fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Sędzia Beata Morawiec: Zaskoczyła mnie forma odwołania

Beata Morawiec
Fotorzepa / Magda Starowieyska
Byłam prezesem SO w Krakowie, w którym toczyło się wiele medialnych procesów, np. Romana Polańskiego czy rodziny ministra Ziobry - mówi "Rzeczpospolitej" sędzia Beata Morawiec.

Rz: W listopadzie Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, odwołał panią z funkcji prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie. Wykorzystał do tego zmienioną w sierpniu ustawę – Prawo o ustroju sądów powszechnych, która przez pół roku pozwala mu na wymianę wszystkich prezesów, jakich tylko zechce. Zabolało?

Beata Morawiec: Sam moment odwołania nie. Byłam na niego przygotowana. Wręcz spodziewałam się go na pewno do 12 lutego.

Dlaczego?

Byłam prezesem SO w Krakowie, w którym toczyło się wiele medialnych procesów, np. Romana Polańskiego czy rodziny ministra Ziobry. Sposób jednak, forma i czas tego odwołania rozłożyły mnie na łopatki.

Co w tym odwołaniu było tak okropnego?

To, że byłam na urlopie. Co nie było żadną tajemnicą. Wniosek o urlop podpisał mi prezes sądu apelacyjnego. Odwołanie podpisano w piątek, planując na poniedziałek zatrzymania dyrektorów krakowskich sądów. W dodatku podano, że jedną z przyczyn odwołania mnie jest to, iż nie sprawowałam właściwego nadzoru nad dyrektorem w sądzie. Byłam wtedy za granicą, jedyny kontakt ze światem miałam przez internet. Dostawałam e-maile od znajomych, a z samych informacji wiało grozą.

Czyli nie ma pani sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o nadzór nad dyrektorem sądu?

Nie mam, bo zresztą za sprawą forsowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmian prezes nie ma żadnego wpływu na gospodarkę finansową w sądzie. Dyrektor podlega ministrowi sprawiedliwości, to minister podpisuje z nim umowę o pracę i jest jego pracodawcą. Mój jedyny kontakt z dyrektorem polegał na tym, że podpisywałam mu wniosek o urlop. Czasem też składałam zapotrzebowanie na biurko czy papier, często zresztą bezskutecznie.

W odpowiedzi na odwołanie zapowiedziała pani pozew przeciwko ministrowi sprawiedliwości. Złożyła go już pani czy złość przeszła?

Jak zapowiedziałam, tak zrobiłam. Pozew o ochronę dóbr osobistych został 2 stycznia wysłany pocztą do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Czego pani żąda od ministra?

Przeprosin w formie konferencji prasowej za to, że zniszczył mój autorytet jako sędziego i obywatela. Prezesem sądu się bywa, sędzią się jest przez całe życie. Można kogoś odwołać, ale w cywilizowany sposób. Ja się tego nie doczekałam. Oprócz przeprosin wnoszę także o zadośćuczynienie – 12 tys. zł na cel społeczny, na rzecz Fundacji Dom Sędziego Seniora.

Podobno w krakowskich sądach jest problem z uzyskaniem informacji o zmianach kadrowych...

Mamy duży problem. Pełniący funkcję prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie wiceprezes, jedyny, który nie został odwołany, w dniu mojego odwołania wydał zarządzenie i zabronił w nim rzecznikowi prasowemu naszego sądu sędziemu Waldemarowi Żurkowi wypowiadać się o zmianach kadrowych w sądzie. Dlatego ja musiałam sama zabrać głos w swojej sprawie.

Ma pani już swoją następczynię na stanowisku prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie. To było zaskoczenie?

Nie za bardzo. Żaden z sędziów SO nie deklarował chęci objęcia tego stanowiska, ale znamy naszych kolegów, którzy dziś są w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wiedzieliśmy też, że gdy pojawi się problem, minister sięgnie po swoje kadry. Tak też się stało. A ponieważ pani sędzia była znana ministrowi, od wielu lat współpracowała z Ministerstwem Sprawiedliwości, okazała się dla niego osobą najbardziej zaufaną.

Zmiany kadrowe to jedno, MS cały czas jednak próbuje reformować wymiar sprawiedliwości. Jak to wszystko odbierają sędziowie?

Jest dziwnie. Nigdy do tej pory nie było takiej atmosfery w sądach. Nie rozmawiamy ze sobą, sędziowie wchodzą do sal rozpraw, wracają i wychodzą do domu. Unikają kontaktów, są w depresji, która wynika z braku poczucia bezpieczeństwa. A wracając do zmian, to jesteśmy nimi coraz częściej zaskakiwani. Ostatnio np. dowiedzieliśmy się, że z nową ustawą o Sądzie Najwyższym przemycono przepis, który dotyczy wszystkich sędziów powszechnych. Chodzi o pobieranie dywidend z akcji. Jeśli sędzia ma akcje, to nie może tak jak zwykły obywatel wybrać dywidendy, bo jeśli to zrobi, musi ją przeznaczyć na cele społeczne. Skorzystać ze swoich pieniędzy my, sędziowie, możemy dopiero, kiedy przejdziemy w stan spoczynku. Do tego czasu musimy je zdeponować na koncie wyznaczonym przez prezesa. Tak nie jest w innych państwach. Tu sędziów ma się za nic.

Jest szansa na poprawę nastroju w środowisku?

Przez najbliższy czas nie. Nastroje są nie najlepsze, a też nie wiem, jak długo sędziowie będą w stanie wytrzymać presję, na którą nigdy nie byli narażeni. To nie do pomyślenia, żeby obawiali się opinii publicznej, politycznej albo zastanawiali, czy minister sprawiedliwości będzie akceptował nasze wyroki, czy się za nie gniewał lub obrażał.

Nie myśli pani jednak o zmianie zawodu?

Ależ skąd. Już od liceum wiedziałam, że chcę być sędzią. Nie mam zamiaru z niczego rezygnować. ©?

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Beata Morawiec była prezesem SO w Krakowie w latach 2015 – 2017. Pozostaje sędzią tamtejszego sądu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA