fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Zaopiekowała się 99-latkiem. Nie sądziła, że przeżyje 121 lat

Twitter
Marta Ramírez, decydując się na opiekę nad 99-letnim mężczyzną, któremu spłonął dom, nie sądziła, że będzie to najstarszy człowiek na świecie.

Według dowodu osobistego Chlijczyk Celino Villaneuva Jaramillo ma 121 lat. To czyni go o cztery lata starszym od najstarszej osoby wymienionej na liście rekordów Guinnessa.

Dom Celino Villaneuva Jaramillo spłonął, gdy miał 99 lat. Nie miał rodziny, która mogłaby się nim zaopiekować. Wówczas przyjęła go do siebie 63-letnia Marta Ramírez. Jak mówi, nie przypuszczała, że będzie go gościć latami. - Miał wtedy 99 lat, nie sądziłam, że będzie żył jeszcze tak długo - podkreśla Ramírez.

Marta Ramírez ma teraz 85 lat, a jej wieloletni gość, Celino Villaneuva Jaramillo, ma 121 lat. Jest prawdopodobnie najstarszym człowiekiem na świecie.

Urodzony w 1896 roku Jaramillo utracił swoje świadectwo urodzenia, gdy 20 lat temu spłonął jego dom.

Data urodzenia w jego dowodzie, którego duplikat wręczył mu osobiście w 2016 roku minister sprawiedliwości, to 1896 rok. Nikt w Chile nie wątpi w jej prawdziwość. - Sprawdzając nasze zapisy, Celino Villanueva Jaramillo, urodził się 25 lipca 1896 roku i wciąż żyje - powiedziała Jacqueline Salinas z departamentu demograficznego chilijskiego urzędu statystycznego.

Jaramillo urodził się w mieście Río Bueno, około 30 mil na południe od stolicy regionu Valdivia. Szczegóły dotyczące jego młodości są trudne do ustalenia, gdyż komunikacja z nim jest ograniczona. Wiadomo jednak, że był rolnikiem, a przez ostatnie 30 lat swojego życia zawodowego pracował dla właściciela ziemskiego Ambrosio Toledo. Gdy Jaramillo skończył 80 lat, don Ambrosio złożył mu życzenia, ale poinformował go, że jego miejsce zajmie młodszy pracownik. Poprosił go także, aby opuścił służbowy dom, w którym mieszkał. Pracodawca płacił składki Jaramillo, więc ten otrzymywał niewielką emeryturę.

Przeprowadził się wówczas do pobliskiej nadmorskiej wioski Mehuín, wynajmując zniszczoną chatę. Miejscowe dzieci nazywały go elfem, z powodu jego niewielkiej postury. Jak mówią, dziś już dorośli, zawsze chodził z zawieszonym na plecach workiem, w którym nosił ryby. Dorabiał do swojej skromnej emerytury, uprawiając warzywa i sprzedając je lokalnym sklepom.

Po pożarze, który zniszczył jego dom i cały dobytek, przyjęła go do siebie Marta Ramírez.

Na 115 urodziny mężczyzny, w 2011 roku, do Valdivia przyleciał prezydent Chile Sebastián Pinera wraz z ministrem rozwoju społecznego Joaquinem Lavinem. Przywieźli samolot prezentów dla najstarszego obywatela Chile.

Lavin przedstawił Jaramillo rządowe zaświadczenie potwierdzające jego wiek. Powiedział, że jest okazem zdrowia i witalności, który naśladować powinni wszyscy obywatele.

Pinera podarował mu także między innymi zestaw słuchawek, dwie kule i mały piec opalany drewnem. Niestety nie przedstawiono mu żadnej oferty świadczenia specjalistycznej opieki geriatrycznej, która okazałaby się dla niego najlepszym prezentem. Ubogi Jaramillo uzależniony jest bowiem od kiepskiej publicznej służby zdrowia. Na początku tego roku, mężczyzna znalazł się w szpitalu z powodu ciężkiego zapalenia płuc. Jak mówi Marta Ramírez, Jaramillo od tego czasu nie może dojśc do siebie.

Jaramillo nigdy się nie ożenił, ani nie ma dzieci. Jest dziś prawie w 90% niewidomy i w 85% głuchy. Nie ma także zębów, w związku z czym bardzo ciężko zrozumieć, co mówi.

Źródło: The Guardian
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA