fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Bezkarność gangstera z mafii paliwowej pod okiem służb

Gdy w czerwcu 2017 r. CBA zatrzymywało zamieszanych w aferę paliwową Marcin B. uciekł z kraju
CBA
Wielokrotnie skazywany przestępca pod okiem służb, sądów i prokuratury bezkarnie rozkręcał mafijne interesy.

Kim jest człowiek, który stoi za jednym z największych wyłudzeń VAT w obrocie paliwami w Polsce? „Rzeczpospolita" prześledziła kryminalną karierę Marcina B. i jego zadziwiającą bezkarność mimo bogatej kartoteki. Tropy ostatniej sprawy prowadzą do Rosji.

Biznes na paliwach

Pochodzący z Torunia 40-letni dziś Marcin B. to tzw. biały kołnierzyk, przestępca gospodarczy, oskarżony o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzenia VAT, kredytów i fałszowanie paliw. Jak ustaliła „Rzeczpospolita", był już sześciokrotnie skazany. To nie koniec. Od 2,5 roku białostocka Prokuratura Regionalna nie może mu ogłosić zarzutów w jednej z największych wyłudzeń VAT (blisko 400 mln zł) w fikcyjnym, zdaniem prokuratury, obrocie paliwem sprowadzanym z Rosji. Chodzi o spółkę Roca, która była kontrolowana przez ludzi związanych z polskimi i rosyjskimi służbami specjalnymi.

– B. w tym procederze odgrywał kluczową rolą – mówi nam osoba znająca kulisy śledztwa.

W innej sprawie Marcin B. ma 66 zarzutów opisanych na 86 stronach aktu oskarżenia. Chodzi o współkierowanie gangiem grupy Henryka L. (pseud. Lewatywa) – proces ma ruszyć w przyszłym roku przed sądem w Toruniu. Ale wygląda na to, że B. nie stawi się przed nim – w 2017 r. uprzedzony o zatrzymaniach CBA do sprawy paliwowej swoim bentleyem przez Berlin uciekł z Polski.

Wyroki w zawiasach

Marcin B. od lat w Polsce cieszył się niewiarygodną wręcz bezkarnością, która – pod okiem wszystkich służb, prokuratur i sądów – pozwoliła mu wyłudzić setki milionów złotych. To zadziwiające, bo ustaliliśmy, że przez polskie sądy był on aż sześciokrotnie skazany, głównie za przestępstwa gospodarcze, ale nigdy na karę bezwzględnego więzienia, co w przypadku ciągłości przestępstw jest niewytłumaczalne.

Ostatni wyrok (B. miał wtedy 33 lata) zapadł pod koniec 2012 r. przed gdańskim Sądem Okręgowym. Sąd skazał wtedy Marcina B. na 11 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. Orzekł wobec niego też czteroletnie zakazy: prowadzenia działalności gospodarczej związanej z obrotem i produkcją paliw oraz komponentami do ich produkcji i zasiadania w organach spółek prawa handlowego z branży paliwowej.

Tomasz Adamski, rzecznik gdańskiego sądu, przyznaje nam, że „oskarżony był uprzednio karany (pięciokrotnie) – na kary w zawieszeniu". I podkreśla – co wiadomo na podstawie archiwalnych już akt – że „nie ma informacji o zarządzeniu wykonania kary orzeczonej tym wyrokiem".

Wyrok „w zawiasach" zaskakuje. W tym samym czasie bydgoska prokuratura rozpracowuje bowiem gang „Lewatywy", którego najbliższym współpracownikiem jest Marcin B. Jeszcze inne śledztwo wobec niego prowadzi prokuratura z Gliwic. Gdański sąd, orzekając karę w zawieszeniu dla wielokrotnego przestępcy, wie o tym, bo Marcin B. siedzi wtedy w areszcie do śledztwa prowadzonego w Bydgoszczy. Jego tymczasowy areszt (drugi w jego życiu) trwa wtedy wyjątkowo długo – od 19 maja 2011 do 7 lutego 2013 r. Pierwszy areszt B. trwał rok (w latach 2006–2007).

Paliwowy baron

Ostatni łagodny wyrok dla Marcina B. jest przepustką do kontynuacji przestępczej aktywności. Mimo sądowego zakazu prowadzenia działalności gospodarczej od razu po wyjściu z aresztu w lutym 2013 r. B. zakłada w Wielkiej Brytanii spółkę Rollo Trade (w tym jej warszawski oddział) i „zaczepia" się w warszawskiej spółce Roca. Zostaje w niej dyrektorem handlowym – spółka płaci za jego posiadłość na Wilanowie, auta, ochronę.

B. jak gdyby nigdy nic... handluje paliwem z Rosji na wielką skalę. Co szokujące, do pracy w Roce zachęca przy boku Marcina B. jeden z byłych wicepremierów z dawnych rządów, a w spółce pojawiają się emerytowani generałowie polskich służb – m.in. były szef WSI i UOP oraz ABW, a także Rosjanie powiązani z tamtejszymi służbami, np. były wojskowy Siergiej T. Dziś pytani przez nas o bogatą kartotekę B. wyrażają zdziwienie.

Szokuje fakt, że paliwowym interesom Marcina B. nie przeszkadzało to, że od 2011 r. CBŚP pod nadzorem bydgoskiej prokuratury rozbijało wspólny gang Henryka L. ps. Lewatywa i Marcina B., który w tym gangu działał w latach 2009–2011 m.in. w Bydgoszczy i Toruniu. Wśród zarzutów dla ludzi z grupy „Lewatywy" – poza oszustwami wobec banków, wyłudzeniami VAT i praniem pieniędzy – jest też korumpowanie np. lekarzy wystawiających zaświadczenia.

W ciągu trzech lat działalności Roca państwo straciło blisko 400 mln zł, a zarzuty ma dziś 71 osób. Tylko nie Marcin B.

– Marcin B. w spółce Roca pełnił „rolę rozgrywającego", nieformalnego szefa, za którym stoją prawdziwi mocodawcy tego interesu. Kim są? To służby polskie i rosyjskie, które miały wyłożyć 10 mln zł na rozkręcenie paliwowego biznesu. To dlatego tak się z nim liczono – mówi nam osoba, która pracowała w tej spółce. Inna z tego kręgu dodaje: – Z generałami rozmawiał jak ze swoimi podwładnymi, miał „wejście", gdzie tylko chciał.

Pełno niejasności

Na podejrzenie prania pieniędzy w Roce wpadł w 2014 r. generalny inspektor informacji finansowej, a spółkę operacyjnie rozpracowywał wywiad skarbowy z Mazowsza. Ustalił m.in., że miliony z wyłudzeń VAT paliwowa szajka lokowała m.in. w nieruchomości w Emiratach Arabskich.

Kiedy w czerwcu 2017 r. CBA zatrzymywało ludzi z firmy Roca, Marcina B. już nie było w Polsce. Według naszych źródeł został uprzedzony o nalocie przez wysoko postawionego byłego funkcjonariusza polskich służb specjalnych. Uciekł za granicę, dziś może być w Kaliningradzie.

Od grudnia 2017 r. Marcin B. jest poszukiwany krajowym listem gończym. Dlaczego nie ma go w policyjnej bazie poszukiwanych liczącej ok. 25 tys. osób i nie jest ścigany międzynarodowym listem gończym?

– List gończy wystawiała dwa lata temu wrocławska prokuratura, która prowadziła wtedy to śledztwo – mówi prok. Paweł Sawoń, wiceszef Prokuratury Regionalnej w Białymstoku i dla „dobra postępowania" ucina pytania.

Według jednego z naszych rozmówców B. miał w ubiegłym roku rozpytywać nieformalnie u służb o list żelazny, by odpowiadać z wolnej stopy, ale nic nie wskórał.

Czy białostocka prokuratura wyjaśnia wyjątkową bezkarność Marcina B. w Polsce? – Badamy każdy wątek sprawy – mówi prok. Sawoń.

Sprawa Marcina B. przypomina historię wielokrotnie skazanego za przestępstwa finansowe Marcina P., prezesa Amber Gold. On też cudem wychodził z opresji, a już w więzieniu wymyślił lokaty w złoto. Prokuraturze ani sejmowej komisji śledczej nie udało się ustalić, kto za nim stał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA