fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Listy poparcia dla kandydatów do KRS - co z nich wynika

Adobe stock
Z opublikowanych w piątek list poparcia dla kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa wynika, że każdy z kandydatów uzyskał wymagane 25 podpisów. Wątpliwości wzbudza jedynie lista poparcia dla sędziego Macieja Nawackiego - pisze Onet.pl.

Na liście widnieją nazwiska sędziów, którzy informowali, że wycofali swoje poparcie dla tej kandydatury. Są to: Joanna Urlińska, Anna Pałasz, Katarzyna Zabuska i Krzysztof Bieńkowski. Również sam Nawacki podpisał się na liście poparcia dla swojej kandydatury do KRS. Nie koniec na tym, bo swoim głosem na liście wsparła go również żona - czytamy na Onet.pl.

Kancelaria Sejmu dołączyła dwie opinie Biura Analiz Sejmowych, w których stwierdzono, że przepisy nie przewidują możliwości wycofania poparcia dla kandydata na członka KRS po formalnym zgłoszeniu kandydatury marszałkowi Sejmu.

Kto na listach? Szef Iustitii: "krewni i znajomi królika"

Na upublicznionych przez Kancelarię Sejmu listach poparcia do KRS znajdują się nazwiska ponad 360 sędziów, którzy zdecydowali się poprzeć piętnastu sędziowskich kandydatów do nowej Rady. Jak się okazuje, kandydaci popierali się nawzajem - ich podpisy pojawiają się na listach kolegów z Rady. I tak, rzecznika nowej KRS Macieja Miterę poparł inny członek Rady Rafał Puchalski, mianowany przez Zbigniewa Ziobrę prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Swojego głosu użyczył Miterze także Dariusz Drajewicz z KRS, dziś wiceprezes Sądu Obaj - Drajewicz i Puchalski - zostali rekomendowani ostatnio przez swoich kolegów z KRS do pełnienia funkcji w Izbie Dyscyplinarnej SN, choć unijny Trybunał Sprawiedliwości uznał, że Izba to to "nie-sąd".

To nie koniec powiązań między kandydatami i wzajemnego przekazywania sobie poparcia. Wspomniany Maciej Mitera poparł członka KRS Drajewicza i Jarosława Dudzicza, obecnie wicerzecznika Rady.

Poza tymi powiązaniami, na listach widzimy też powtarzające się nazwiska sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości czy nowych prezesów lub wiceprezesów sądów z woli Zbigniewa Ziobry.

Czytaj także:

Jak wynika z badań Forum Obywatelskiego Rozwoju, 60 na ponad 360 osób podpisanych na liście dostało już rekomendację do awansu od nowej KRS - 20 z nich już awansowało, pozostali czekają na nominację prezydenta. 49 z ponad 360 osób pracowało w Ministerstwie Sprawiedliwości, zaś 56 osób z list poparcia to powołani niedawno przez Zbigniewa Ziobrę prezesi i wiceprezesi sądów.

- Na tych listach są po prostu krewni i znajomi królika - mówi Onetowi prezes "Iustitii" sędzia Krystian Markiewicz. - Listy były po prostu "szyte", poparcie było najpewniej przekazywane między kandydatami, ci którzy mieli "nadwyżkę" oddawali swoje głosy tym, którym trochę brakowało - przekonuje. - Świadczyć mogą o tym choćby mętne tłumaczenia szefa KRS Leszka Mazura, który najpierw mówił, że miał 54 głosy poparcia a potem okazało się, że ma ich jednak 40. Pytanie więc, co się stało z tymi pozostałymi 14 głosami - pyta prof. Markiewicz.

O sprawie "znikających" głosów na liście poparcia przewodniczącego KRS Onet rozmawiał z nim kilka dni temu.

- Fakty są takie, że my dziś nie mamy KRS - mówi nam prezes "Iustitii". - A to dlatego, że absolutnie uzasadnione są wątpliwości wobec tego, czy członek neo-KRS Maciej Nawacki miał wymaganą liczbę podpisów. A skoro Sejm wybrał członków Rady łącznie, w głosowaniu blokowym, to jeden źle wybrany kandydat oznacza źle wybraną całą Radę - wyjaśnia sędzia Markiewicz.

- Całe te listy wyglądają tak, że wyłania się obraz grupy osób, które się na nich podpisały, bo minister sprawiedliwości obiecał im za to profity. A to można nazwać jakąś formą korupcji - zaznacza. - I ta wąska grupa podpisanych pod listami, która te profity dostała pokazuje, jak - przepraszam za słowo - liche jest tak naprawdę to rzekome "demokratyczne poparcie", jakie według deklaracji rządzących rzekomo na neo-KRS - mówi sędzia Markiewicz. - Powtarzam, zwykły układ znajomych i krewnych, hojnie za swój podpis obdarzonych.

Szef nowej KRS: na mojej liście jest jeden krewny

- Nikomu nie można odbierać prawa do dokonywania ocen, ale na mojej liście jest zaledwie jeden krewny, mój brat - tak krytyczną ocenę prezesa "Iustitii" nt. doboru nazwisk na listach poparcia do KRS kwituje w rozmowie z Onetem przewodniczący Rady sędzia Leszek Mazur. - Nie mam głosu nikogo z obecnej Rady, ja sam także nie udzielałem poparcia jej innym członkom. Nie mam też głosów osób z Ministerstwa Sprawiedliwości. A że znalazło się na mojej liście kilka osób, które pełnią jakieś funkcje, to cóż... W sądownictwie liczba stanowisk funkcyjnych jest bardzo wysoka - mówi.

- A jak się ma staż, to się człowiek styka i stykał z osobami funkcyjnymi. U mnie ten staż wynosi zaś 30 lat - podkreśla sędzia Mazur. - Uważam, że liczba tych "funkcyjnych" na mojej liście nie odbiega od średniej, a nawet jest mniejsza - zaznacza szef KRS. - Poza tym, wydaje mi się że po ujawnieniu tych list przez kilka dni trwały będą analizy statystyczno-socjologiczne a potem zainteresowanie tym tematem ucichnie - ocenia.

Onet pyta sędziego Mazura, jak skomentuje przytoczone przez nas powyżej analizy FOR, pokazujące, że znaczna część osób, które się na listach podpisały zostały "docenione" albo stanowiskami prezesów czy wiceprezesów sądów, albo delegacjami do MS. - Przecież te liczby pokazują, że zaledwie niewielki odsetek osób podpisanych na listach jest albo w ministerstwie, albo obejmują jakieś funkcje. To maksimum 15 proc., więc nie jest to liczba znaczna - mówi szef Krajowej Rady. - Dlatego ja nie posunął bym się do mówienia o jakichś rzekomych profitach za oddanie głosu na kandydata do KRS, bo te proporcje moich obaw nie budzą.

Co z przypadkiem sędziego Nawackiego? Szef KRS: są wątpliwości

- Jeśli chodzi o liczbę wymaganych podpisów dla każdego kandydata, to tylko jeden przypadek budzi powszechnie artykułowane wątpliwości - mówi sędzia Mazur. - Chodzi o sprawę sędziego Macieja Nawackiego.

Przypomnijmy, członek KRS i prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki ma na swoje liście 28 nazwisk - w tym podpis jego samego i jego żony - jednak cztery osoby wycofały dane mu poparcie jeszcze przed zgłoszeniem jego kandydatury do marszałka Sejmu. Tyle że - jak mówił Onetowi sędzia Nawacki - raz danego poparcia wycofać nie można, więc postanowił wolę koleżanek i kolegów zignorować.

- Ja mam 28 podpisów, to nie ulega najmniejszej wątpliwości - mówił nam niedawno sędzia Nawacki. - Nie ma czegoś takiego jak "wycofanie poparcia" czy odwołanie raz złożonego na listach podpisu. Tak stanowi prawo ustrojowe, to jest jak głos wrzucony do urny wyborczej, nie wiem jak można to jaśniej tłumaczyć - przekonywał.

Co na to szef KRS? - Owszem, to budzi pewne wątpliwości, ale przecież na etapie sprawdzania list w parlamencie zasięgano opinii specjalistów, którzy uznali, że poparcia wycofać się nie da - mówi. Tyle że - jak przypominamy przewodniczącemu Krajowej Rady - jedną z opinii sporządził sędzia, który potem, dzięki pozytywnej rekomendacji KRS dostał się do nowej Izby SN. - Trudno tu cokolwiek jednoznacznie przesądzić, są różne interpretacje - mówi sędzia Mazur. - Ja niczego tu nie zamierzam przesądzać ale wiem, że jeśli ktoś na przykład poprze jakiegoś kandydata w wyborach, to tego poparcia wycofać nie ma sposobu - dodaje.

Szef KRS przekonuje nas też, że ujawnienie przez Kancelarię Sejmu list poparcia do nowej Krajowej Rady wywoła - na krótko, jego zdaniem - zainteresowanie opinii publicznej, które potem jednak osłabnie. - Przez kilka dni będą trwały analizy statystyczno-socjologiczne, sprawdzające kto kogo i dlaczego poparł, a potem sprawa ucichnie - mówi sędzia Mazur. - Cały ten problem z listami powstał, choć mogło go w ogóle nie być. Bo jak ja swoje podpisy zbierałem, to nie zastanawiałem się, czy ktoś coś za ten głos dostanie, czy też nie. Takie rozumowanie w ogóle nie wchodziło w grę - zapewnia.

Tajemnica dwóch list sędziego Mazura

Przypomnijmy, szef KRS w przeszłości deklarował, że na jego liście poparcia były 54 nazwiska. Potem, gdy "Gazeta Wyborcza" ujawniła jedną z list - członkini Rady Teresy Kurcyusz-Furmanik - oraz liczbę podpisów na liście Leszka Mazura, okazało się że przewodniczący Rady złożył w Sejmie nie, jak deklarował , 54 podpisy, a jedynie 40. Co więc stało się z "brakującymi" 14 głosami?

- W domu mam brudnopis listy, nie pamiętam czy tych podpisów było 40 czy 54 - mówi szef KRS. - Mogę jednak zagwarantować, że moich "nadprogramowych" głosów nikomu nie przekazano, za to ręczę - deklaruje. Jak mówi szef KRS, gotów jest okazać tę "zaginioną" listę, o ile wątpliwości wokół jego dwóch list poparcia będą narastać. Kilka dni temu tłumaczył nam, że podpisy zbierał równolegle - w okolicach Częstochowy i na Śląsku - więc to ma wyjaśniać powstanie dwóch list, z różną liczbą podpisów.

Dlaczego listy ujawniono właśnie teraz?

W środowisku sędziów, którzy krytycznie oceniają zmiany wdrażane przez PiS, przeważa opinia, że marszałek Sejmu zdecydowała się w piątek upublicznić skrzętnie dotąd skrywane listy poparcia do nowej KRS, ponieważ w tym dniu weszła w życie tzw. ustawa represyjna. W związku z tym, pod rygorem nawet wyrzucenia z zawodu, żadnemu z sędziów nie wolno kwestionować statusu nowej Rady ani dociekać, czy na listach nie ma nieprawidłowości. Co dzieje się z tymi, którzy tego próbują, dobitnie pokazuje przykład sędziego Pawła Juszczyszyna z Olsztyna, którego za żądanie okazania sądowi list najpierw zdegradowano (Zbigniew Ziobro odwołał do z delegacji do SO - red.), a później Izba Dyscyplinarna SN zawiesiła go w czynnościach i obcięła mu pensję o 40 proc.

Jednak wciąż pojawiają się wątpliwości, czy wszyscy członkowie nowej KRS mieli wymaganą liczbę podpisów. A to jest kwestia absolutnie kluczowa, bo wystarczy jedna wadliwie zgłoszona kandydatura - takim przypadkiem mógł być Maciej Nawacki, z potencjalnie niewystarczającą ilością głosów na liście (wymaganych było minimum 25 podpisów - red.) - aby za wadliwie powołaną uznać całą nową Krajową Radę. Wszystko dlatego, że Sejm powołał jej sędziowskich członków łącznie, w głosowaniu blokowym.

Poza tym, status zarówno nowej KRS, jak i nowych Izb SN - Dyscyplinarnej i Kontroli Nadzwyczajnej - wciąż bada unijny Trybunał Sprawiedliwości, na wniosek Komisji Europejskiej. TSUE już uznał, że nowa Rada nie spełnia wymogów niezależności od polityków - a to warunek kluczowy, by być członkiem sądownictwa europejskiego. W najbliższych dniach TSUE może przesądzić o tym, czy Polska nie będzie płacić gigantycznych kar za każdy kolejny dzień funkcjonowania wskazanej w całości przez nową KRS Izby Dyscyplinarnej SN.

TSUE może też w sposób decydujący wypowiedzieć się o statusie nowej KRS. W oczekiwaniu na te rozstrzygnięcia rządzący PiS zdecydował się na upublicznienie list poparcia do nowej Rady - list, które ukrywano od dwóch lat, wbrew wyrokom sądów. - Oni po prostu pękli przed TSUE - mówi Onaetowi prezes "Iustitii" Krystian Markiewicz. - Rządzący jak zwykle wiele gadają, jacy to są niby "silni i suwerenni". A jak przychodzi co do czego i Europa zwiększa nacisk, to się cofają z podkulonym ogonem - kwituje.

- Autorem tekstu jest Magdalena Gałczyńska

Źródło: Onet.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA