fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Tuleya: Ziobro nie jest Religą polskiego wymiaru sprawiedliwości

Sędzia Igor Tuleya
Fotorzepa/Krzysztow Skłodowski
Próbuje się nam przyczepić łatkę polityków, a obrona praworządności to nasz obowiązek, a nie widzimisię – mówi sędzia Igor Tuleya, laureat nagrody ?im. E. Wende.

Szef KRS sędzia Leszek Mazur uznał, że Zbigniew Ziobro ma szansę być Zbigniewem Religą sądownictwa. Zgadza się pan?

Igor Tuleya: No, nie wiem. Sytuacja w wymiarze sprawiedliwości nie kojarzy mi się z niczym dobrym, na pewno nie z reformą czy nowoczesnością. W kardiochirurgii najpierw były przeszczepy świńskich serc.

Czytaj także: Igor Tuleya: Pawłowicz nadaje się do TK, ale..

Zakończone sukcesem?

Krótkotrwałym. Większym dla pacjenta niż zwierzaka. Osoba ministra generalnie kojarzy mi się tak, że czego się tknie, to nieszczęście. Czyli nie jak profesor Religa.

Losowy przydział spraw sprawdza się w pana sądzie?

Nie wierzę w ten system. Nie wiem, jak działa, nie znam algorytmu. Nikt nie może zweryfikować, co do mnie trafia, a co omija. Poprzedni system, też losowy, polegał na tym, że wpływające kolejno sprawy przydzielano alfabetycznie. To było transparentne.

Jak się teraz sądzi?

Widać, że wolniej i że zmiany nie służą obywatelom. Kluczowe funkcje obsadzono zaufanymi polityków. Jest presja. Na aplikacji mówiono nam, by się liczyć z atakami ze świata przestępczego. Nie uprzedzano jednak, że stałe zagrożenie płynie od polityków czy samego ministra sprawiedliwości.

Odbierając nagrodę im. E. Wende, mówił pan, że rodzi się nowy typ sędziego: sędzia obywatelski. Czyli jaki?

Otwarty, który stara się rozmawiać z obywatelami, nie zamyka się w gmachu, próbuje przekazać to, jak sędziowie rozumieją prawo, a sam uczy się od ludzi.

Co wynika z tej nauki?

Widzę, co się nie podoba: język i kultura na sali sądowej. Przepisy i szybkość postępowania.

Chwalimy sędziów za wyjście z wieży z kości słoniowej, ale jest pytanie o granice aktywizmu.

Oponenci przyczepiają nam łatkę polityków. Mówią: chcecie robić politykę, to wynocha z sądu. A my bronimy praworządności, gdy jest zagrożona. To nasz obowiązek, a nie widzimisię. Gdy KRS jeszcze działała, wezwała sędziów do udziału w debacie i publicznej i obrony tych wartości. Orzecznictwo Strasburga idzie w tym samym kierunku.

Więc gdzie są te granice?

Ustanawiają je rządzący. Są płynne. W gruncie rzeczy granicą jest ich śmieszność. Według nich „politykami" są sędziowie, ale i lekarze rezydenci, nauczyciele, rolnicy, wszyscy, którzy protestują i walczą o sprawy dla nich ważne. Szczytem absurdu był zarzut posłanki Beaty Kempy, że politykuje Rada Języka Polskiego, która obśmiała „paski" w TVP.

A może krytyka polityki to akt nieposłuszeństwa?

Sędzia nieposłuszny musi poruszać się w granicach prawa. Interpretować je w zgodzie z duchem konstytucji, by chronić obywatela. Nie może pójść na ulicę, by protestować i palić komitety.

A świeczki?

Dla sędziów to był honor, że mogliśmy stać ze świeczką obok obywateli i nas stamtąd nie przegonili.

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA