Zdrowie

Cyfrowa przyszłość medycyny

W debacie prowadzonej przez Marcina Piaseckiego z „Rz” wzięli udział: Krzysztof Groyecki, wiceprezes Asseco, Marcin Kędzierski z Data Techno Park, Kajetan Wojsyk, zastępca dyrektora CSIOZ, wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas, prof. Marek Ziętek, rektor UM we Wrocławiu, ks. prof. Stanisław Dziekoński, rektor UKSW i prof. Henryk Kozłowski z Wrocławskiego Centrum Badań EIT+
TV RP
Bez informatyzacji nie ma dziś postępu w medycynie i dydaktyce – zgadzają się eksperci. W standaryzacji badań klinicznych mógłby pomóc stworzony przez środowisko naukowe program CyMed.

Choć blaszane szafki pełne pożółkłych kopert z historiami choroby to wciąż codzienność wielu polskich uniwersytetów medycznych, przychodni i szpitali, a z komputerów lekarze wciąż korzystają rzadziej niż z dokumentów papierowych, polską służbę zdrowia czeka cyfrowa rewolucja. Zgodnie z ustawą o systemie informacji w ochronie zdrowia już w styczniu 2018 roku cała dokumentacja medyczna będzie musiała być prowadzona w formie elektronicznej.

Przechodzenie z systemu papierowego na cyfrowy wciąż sprawia personelowi niektórych ośrodków spore trudności, ale digitalizacja danych niesie ze sobą korzyści dla wszystkich. Informatyzacja ma też kluczowe znaczenie dla rozwoju nauki i kształcenia przyszłych lekarzy, pielęgniarek, ratowników i przedstawicieli innych zawodów medycznych. O korzyściach płynących z cyfrowych rozwiązań w medycynie dyskutowali uczestnicy debaty pod patronatem „Rzeczpospolitej", która odbyła się podczas wrocławskiej konferencji „Cyfrowa medycyna – wyzwania teraźniejszości i przyszłości".

Mistrzowie kodów

Potrzebę stworzenia mechanizmu, który umożliwiłaby standaryzację badań klinicznych, dostrzegło polskie środowisko naukowe, które w kwietniu złożyło w Ministerstwie Zdrowia projekt programu CyMed, który mógłby wspierać przynajmniej dziesięć obszarów systemu ochrony zdrowia – m.in. biobanki, sekwencjonowanie genomów ludzkich, opiekę koordynowaną, telemedycynę czy choroby rzadkie.

– Dzisiaj posługujemy się wyłącznie kodami chorób, ale brakuje informacji o elementach tej choroby na poziomie molekularnym. PESEL, REGON czy TERYT nie są wystarczające w ujęciu badań klinicznych – tłumaczył Marcin Kędzierski, dyrektor ds. programów strategicznych i sektorowych Data Techno Park, były dyrektor Centrum Systemów Informacyjnych w Ochronie Zdrowia. – Potrzebujemy osobnych kodów dla każdego typu danych klinicznych, a w każdej dziedzinie medycyny będą one inne. Dziś kodami chorób posługujemy się jedynie na poziomie rozliczeniowym, a jeżeli mamy zbierać dane pacjentów w postaci elektronicznej, warto zrobić to głębiej, nie ograniczając się do ogólnego kodu choroby – dodał Marcin Kędzierski. Osobne kody miałyby dostać np. poszczególne grupy krwi, fenotypy etc.

Wiceminister Jarosław Pinkas zapowiedział, że resort zdrowia daje sobie dwa lata na stworzenie bazy, nadbudowy różnych elementów, na których stworzony zostanie system informatyczny. – To składanie różnych cegiełek i osiąganie pewnego efektu architektonicznego – podkreślał minister. Do tego czasu środowisko naukowe planuje zaawansowane prace nad standaryzacją danych klinicznych.

Prof. Henryk Kozłowski, dyrektor pionu naukowo-badawczego Wrocławskiego Centrum Badań EIT+, planuje standaryzację danych dotyczących biobanków. Projekt złożony przez konsorcja polskich biobanków podpisało ostatnio Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. – Ośrodek wrocławski będzie odgrywał znaczącą rolę. Prowadzimy też rozmowy z trzema bardzo poważnymi instytucjami – uczelniami i szpitalami – które do nas dołączą. Przy odpowiedniej współpracy biobanku, szpitali, lekarzy i całej grupy innych specjalistów będziemy w stanie stworzyć bardzo dobrą bazę danych opartą na biobanku – mówił prof. Kozłowski.

Operacje na symulatorze

Potrzeba standaryzacji danych dotyczy też działania placówek naukowych. – Bazy danych obejmujące wielotysięczne badania kohortowe, w których uczestniczą pracownicy naukowi naszych uniwersytetów, są niezbędne po to, by wyciągać konkretne wnioski. Bez zebrania, przechowywania i możliwości ich wykorzystania w każdej chwili nie ma postępu w medycynie – mówił prof. Marek Ziętek, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Jego zdaniem cyfrowe systemy są też koniecznością współczesnej dydaktyki. – My otrzymujemy produkt szkoły średniej, czyli studenta, który liznął już odrobinę informatyki i zdarza się, że w językach informatycznych porozumiewa się zdecydowanie lepiej niż starszy lekarz. Taki student trafia do szpitala, gdzie tej informatyki praktycznie nie ma. Tymczasem zdigitalizowane powinny być nie tylko zajęcia np. z biochemii, ale też zajęcia przedkliniczne, które powinny się odbywać z udziałem symulatorów, zinformatyzowanych stołów operacyjnych, na których w technologii 3D można wykonać symulacyjny zabieg operacyjny, i komputerów – mówił rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Centrum Anatomii Wirtualnej i Symulacji Chirurgicznej ma powstać na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. – Rozwiązania, które chcielibyśmy zaproponować, na świecie już funkcjonują. Trudno powiedzieć, jaka jest ich skala, ale w wymiarze Polski propozycja zbudowania takiego centrum jest propozycją indywidualną – tłumaczył ks. prof. Stanisław Dziekoński, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. – Ośrodek bardzo dobrze się wpisuje w informatyzację naszej uczelni, którą zaczęliśmy kilka lat temu, tworząc projekt budowy Centrum Technologii Informacyjnych dla Nauk Humanistycznych i Społecznych, które miało połączyć nauki ścisłe, informatyczne ze społecznymi – dodał ks. prof. Dziekoński.

Będzie szybciej i wygodniej

Jednak cyfryzacja służby zdrowia to nie tylko najnowsze technologie i użyteczność badań naukowych, ale codzienne funkcjonowanie przychodni i szpitali oraz usprawnianie procesu leczenia pacjenta. – Na Zachodzie, nawet tym bliższym: w Czechach, Niemczech czy Szwecji, gdzie funkcjonują zintegrowane systemy gromadzenia danych, lekarze mają dostęp do historii choroby pacjenta z innych placówek. Nie grzebią w papierach, przewracając setki różnego rodzaju skierowań, bo pacjenta mają zdiagnozowanego. I, co najważniejsze, systemy informatyczne wyciągają z tych danych rzeczy najważniejsze – pokazują np., które czynniki w badaniach krwi są stale podwyższone, a które zaniżone – tłumaczył prof. Marek Ziętek. I podkreślał, że najważniejsza jest integracja istniejących systemów cyfrowych. – Gdyby każdy z podmiotów znajdujących się w strukturze naszego uniwersytetu, a więc dwa szpitale kliniczne, klinika stomatologiczna, ośrodek alzheimerowski i cała masa przychodni, miał inny system i nie moglibyśmy importować ani przekazywać danych między nimi, sytuacja byłaby tragiczna – wyjaśnił. Stąd potrzeba stworzenia programu wsparcia badań naukowych i gromadzenia oraz przetwarzania danych w medycynie, który wykorzystywałby innowacyjną informatykę medyczną. A Kajetan Wojsyk, zastępca dyrektora CSIOZ uważa, że już teraz istnieją reguły tworzenia elektronicznej dokumentacji medycznej, a wskazanie jednego konkretnego odniesienia powinno znacząco ułatwić proces wdrażania tej dokumentacji.

Bezpieczeństwo danych

Ale choć projekt informatyzacji służby zdrowia, mimo opóźnień, jest w toku, brak w nim elementów dotyczących badań klinicznych. Stąd potrzeba wsparcia działań rządowych z zewnątrz. Platforma P1, która ma zostać oddana do użytku za kilka lat, standaryzuje wymianę danych w sferze dokumentów medycznych. Wsparcie środowiska naukowego jest więc niezbędne.

Jednak, jak podkreślali uczestnicy debaty „Rzeczpospolitej", nawet najdoskonalsze systemy gromadzenia danych nie są do końca bezpieczne. Krzysztof Groyecki, wiceprezes Asseco, podkreślał, że we współczesnym świecie nie ma systemów bezpiecznych i wszelkie zbiory danych są i będą narażone na próby nieuprawnionego dostępu. – Jednocześnie wszelkie badania wskazują na fakt, że najsłabszym ogniwem ochrony danych jest człowiek, który je obsługuje. W związku z tym praca musi być prowadzona równolegle na dwóch poziomach – edukacji osób, które dotykają tych danych, i ich świadomości – zarówno obiektywnej wagi danych, jak i pewnych zagrożeń, jakie niosą za sobą ich nieodpowiedzialne zachowania. Należy też zadbać o budowę i stałą rozbudowę systemów zabezpieczeń, które spowodowałyby, że tylko osoby o określonym stopniu uprawnień miałyby do tych danych dostęp – podkreślał Krzysztof Groyecki.

Marcin Kędzierski dodał, że całkowicie bezpieczny system to system niewłączony albo nieistniejący: – Obecne regulacje prawne nie zmieniają przyjętych rozwiązań, gdzie gdy na podmioty lecznicze nakłada się obowiązek gromadzenia i przetwarzania danych, to podmioty lecznicze są za bezpieczeństwo tych danych odpowiedzialne. Ostatnia nowelizacja ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia miała też na celu wprowadzenie do polskiego porządku prawnego rozwiązań umożliwiających outsourcing danych medycznych do profesjonalnych podmiotów, jak to się odbywa w większości krajów rozwiniętych. Wydaje się, że to jest kierunek, w którym informatyka medyczna będzie podążała w najbliższych latach – podkreślał.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL