fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Prawo w wielkiej encyklopedii - rozmowa z prof. Brunonem Hołystem

prof. Brunon Hołyst
ROL, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński
Piotr Skarga uważał, że złe prawo gorsze jest od najsroższego tyrana, bo tyran lepszym stać się może albo umrze, złe prawo zaś zawdy szkodę czyni – mówi profesor Uczelni Łazarskiego Brunon Hołyst.

Rz: Panie profesorze, jest pan redaktorem naczelnym Wielkiej Encyklopedii Prawa, która pojawia się na rynku od dwóch lat. Skąd pomysł jej przygotowania?

Brunon Hołyst : Od lat przeglądam światową literaturę prawniczą i nie tylko. Takich pozycji jest sporo. Wpadłem więc na pomysł, by taką publikację przygotować i u nas. To unikatowe wydawnictwo, którym Polska dołącza do przodujących krajów, takich jak: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Hiszpania, a także Włochy. Kraje te mają wielotomowe i na bieżąco aktualizowane encyklopedie prawa. Publikacja jest dedykowana nie tylko prawnikom. Przyda się studentom prawa i administracji, specjalistom z ekonomii, bankowości, psychologii, socjologii oraz wszystkim osobom, które się prawem interesują. Ale nie tylko. Jest przeznaczona także dla zwykłych obywateli. Od lat słyszymy, że polskie społeczeństwo wymaga edukacji prawnej. Encyklopedia ma szansę być bardzo pomocna w takim profesjonalnym edukowaniu.

Być może encyklopedia przyczyni się także do podniesienia poziomu stanowienia prawa. Piotr Skarga uważał, że złe prawo gorsze jest od najsroższego tyrana, bo tyran lepszym stać się może albo umrze, złe prawo zaś zawdy szkodę czyni.

To jednorazowa publikacja?

Nie. Zaplanowałem 26 tomów, każdy poświęcony innej dziedzinie prawa. Jest więc szansa, że nawet jeśli nie każdy z nich znajdzie czytelników, to poszczególne dziedziny prawa już tak. W ciągu dwóch lat wydaliśmy już 10 tomów.

Łatwo było znaleźć sprzymierzeńców, bo przecież publikację przygotowuje cały sztab ludzi – najwybitniejszych prawników? Trzeba było ich zachęcić do współpracy?

Tak, ale nikogo nie musiałem specjalnie namawiać. Sam jestem tylko redaktorem naczelnym Encyklopedii, któremu bardzo sprzyja Uczelnia Łazarskiego. Tam także urzęduję. Materiały przygotowują jednak najwybitniejsi profesorowie. Publikacja ukazuje się pod patronatem prezydenta RP. Wydawcą jest fundacja Ubi societas, ibi ius, której prezes Jerzy Strzeżek podjął się publikacji.Współpraca autorów jest dobra. Bardzo chętnie hasła piszą młodzi ludzie, bo takie publikacje liczą się im do dorobku naukowego.

Pojawiają się jakieś trudności?

Niewielkie, głównie natury technicznej. Język encyklopedyczny jest specyficzny, syntetyczny. Wielu musi się go nauczyć.

Kto wybiera instytucje, które pojawiają się w poszczególnych wydaniach?

Autorzy i redakcja. W każdej dziedzinie są instytucje, które zasługują na omówienie.

Jeden z tomów poświęcony jest prawu Unii Europejskiej. To bardzo gorący dziś temat... Wiele państw i ich obywateli krytycznie ocenia prawo UE... Może to wynika z niewiedzy?

Prawo UE to trzeci z tomów, jakie zaplanowaliśmy. Nie bez powodu znalazł się na początku drogi wydawniczej. Redaktorem tego tomu został prof. Zdzisław Brodecki. Wśród autorów współpracujących znalazło się ponad 50 pracowników największych wydziałów prawa. Chodzi nam o to, by nie tylko przybliżyć poszczególne dziedziny prawa, ale i obudować je materiałami pomocniczymi, orzecznictwem. By wiedza była kompleksowa. Nie twierdzę, że po lekturze tego tomu zwiększy się liczba eurofascynatów, ale nawet kiedy jest się krytycznym wobec jakiejś instytucji, warto krytykować merytorycznie, a nie populistycznie.

Panu szczególnie bliska jest część poświęcona prawu karnemu...

Tak, i zależało mi na tym, by nie było to tylko prawo karne sensu stricte. Wzbogaciliśmy więc wydanie o problemy kryminalistyki, kryminologii, wiktymologii, jak również psychologii kryminalistycznej i psychologii sądowej. Znajomość tych zagadnień jest bowiem także niezbędna prawnikom.

Panie profesorze, doskonale zdaje pan sobie sprawę, że są ustawy, nawet kodeksy zmieniane po kilka razy do roku. Ma więc sens przygotowywanie tematyczne encyklopedii, skoro całkiem prawdopodobne jest, że zanim tom ukaże się w druku jego część będzie już nieaktualna?

Brak stabilizacji prawa rzeczywiście przeraża, ale są przecież instytucje, które znany od lat. Tak jest np. z instytucją dziedziczenia, która w ciągu lat nie uległa radykalnej zmianie. Podobnie jest z obroną konieczną w prawie karnym.

Ale może się okazać, że publikacje stracą na aktualności.

To prawda. Zamierzamy tomy aktualizować poprzez cyfrowe wydanie. Jesteśmy w trakcie uzgodnień z profesorami z wszystkich wydziałów prawa, którzy są wybitnymi specjalistami w konkretnych dziedzinach. Przy ich pomocy dokonywane byłyby aktualizacje wydań encyklopedii.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA