fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Antysemityzm dotowany przez rząd

Cyfrowa Biblioteka Myśli Narodowych zachęca m.in. do czytania dzieł Romana Dmowskiego i Jana Mosdorfa
Rzeczpospolita/ Grzegorz Rutkowski
Rząd dołożył do publikacji książek nawołujących m.in. do redukcji liczby Żydów.

„Żydzi są grupą rasowo obcą, kulturalnie skrystalizowaną i wnoszącą pierwiastki rozkładu do polskiego życia narodowego. (...) Dlatego wytyczną polityki polskiej wobec żydów winna być polityczna, kulturalna i gospodarcza izolacja oraz najdalej idące zmniejszenie ich liczby w państwie” – brzmi fragment deklaracji ideowej Młodzieży Wszechpolskiej, zawartej w broszurze Jana Mosdorfa „Akademik i polityka”.

Ten przedwojenny prezes wszechpolaków instruuje w broszurze, że obowiązkiem każdego patrioty jest „bojkot towarów i sklepów żydowskich, bojkot studentów żydów, okazywanie im zawsze, iż są nam wstrętni i zbyteczni”. Od kilku dni każdy może ją pobrać z internetu w dogodnym pliku. Oferuje ją Cyfrowa Biblioteka Myśli Narodowej.

Publiczne wsparcie

Jest ona projektem Stowarzyszenia im. Przemysła II, które postawiło sobie za cel „digitalizację oraz rozpowszechnienie dorobku intelektualnego polskich myślicieli narodowych”. I odbywa się to z publicznym wsparciem. W internecie cyfrowa biblioteka posługuje się logotypami MKiDN i Narodowego Centrum Kultury.

Ile na to poszło? Rzecznik NCK Joanna Bancerowska informuje, że jej instytucja przekazała dofinansowanie 19 tys. zł w ramach programu „Kultura w sieci”. Dodaje, że wniosek przeszedł przez normalny tryb konkursowy. – Dofinansowanie otrzymują wyłącznie najlepsze projekty, które przekroczyły wyznaczony minimalny próg punktowy. Wnioski ocenia niezależna komisja ekspercka – wyjaśnia.

MKiDN informuje, że w ramach programu „Kultura cyfrowa” przekazało w 2020 roku 28 tys. zł, a w 2019 roku – 20 tys. zł. „Dostępność tekstów źródłowych jest szczególnie istotna wobec podwójnego wykluczenia myśli narodowej w polskim dyskursie publicznym: poprzez skazanie jej na zapomnienie i poprzez nadanie jej jedynie negatywnych konotacji” – wyjaśnia centrum informacyjne resortu kultury.

Dodaje, że „działalność projektu Cyfrowej Biblioteki Myśli Narodowej nie sprowadza się do jednej pozycji i jednego autora”. I rzeczywiście, ze strony internetowej projektu można pobrać pozycje z kanonu przedwojennych narodowców, np. „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego. Problem w tym, że znalazły się tam też książki mogące budzić kontrowersje.

Wątpliwe recepty

Jedną z nich jest „Prawo do twórczości” Stanisława Piaseckiego, redaktora wydawanego w latach 30. antyżydowskiego tygodnika „Prosto z Mostu”. „Ruch antysemicki w Polsce nie jest bynajmniej filiacją hitleryzmu. Jest wcześniejszy od hitleryzmu. Jest nierównie od niego poważniejszy i głębszy, bo też i kwestia żydowska w Polsce jest znacznie poważniejsza, a jednak rozwiązana być musi” – pisze Piasecki.

Zdaniem Cyfrowej Biblioteki Myśli Narodowej jest to wartościowa pozycja. „Na wieczór z lekturą polecamy książkę Stanisława Piaseckiego »Prawo do twórczości« w wygodnej formie elektronicznej” – napisała w niedzielę na Facebooku.

Tydzień wcześniej polecała „Przewrót” Romana Dmowskiego, gdzie można przeczytać m.in.: „Gdyby Polska nie miała tylu Żydów, nigdy by nie było rozbiorów i gdyby nie Żydzi, polityka pruska nigdy by nie święciła swych wielkich triumfów na wschodzie”.

Prof. Tomasz Nałęcz, specjalista od historii II RP i były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego, mówi, że Dmowski napisał „Przewrót” w ostatnich latach życia. – Publikacja świadczy o starczej degeneracji tego wybitnego kiedyś umysłu, ogarniętego obsesjami antysemickimi i podającego recepty już wtedy brzmiące dziwacznie – mówi.

Jego zdaniem polecanie takich tekstów grozi „zatruwaniem umysłów jadem”. Szczególnie gdy odbywa się to bez komentarza, z którego czytelnik mógłby dowiedzieć się m.in., że w obliczu Zagłady Mosdorf pomagał żydom.

Dlaczego publikacje oferowane są bez komentarza? – W żadnym miejscu nie narzucamy interpretacji tekstów, tak aby każdy czytelnik mógł sam ocenić dane dzieło – wyjaśnia Marcin Gołda z Cyfrowej Biblioteki Myśli Narodowej. – Ograniczenie dostępu do istotnych materiałów źródłowych nie byłoby niczym innym jak cenzurą, której w projekcie naukowym stosować po prostu nie można – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA