Sędziowie i sądy

Transparentność wymiaru sprawiedliwości według ministra Ziobry

shutterstock
Suweren, który chce wiedzieć zbyt dużo, staje się niewygodny dla władzy

Transparentność życia publicznego i prasowa kontrola nad władzą państwową to podstawy ustroju demokratycznego. Artykuł 54 ust. 1 konstytucji każdemu zapewnia wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. To prawo ma bezpośrednie przełożenie na dostęp obywatela do niezawisłego i bezstronnego sądu. Z kolei prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd gwarantuje art. 6 europejskiej konwencji praw człowieka i podstawowych wolności. Wreszcie zasada wolności wyrażania opinii obejmuje m.in. wynikające z art. 10 konwencji prawo do otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych. Dostęp opinii publicznej do informacji o działaniach organów wymiaru sprawiedliwości i szeroko pojętych organów ochrony prawnej z jednej strony poddaje je demokratycznej kontroli, a z drugiej buduje zaufanie społeczne do ich działalności.

Czytaj także: Reforma wymiaru sprawiedliwości - dla kogo jedna instancja

Opinia publiczna ma prawo dostępu do informacji dotyczących interesu publicznego. Ich gromadzenie jest zaś niezbędną czynnością przygotowawczą w pracy dziennikarzy oraz chronionym elementem wolności prasy, co odnosi się też do organizacji pozarządowych.

Czy jesteście ślepi?

Powaga władzy sądowej oznacza w szczególności, że sądy powszechne są akceptowane jako forum rozwiązywania sporów prawnych oraz rozstrzygania o winie lub niewinności w obliczu zarzutów karnych. Chronione jest zaufanie, którym sądy w demokratycznym społeczeństwie muszą się cieszyć jako gwarantujący sprawiedliwość.

W wypowiedzi z 22 sierpnia tego roku minister sprawiedliwości, prokuratur generalny Zbigniew Ziobro pytany o jawność przesłuchań kandydatów w konkursie do SN pytał retorycznie przedstawicieli opozycji, czy nie widzą tego, że doszło do zmiany na lepsze? Czy są ślepi, nie widząc, że praca KRS jest o wiele bardziej jawna niż tzw. starej KRS. Niestety, tak nie jest. Funkcjonujemy w zupełnie nowym porządku prawnym, co znalazło swoje negatywne odbicie również w zasadach dostępu do informacji o działalności instytucji związanych z funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości.

Ani opinia publiczna, ani opozycja do dzisiaj nie uzyskały list poparcia kandydatów do tzw. nowej KRS. Zamiast tego w trybie dostępu do informacji publicznej Ministerstwo Sprawiedliwości przedłożyło kilkadziesiąt stron kserokopii list z pustymi miejscami zamiast nazwisk osób, które poparły kandydatów. Minister tłumaczył, że ustawa nie przewidziała ich upubliczniania. Owszem, ale czy musiała?

Utajnienie danych osobowych sędziów, którzy poparli kandydatów do KRS, nie znajduje uzasadnienia w ogólnie obowiązujących zasadach, wynikających z orzecznictwa ETPCz, w świetle którego sędziowie są osobami publicznymi, których dane osobowe i wizerunek nie podlegają szczególnej ochronie (m.in. sprawa Axel Springer przeciwko Niemcom). Obecnie wobec braku dostępu do tak podstawowych informacji, możemy zapytać: Czy KRS została powołana legalnie? Dlaczego część członków KRS to znajomi ministra lub jego zastępców? A może celowo ustawodawca nie pozwolił na ujawnienie tejże listy, chcąc ukryć, że kandydaci uzyskali poparcie nie w okręgach swoich sądów, jak przedstawia oficjalna propaganda, ale wśród ok. 150 sędziów zatrudnionych w MS, którzy – jako jedni z nielicznych prawników – popierają niekonstytucyjne zmiany? Nietrudno też sobie wyobrazić, że nowa KRS pozytywnie zaopiniuje kandydaturę sędziego do sądu wyższej instancji, który będzie słaby merytorycznie, za to wcześniej udzielił poparcia kandydatom do KRS. W takiej sytuacji opinia publiczna nie będzie miała możliwości poznania faktycznych motywów decyzji KRS. Może tego rodzaju „deal" już stał się podstawą wyboru niektórych nowych sędziów Sądu Najwyższego?

Podobne pytania można mnożyć, a żadne nie będzie wygodne dla władzy. Dlatego listy poparcia sędziów członków KRS, a więc funkcjonariuszy publicznych, których kandydatury zostały poparte również przez funkcjonariuszy publicznych, należy ujawnić. Leży to zarówno w interesie publicznym, jak i w interesie wymiaru sprawiedliwości.

Więcej światła!

Kolejną istotną kwestią jest tryb przesłuchania przez nową KRS. Czy 15-minutowe wysłuchanie kandydatów (w większości znajomych ministra sprawiedliwości), bez transmisji, tajne głosowanie, niejasne kryteria wyboru służą budowaniu zaufania do SN? Szybkość niewątpliwie nie służy jakości tych wyborów, tak jak nie służy jakości legislacji (przypomnijmy, że obecnie mamy pięć nowelizacji ustawy o SN, a mówi się już o szóstej). Pojawił się też zarzut naruszenia art. 31 ust. 2b ustawy o KRS i braku opinii ministra o kandydatach, co może stanowić nawet o nieważności wyborów do SN.

Jakby nie dość tego, KRS zamiast ogłosić wyniki rekrutacji w połowie września, zakończyła ją 28 sierpnia. Co więcej, 11 lipca zdecydowała o uproszczeniu procedury naboru do SN poprzez rezygnację z przedłożenia przez każdego z kandydatów akt stu spraw, co jest wymagane przy ocenie kandydatów na wszystkie szczeble sądownictwa powszechnego. W ten sposób przedkładane przez kandydatów kwestionariusze zawierające tylko podstawowe dane osobowe i trwająca kilkanaście minut rozmowa z komisją KRS stały się jedynymi obligatoryjnymi kryteriami oceny kandydatów do SN. Nabór sędziów do najwyższego organu sądowego 40-milionowego państwa w centrum Europy jest więc karykaturą procedury konkursowej. Wychodzi na to, że – z zachowaniem proporcji – nierzadko trudniej w Polsce wygrać konkurs na sprzedawcę niż na sędziego SN.

W tej sytuacji publiczna transmisja posiedzeń KRS byłaby bodaj namiastką demokratycznej kontroli wyborów. Można też założyć, że wówczas członkowie organu pełniącego funkcję KRS daliby z siebie więcej, a przesłuchania byłyby bardziej wnikliwe. Formalnie nie było przeciwwskazań, aby odbywały się na transmitowanych przez internet posiedzeniach plenarnych. Wobec tak znacznego obniżenia rygorów oceny wprowadzenie publicznie dostępnego trybu wysłuchania było wręcz obowiązkiem nowej KRS.

Ograniczeń jawności procedowania zaznał wcześniej Trybunał Konstytucyjny. Już w styczniu 2017 r., tuż po objęciu funkcji prezesa TK, Julia Przyłębska ogłosiła w zarządzeniu, że posiedzenia TK są wprawdzie transmitowane w internecie, jednak dziennikarze nie mogą wejść do sali rozpraw z własną kamerą czy aparatem fotograficznym.

Istotna zmiana w jawności rozprawy została wprowadzona również w postępowaniach przed sądami powszechnymi. Mianowicie, w świetle nowego art. 360 § 2 kodeksu postępowania karnego obecnie nie niezawisły sąd, ale podległy ministrowi sprawiedliwości prokurator decyduje o tym, czy rozprawa ma charakter jawny. Wiele osób uważa to za znak, że prokuratura zechce prowadzić pokazowe procesy, do czego potrzebna jest kontrola nad jawnością rozprawy.

Nie oprawiaj, bo będziesz oprawiony

Reasumując, sposób zachowania władz wobec żądań opinii publicznej dotyczących ujawnienia listy poparcia dla kandydatów do KRS, sposobu i kryteriów wyboru sędziów do SN, czy też zagadnień jawności rozprawy budzi wiele wątpliwości. Takie zachowanie nie buduje zaufania do sądów, wręcz je niszczy. Niszczą je też komentarze przedstawiciela TK Mariusza Muszyńskiego do orzeczeń sądów, takie jak „Wyrok WSA w Warszawie, choć mało nowatorski, oprawię w ramki i powieszę na ścianie w swoim gabinecie. Mam tam zdjęcia dziwolągów. Będzie pasował między jednorożcem i trójgłowym cielęciem". Czy rządzący chcieliby, żeby tak były opisywane wyroki nowego SN czy też TK? Czy tak buduje się zaufanie do sądów i powagę władzy sądowej?

Zastanawia, czemu mają służyć ograniczenia transparentności wymiaru sprawiedliwości. Istotną wskazówką mogłaby być przygotowywana ustawa o jawności życia publicznego. Wbrew tytułowi głównym jej celem nie jest jednak wzmocnienie transparentności procesu sprawowania władzy publicznej, ale dokonanie powszechnej lustracji majątkowej obywateli, wliczając w to osoby niepełniące funkcji publicznych. To władza ma wiedzieć wszystko o obywatelu, a obywatel o władzy tylko tyle, na ile ona mu pozwoli. Suweren, który wie zbyt dużo, staje się niewygodny. Dlatego w obliczu postępującego upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości lepiej spuścić na jego działalność zasłonę. Tylko czy suweren też tego chce?

Dariusz Mazur jest sędzią Sądu Okręgowego w Krakowie. Dominik Czeszkiewicz jest sędzią Sądu Rejonowego w Suwałkach. Autorzy są członkami Stowarzyszenia Sędziów Themis.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL