fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Uratować Virtuti Militari

Śp. prezydent Lech Kaczyński w 2006 r. wystąpił z inicjatywą uratowania Orderu Virtuti Militari. Chciał zmiany jego nazwy z „wojennego” na „wojskowy”
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Kawalerowie najwyższego odznaczenia wojskowego chcą, by było ono nadawane także bohaterom z Afganistanu.

– Nasz klub liczy obecnie niecałe 130 osób, z czego 60 proc. to ludzie leżący. W zarządzie są same 90-latki, a ja sam za cztery miesiące kończę 97 lat – mówi płk Zygmunt Łabędzki. Jest prezesem Klubu Kawalerów Orderu Wojennego Virtuti Militari, największego w Polsce stowarzyszenia skupiającego osoby wyróżnione tym odznaczeniem.

Zdaniem pułkownika upływający czas utrudnia nie tylko pracę klubu, ale też oficjalnej kapituły orderu, która działa przy prezydencie. Jej członkami mogą być tylko kawalerowie Virtuti Militari, więc w siedmioosobowym gremium jest aż sześć wakatów. Zasiada w nim jedynie 92-letni ppłk Zygmunt Gebethner.

Dlatego członkowie Klubu Kawalerów Virtuti Militari postanowili uratować order przed przejściem do historii. W Święto Niepodległości rozmawiali o tym z prezydentem Andrzejem Dudą. Umówili się też na kolejne spotkanie. – Czekamy na jego termin. Ma nastąpić po Nowym Roku – ujawnia płk Łabędzki.

Najstarsze odznaczenie

Order Wojenny Virtuti Militari ustanowiono w 1792 roku i jest najstarszym odznaczeniem wojskowym na świecie spośród nadawanych do dziś. Dlaczego miałby przejść do historii? Bo od 1945 roku żyjemy w pokoju, a zgodnie z ustawą „ordery i odznaczenia wojenne są nadawane tylko w czasie wojny lub nie później niż przez pięć lat od jej zakończenia".

Klub przedstawił prezydentowi Andrzejowi Dudzie propozycję, zgodnie z którą Virtuti Militari można by wręczać też bohaterom misji zagranicznych, np. w Afganistanie.

Zdaniem płk. Łabędzkiego nie trzeba nawet zmieniać przepisów, tylko inaczej je interpretować. – Weterani, którzy wracają ranni z Iraku i Afganistanu, pojechali tam na wojnę, a nie na wycieczkę. Wyruszyli z celem osłabienia terrorystów, więc w obronie swojego kraju – argumentuje.

Zauważa, że najwyższe odznaczenia wojenne nadaje się nieprzerwanie w takich krajach, jak Stany Zjednoczone, Rosja i Wielka Brytania. Przykładowo w tym ostatnim państwie Krzyżem Wiktorii odznaczono w 2005 roku kierowcę transportera opancerzonego Johnsona Beharry'ego. W Iraku z narażeniem życia wyciągnął rannych kolegów z płonącego pojazdu.

O odznaczenie bohaterów misji zagranicznych Virtuti Militari klub zabiegał też w 2011 roku. Tamę postawiła wówczas rządząca PO. Minister obrony Bogdan Klich tłumaczył, że za zasługi na misjach żołnierze mogą być uhonorowani m.in. Orderem Krzyża Wojskowego.

Przeciwna wznowieniu Virtuti Militari była też jego kapituła. Powody? Środowisko kawalerów Virtuti Militari jest podzielone z powodów historycznych. Kapituła uważała, że klub zbyt liberalnie przyjmował kawalerów orderów przyznawanych w PRL.

Podzielone środowisko

– Dla części kawalerów order jest świętością związaną z obroną ojczyzny – mówi były szef MON Tomasz Siemoniak z PO. – Tego tematu nie podnosili też weterani misji zagranicznych. Miałem z nimi dziesiątki kontaktów, również z tymi, którzy wykazali się bohaterstwem – dodaje.

Siemoniak uważa jednak, że warto „zainicjować dyskusję" dotyczącą orderu. Co zrobi prezydent i PiS? Członkowie klubu mają nadzieję, że uda się uratować Virtuti Militari, bo za takim rozwiązaniem w 2006 roku opowiadał się ówczesny prezydent Lech Kaczyński.

Zwolennikami przyznawania orderu bohaterom misji zagranicznych są też niektórzy posłowie partii rządzącej. – Osobiście uważam, że w ramach wzrostu siły armii powinno dążyć się do silnego zakorzenienia jej w historii. Powinna istnieć teoretyczna możliwość otrzymania Virtuti Militari za najbardziej wybitne zasługi – mówi Arkadiusz Czartoryski, poseł PiS z Komisji Obrony Narodowej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA