu powinno być poprzedzone zobowiązaniem ze strony dziecka.

– Chodzi o to, by było ono świadome, że ma zwierzę szanować i opiekować się nim w miarę swoich możliwości – mówi Ohme.

Bywa, że zwierzę można oddać do schroniska, z którego zostało wcześniej wzięte. – Jednak takich przypadków na szczęście nie jest dużo, bo u nas proces adopcyjny to selekcja kandydatów. Nie tylko muszą wypełnić specjalny kwestionariusz, ale też zgodzić się na to, że pracownicy mogą sprawdzić, w jakich warunkach zwierzę żyje – tłumaczy Grzegorz Sandomierski z warszawskiego schroniska Na Paluchu.

Przyznaje, że zdarzają się przypadki, gdy pies czy kot jest zwracany, bo ktoś w rodzinie ma alergię, o której wcześniej nikt nie wiedział, czy z powodu wyjazdu. – Na szczęście to incydentalne sytuacje – mówi.

Jednak poza kontrolowanym obrotem zwierzętami działa też czarny rynek. Importerzy i domorośli hodowcy, którzy przez internet sprzedają wiewiórki, pieski preriowe czy nawet srebrne lisy. Te ostatnie reklamują jako „przytulaśne", „połączenie psa i »kota«", „kochające dzieci i wszelkie stworzenie".

– Część osób daje się na to nabrać i kupują te zwierzaki, a przecież lis nigdy nie będzie psem ani kotem, a kiedy dojrzeje, będzie sprawiał ogromne problemy. Będzie głośny, będzie śmierdział, będzie niszczył zębami różne przedmioty – ostrzega w rozmowie z „Rzeczpospolitą" pracownik schroniska dla zwierząt w Korabiewicach (Mazowieckie).

Już teraz ma ono miesięcznie dwa–trzy zgłoszenia od osób, które chcą się pozbyć „agresywnych" lisów. Nie może ich przyjąć. – I co się będzie działo z takimi zwierzętami? Będą wyrzucane, a na wolności sobie nie poradzą. Nie przeżyją, ponieważ nie zostały wychowane przez matki – tłumaczy nasz rozmówca.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA