fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Sprawy kierowców i chuliganów mogą zniknąć z sądów - wykroczeniami zajmą się sędziowie pokoju

123RF
Sprawy kierowców i chuliganów mogą zniknąć z sądów. Zajmą się nimi prawnicy wybierani na kadencje.

Polskie sądy nie są sprawne. Z najnowszych statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2015 r. wydłużył się średni czas trwania procesu w sądzie rejonowym, przybyło spraw „starych", trwających ponad rok i trzy lata. Ministerstwo szuka więc sposobu, by sądy odciążyć, a dzięki temu poprawić sprawność postępowania. Jednym z pomysłów jest powoływanie sędziów pokoju do najprostszych spraw – wykroczeń. Jest ich rocznie ponad 600 tys.

– Z roku na rok spraw przybywa. Przez lata było ich ok. 500 tys. W 2015 r. przybyło blisko 100 tys. To głównie sprawy kierowców złapanych przez fotoradary – mówi „Rz" sędzia Jarosław Kosiński.

Wystarczy być prawnikiem

Aby zostać sędzią pokoju, wystarczyłoby mieć wykształcenie prawnicze. Wybierałyby ich rady gmin. Już dziś wybierają ławników do orzekania w sądach powszechnych.

Gdzie orzekaliby sędziowie pokoju?

To jeszcze nie jest przesądzone. Mogłyby to być sądy, ale również pomieszczenia wygospodarowane przez samorządy. Od orzeczeń sędziów pokoju przysługiwałoby odwołanie do sądu powszechnego. Sędzia pokoju orzekałby jednoosobowo.

Propozycja resortu przypomina w pewnym zakresie funkcjonujące przed laty kolegia do spraw wykroczeń.

– Ich likwidacja była błędem i pierwszym krokiem do zatkania sądów rejonowych w dużych miastach – uważa sędzia Jarosław Kosiński. I dodaje, że dziesiątki tysięcy spraw generowanych co roku przez kierowców odmawiających przyjęcia mandatu za wykroczenia na drodze nie wymagają wiedzy sędziów.

– Wystarczy wiedza prawnicza zdobyta na studiach, by takie sprawy rozpoznawać – uważa.

W sądach luźniej

Kiedy pierwsi sędziowie pokoju mogliby odebrać nominacje z rąk prezydenta?

– Szukamy różnych sposobów na usprawnienie sądownictwa. Jednym z nich mogliby się okazać właśnie sędziowie pokoju. Ale to jeszcze bardzo wstępny pomysł. Najpierw chcielibyśmy przeprowadzić reformę sądownictwa powszechnego oraz postępowania mandatowego. Myślimy o tym, by więcej spraw kończyło się mandatem karnym, nie byłoby dzięki temu potrzeby angażowania do nich sądów – mówi „Rz" Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości odpowiedzialny za funkcjonowanie sądownictwa. Ministerstwo myśli też o możliwości ukarania mandatem nawet wówczas, gdy ukarany nie zgadza się na jego przyjęcie. Od tak nałożonego mandatu ukarany mógłby się odwołać do sądu. Dziś tysiące spraw trafiają po takiej odmowie do sądów, a tam, kiedy już opadną emocje, sprawcy często przyznają się do wykroczenia.

– Odmowę przyjęcia mandatu od funkcjonariusza obwinieni tłumaczą w przeróżny sposób. Poczynając od emocji, nerwów, na niegrzecznym zachowaniu policjanta czy strażnika miejskiego kończąc – mówi sędzia Kosiński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA