fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Asystenci sędziów nie poprawią szybkości postępowań

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Pomocnicy sędziów zwiększają komfort ich pracy, ale nie poprawią opieszałego wymiaru sprawiedliwości.

Na 9,5 tys. orzekających dziś sędziów przypada 3,6 tys. asystentów. Z prostego rachunku wynika, że na jednego sędziego przypada 2,6 asystenta. W praktyce jest dużo gorzej. W dodatku z raportu przygotowanego przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości na temat wpływu instytucji asystenta na szybkość pracy sędziów sądów okręgowych wynika, że nie każdy sędzia wsparty pomocą asystenta jest bardziej wydajny. Powód? Trzeba zmienić model instytucji asystenta tak, by odciążony sędzia zaoszczędzony czas poświęcił na prowadzenie innych postępowań.

Wsparcia nie widać

Z opublikowanego właśnie raportu wynika, że przeciętnie w wydziałach cywilnych pierwszoinstacyjnych sądów okręgowych na jednego sędziego przypada 0,5 asystenta (jeden asystent na dwóch sędziów), a jeden statystyczny sędzia załatwia rocznie ok. 211 spraw procesowych. Z pilotażowego badania wynika, że zaangażowanie w realizację sprawy (procesowej, rozpoznawanej w SR) asystenta uwalnia około 42 minut pracy sędziego, a to uwolnienie odbywa się kosztem przeciętnego zaangażowania w sprawę asystenta w wymiarze 4,5 godziny na przykładzie pionu cywilnego sądu rejonowego. Jak to obliczono? Otóż czas jednostkowy pracy sędziego bez pomocy asystenta nad sprawą w sądzie rejonowym oszacowano na 2,4 godziny – zaś z jego pomocą na 1,7 (oszczędność 0,7 godziny).

Badania poszły jeszcze dalej. Po przyjęciu sugerowanej etatyzacji dwóch sędziów na asystenta maksymalny wzrost efektywności sędziego wyniósł 7,5 proc. To niewiele – czytamy w podsumowaniu. Zdaniem Kamila Jońskiego, autora, jednak wyników tych nie należy interpretować jako podważenia roli asystenta w systemie sądownictwa powszechnego. – To raczej potrzeba reformy funkcjonowania tej instytucji – uważa.

Wśród sędziów łatwo znaleźć można zarówno zwolenników i przeciwników instytucji asystenta.

Do grona pierwszych należy sędzia Krystian Markiewicz: – Dobry asystent to skarb – mówi. Nie dziwią go jednak słabsze wyniki poprawy szybkości orzekania sędziego wzmocnionego asystentem.

– Sędzia z asystentem zyskuje komfort pracy. Nie oznacza to jednak, że będzie pracował nocami, by zwiększać wydajność i za wszelką cenę poprawiać wyniki.

Innego zdania jest sędzia Barbara Piwnik: – Zrezygnowałabym z asystentów, bo nie mogę sobie pozwolić, by asystent za mnie pisał uzasadnienia do wyroku, gdy to ja byłam na sali rozpraw i go ogłaszałam. Jeśli ma podejmować jakiekolwiek czynności, to niech to robi pod własnym nazwiskiem.

Stały trend

Najnowsze badania potwierdzają wyniki tych sprzed kilku lat. Powoływał się na nie ostatnio Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, zapowiadając ostrożne gospodarowanie etatami asystenckimi. Co z nich wynikało?

W sądach apelacyjnych im więcej „pomocników", tym czas orzekania był krótszy. Gorzej było w sądach okręgowych. W nich czas trwania sprawy procesowej był silnie związany z liczbą asystentów sędziego. Więcej asystentów było w sądach, w których sprawy trwały dłużej. A to z kolei może sugerować, zdaniem autorów tamtejszego badania, że kierowani oni byli głównie do sądów o największym wpływie oraz rozpatrujących sprawy trudniejsze. A jakie wnioski płyną dzisiaj? Tak w przypadku wydziałów cywilnych, jak i karnych, analizy jednostek, które doświadczyły dużych zmian obsady asystenckiej, sugerują, że w obecnym kształcie wsparcie asystenta (mierzone jako liczba sędziów na asystenta w wydziale) nie wiąże się ze znacznym zwiększeniem efektywności (mierzonej liczbą rozpoznanych spraw na sędziego).

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.lukaszewicz@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA