Chodzi o wyrok, mocą którego Sąd Rejonowy Warszawa Śródmieście pod przewodnictwem sędziego Łączewskiego skazał Kamińskiego, wtedy szefa CBA, a teraz ministra koordynatora służb specjalnych, na trzy lata więzienia za przekroczenie uprawnień w sprawie afery gruntowej. Następnie ułaskawił go prezydent.
W rozmowie w „Gazecie Wyborczej" w październiku 2016 r. „Mam się bać byłego agenta CBA ?" sędzia Łączewski powiedział, że nie tylko on skazał Kamińskiego, bo „wyrok wydał skład trzyosobowy i zapadł jednogłośnie".
Zgodnie z art. 108 § 1 kodeksu postępowania karnego przebieg narady i głosowania nad orzeczeniem jest tajny, a zwolnienie z tej tajemnicy nie jest dopuszczalne. Jedyne odstępstwo to zgłoszenie zdania odrębnego, ale takiego tutaj nie było. Brak zdania odrębnego znaczy, że wyrok zapadł jednogłośnie.
Na tej podstawie minister Zbigniew Ziobro wystąpił do rzecznika dyscyplinarnego sędziów o wszczęcie postępowania wobec sędziego Łączewskiego. Wskazał, że złamał on ten zakaz. Rzecznik odmówił jego wszczęcia.
W piątek Sąd Apelacyjny w Warszawie badał zażalenie ministra. Jego pełnomocnik Dariusz Kupczak argumentował, że sędzia złamał fundamentalną zasadę, że nikt nie ma prawa nigdy się dowiedzieć, jak sędziowie głosowali nad wyrokiem, czyli dopuścił się wykroczenia dyscyplinarnego.
Zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędzia Piotr Schab wskazywał natomiast, że nie doszło do naruszenia narady sędziowskiej, a sam sędzia Łączewski argumentował, że„jednogłośnie nie oznacza jednomyślnie". To, co się działo na naradzie, pozostanie więc słodką tajemnicą trojga sędziów. Dodał, że Trybunał Konstytucyjny np. w wyroku z 8 lutego 2017 r. podał, że zapadł on jednogłośnie.
– Mogę odpowiadać za słowa, ale nie za ich interpretację – zakończył obronę.
SA oddalił odwołanie ministra. Grzegorz Salamon, sędzia sprawozdawca, powiedział jedynie, że argumentacja ministra jest nieprzekonująca, a z powodu skomplikowania sprawy i jej precedensowego charakteru podanie uzasadnienia jest odroczone.
Dodajmy, że krakowska prokuratura prowadzi śledztwo po tym, jak jedna z gazet opublikowała rozmowy, które sędzia Łączewski miał prowadzić pod innym nazwiskiem z internautą podszywającym się pod red. Tomasza Lisa. A miało chodzić o propozycję wsparcia, porad w działaniach przeciwko PiS. Łączewski twierdzi, że ktoś podszył się pod jego osobę i zawiadomił prokuraturę.
Sygn. akt ASDz1/17