fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ścieżki kariery

Chcemy być swoimi szefami

Bloomberg
„Młode pokolenie szuka modelu biznesowego, który pasowałby do jego stylu życia”. A najbardziej pasują start–upy internetowe.

Dla większości Polaków etat to nadal najbardziej pożądana forma zatrudnienia – wynika z ubiegłorocznego badania „Młodzi a rynek pracy" Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowym. Ale już co czwarty student ostatnich lat studiów zamierza założyć firmę. Dlaczego chcemy być na swoim? Bo coraz trudniej znaleźć dobrą i perspektywiczną pracę, która odpowiadałaby zarówno wykształceniu, jak i ambicjom. – Myślenie oparte na zasadzie „nie ma dla mnie pracy, to sam ją sobie zorganizuję" zaczyna z roku na rok coraz bardziej się rozpowszechniać wśród młodych osób – zauważa dr Tomasz Kopyściański, dziekan Wydziału Finansów i Zarządzania w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. – Wg danych statystycznych (GUS za 2014 rok – red.) już ponad jedna trzecia aktualnie działających na polskim rynku firm jest prowadzona przez osoby, które nie ukończyły 30. roku życia. Ta statystyka jest co prawda zaburzona przez fakt, że w tej grupie znajdziemy wiele osób zaliczających się do samozatrudnionych, które wykonują pracę na rzecz firm już istniejących, ale stopień przedsiębiorczości i chęć zakładania firm rośnie. – I jest to zjawisko, którego kontynuacji należy oczekiwać również w tym roku – kwituje dr Kopyściański.

Zakładanie firmy ciągle jednak wymaga dużej odwagi i otwartości na ryzyko. – Szacunki pokazują, że 80 proc. firm upada w ciągu pierwszych dwóch lat – zauważa Natalia Pisarek, lider zespołu Human Capital Consulting w firmie Deloitte. Wzmożona chęć zakładania firm bierze się natomiast z tego, że na rynku pracy jest coraz więcej przedstawicieli pokolenia Y. – To pokolenie cechuje otwartość na ryzyko i zmianę. Ludzie ci nie mają też silnej potrzeby posiadania rzeczy na własność, jak ma to miejsce w przypadku przedstawicieli pokolenia X – tłumaczy Pisarek. Do tego dochodzi moda na startupy. Bo dziś nie zakłada się firmy, tylko startup. – Młode osoby, otwierając nawet budkę z frytkami, zazwyczaj określają ją mianem „startupu". To brzmi bardziej atrakcyjnie – przyznaje przedstawicielka Deloitte.

Ta popularność nie bierze się z sufitu. To bowiem firmy najczęściej związane z nowymi technologiami, a właśnie ten sektor cechuje niska bariera wejścia i szalone tempo rozwoju. W raporcie Deloitte „Technology Fast 50 Central Europe 2015" wskazującym 50 firm cieszących się najszybszym rozwojem, definiowanym jako wzrost przychodów w ciągu czterech lat (2011–2014), łatwo dostrzec atrakcyjność nowych technologii. W pierwszej dziesiątce znalazły się rodzime firmy SkyCash Poland SA (m.in. uniwersalny system płatności przez telefon, ułatwiający dokonywanie takich opłat, jak bilety na przejazdy środkami komunikacji miejskiej czy opłaty parkingowe), Netguru Sp. z o.o. (m.in. tworzy strony, aplikacje mobilne i usługi e–commerce) oraz Traffic Trends Sp. z o.o. (agencja marketingu internetowego skupiająca się na obsłudze sklepów online). Z raportu „Technology Fast 50..." wynika, że osiągnęły one wzrost na poziomie odpowiednio 1665 proc., 1004 proc. i 825 proc. Trudno o równie dobre wyniki w innych sektorach rynkowych. – Start–upy zmieniają wizerunek polskich przedsiębiorców, wśród których wielu ma też ambicje globalne – mówi Michał Środa, starszy konsultant HR w GoWork.pl. – Pokazuje to, że jesteśmy co najmniej tak samo innowacyjni jak kraje Zachodu, na które do tej pory spoglądaliśmy z zazdrością. Kolejnym bodźcem do zakładania start–upów są wyniki badania „Polskie startupy. Raport 2015" Fundacji Startup Poland. Opierają się one na ponad 2,4 tys. rodzimych start–upów i okazuje się, że niemal co trzeci z nich osiąga roczny wzrost przychodów rzędu ponad 50 proc., a co piąty – ponad 100 proc. Najczęściej przedsiębiorcy określili się jako producenci oprogramowania, którzy działają na modelu SaaS (software as a service – oferowanie oprogramowania w ramach usługi online), a dodatkowo przeważa sprzedaż do firm (segment B2B), a nie do klientów indywidualnych (B2C). Ponad połowa start–upów z badania to eksporterzy – ponad 50 proc. sprzedaży realizowane jest za granicą. – Młode pokolenie szuka modelu biznesowego, który pasowałby do ich stylu życia – zauważa Michał Środa. – Startupowcy to często entuzjaści otwarci na nowe technologie. Nie odnajdują się w dużych korporacjach i ich skostniałych strukturach, w których często brakuje miejsca na innowacje oraz własne pomysły – dodaje.

I między innymi dlatego w Polsce coraz bardziej rozwijają się przeróżne organizacje wspierające start–upy. – To m.in. inkubatory przedsiębiorczości powstające przy uczelniach czy też takie realizowane przez duże firmy, np. otwarty w listopadzie ub.r. Google Campus w Warszawie – mówi Michał Środa. W tego typu miejscach znajdziemy programy wsparcia dla początkujących przedsiębiorców, a także ekspertów nazywanych mentorami, którzy pomagają w analizie założeń biznesowych i przekazują cenną wiedzę z własnego doświadczenia. Młodemu przedsiębiorcy pomogą też fundacje, takie jak Twój StartUp. Można liczyć głównie na ich wsparcie określane jako tzw. preinkubacja. – W ramach preinkubacji użyczamy swojej osobowości prawnej – mówi Paulina Lendzioszek, dyrektor warszawskiego oddziału Fundacji Rozwoju Przedsiębiorczości Twój StartUp. – Pozwala to na prowadzenie własnego przedsięwzięcia bez konieczności rejestrowania działalności gospodarczej na obowiązujących zasadach rynkowych – tłumaczy. Preinkubacja to dla przedsiębiorców koszt 250 zł miesięcznie, ale w ramach usługi mają dostęp nie tylko do porad prawnych i obsługi księgowej, ale też do doradztwa biznesowego, infrastruktury do pracy, subkonta firmowego, szkoleń oraz systemu finansowo–kadrowego online. – Dodatkowo zapewniamy dostęp do giełdy zleceń – mówi Lendzioszek. Jest to portal, za pomocą którego klienci fundacji mogą nawiązywać kontakty biznesowe, wyszukiwać kontrahentów oraz umieszczać własne ogłoszenia. W ramach preinkubacji przedsiębiorca otrzymuje też wizytówkową, prostą stronę internetową oraz porady od specjalistów ds. marketingu. Przystąpienie do takiego programu trwa zaledwie 15 min, co pokazuje, że tworzenie start–upu w dzisiejszych czasach jest bardzo proste. – Osoby prowadzące start–up zachowują niezależność przy jednoczesnym ograniczeniu odpowiedzialności oraz kosztów – przekonuje Paulina Lendzioszek.

Ułatwieniem w zakładaniu start–upu jest również to, że stworzenie usługi w modelu SaaS jest stosunkowo niedrogie, a jeżeli znamy j. angielski, to łatwo możemy wejść na rynek globalny. Przedsiębiorcy często stawiają więc na robienie biznesu przez internet – jest na tyle tanio, że nie muszą szukać pieniędzy u inwestora, co zresztą nie jest łatwe. Niemal 60 proc. polskich start–upów finansuje się wyłącznie ze środków własnych. Jednocześnie tyle samo wskazało, że z bieżących potrzeb najbardziej brakuje im pieniędzy. – Do funduszy najczęściej przychodzą ludzie z doświadczeniem i to oni mają największe szanse na pozyskanie wsparcia – mówi Bartłomiej Gola, partner zarządzający w funduszu venture capital SpeedUp Group. – Są oczywiście wyjątki, ale w większości przypadków za firmami, o których jest głośno, stoją doświadczeni ludzie. Średnia wieku twórcy start–upu na świecie to powyżej 30 lat – zauważa Gola, dodając przy tym, że dostrzega duży wzrost zainteresowania zakładaniem firm technologicznych wśród młodych ludzi.

Gdzie najłatwiej zacząć przygodę z biznesem? Bartłomiej Gola wskazuje na projekty z obszaru mobile i e–commerce. – Są najłatwiejsze ze względu na niskie koszty wejścia i stosunkowo małe zapotrzebowanie na kapitał początkowy – tłumaczy. Pozostali eksperci mają podobne zdanie. – Do najczęstszych obszarów prowadzonej działalności należą usługi i handel, przede wszystkim w internecie – mówi dr Kopyściański z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. O ile liczba startupów będzie rosnąć, o tyle problemem wciąż jest jednak przetrwanie tego typu firm, bo większość z nich upada. Często powodem jest brak pieniędzy, ale nie zawsze. Dochodzi jeszcze strach. – Wciąż jesteśmy niepewni swoich poczynań i boimy się ryzyka – zauważa Michał Środa z GoWork.pl. – To jest powodem tego, że wiele projektów nie jest tak ambitnych i rozwojowych, jak mogłoby być.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA