fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Piotr Kosmaty: Art 212 Kodeksu karnego nie jest potworkiem legislacyjnym

Ranga swobody wypowiedzi oraz prawa do prywatności jest jednakowa, taki sam jest też poziom ich ochrony.
123RF
Nie zgadzam się z kategorycznym wnioskiem, iż art. 212 k.k. w obecnym kształcie nie jest przydatny w walce z internetowym hejtem.

W „Rzeczpospolitej" z 28 marca 2017 r. przeczytałem wywiad z adwokatem Dariuszem Plutą „Ten artykuł to relikt poprzedniej epoki", w którym całkowicie i fundamentalnie się nie zgadza ze stanowiskiem, że art. 212 kodeksu karnego powinien pozostać w niezmienionym kształcie w systemie prawnokarnej ochrony czci i godności. Swój pogląd okrasza barwnymi określeniami sprowadzającymi omawianą normę prawną do potworka legislacyjnego czy wstydliwego reliktu epoki, która z demokratycznym państwem prawa nie miała i nie ma nic wspólnego.

Pozwolę sobie w kilku zdaniach nie zgodzić z Panem Mecenasem, czasami nawet całkowicie i fundamentalnie. Mam też pełną świadomość, że każdy z nas pozostanie przy swoim, tak jak jest w konflikcie pomiędzy wolnością wypowiedzi a instrumentami prawnymi chroniącymi dobre imię podmiotów funkcjonujących w przestrzeni prawnej.

Co ma kara do demokracji

Warto zacząć od tego, że wiązanie przepisu o zniesławieniu z ustrojem niedemokratycznym nie znajduje żadnego racjonalnego wytłumaczenia. W prawie niemieckim bowiem nikt nie podważa sensu karnego wartościowania wypowiedzi zniesławiających, za które może być wymierzona kara do dwóch lat pozbawienia wolności albo grzywna, a za zniesławienie publiczne, za pomocą środków masowej komunikacji, można trafić za kratki nawet na pięć lat. Z kolei w Austrii za podstawowy typ zniesławienia przewidziana jest kara pozbawienia wolności do sześciu miesięcy albo grzywna, a za zniesławienie w publikacji drukowanej lub radiowej, albo też dokonane w inny sposób, który czyni treść publikacji dostępną dla szerokiej publiczności – kara do roku pozbawienia wolności.

Jak widać z powyższego, nawet grożące sankcje są surowsze niż w polskim porządku prawnym, a chyba nikt nie uzna wywołanych krajów za niedemokratyczne i deprecjonujące wolność słowa.

W przeciwieństwie do udzielającego wywiadu, uważam, że art. 212 k.k. zapewnia równowagę między ochroną wolności wypowiedzi a ochroną godności człowieka, i tak pozostanie dopóty, dopóki osoby wypowiadające się o innych będą pojmować wolność słowa jako niczym nieograniczoną wartość absolutną. Mam tu na myśli głównie kwalifikowany typ przestępstwa zniesławienia, czyli popełnionego przy wykorzystaniu środków masowego komunikowania.

Odpowiedzialność cywilna to za mało

Nie od dzisiaj wiadomo, że zniesławiająca informacja medialna przyjmowana jest przez jej odbiorców z domniemaniem prawdziwości przy jednoczesnej skłonności do odrzucania informacji wymagających zmiany ukształtowanej postawy. Dlatego nie dziwi, że późniejsze sprostowania odbierane są jako mniej wiarygodne.

Wobec powyższej konstatacji uważam, że odpowiedzialność cywilna za bezprawne naruszenie cudzych dóbr osobistych to zbyt mała cena za rozpowszechnianie danych poniżających inne osoby w opinii publicznej, zwłaszcza za pomocą środków masowego komunikowania. Jestem o tym przekonany, pomimo że prawo cywilne oferuje szeroki wachlarz instrumentów prawnych obejmujących nie tylko sankcje finansowe, takie jak zadośćuczynienie, odszkodowanie czy zapłata określonej sumy na cel społeczny, ale również obowiązek wykonania czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych.

Wystarczy sama możliwość

Brak stosownej reakcji ustawodawcy karnego na tym polu zachwiałby równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi a często nieodwracalnym zdewastowaniem godności ludzkiej. I zapewne funkcjonowanie art. 212 k.k. nie zapełni nadmiernie rejestru skazanych, gdyż, jak bardzo słusznie zauważył Pan Mecenas, w większości przypadków sądy, które są zmuszone prowadzić postępowania i orzekać na podstawie tego przepisu, zachowują zdrowy rozsądek i umiar.

Dość niezrozumiałym dla mnie jako karnisty jest argument, jakoby art. 212 k.k. nie zapewniał żadnej równowagi, ponieważ przewiduje karę pozbawienia wolności za samą możliwość „poniżenia w opinii publicznej" albo za samą możliwość „narażenia na utratę zaufania". To by oznaczało, że nie wymaga się nawet, aby skutek „poniżenia" czy „utraty zaufania" w ogóle i rzeczywiście nastąpił. Autor chyba nie pochylił się dostatecznie nad istotą funkcjonowania w porządku prawnym tzw. przestępstw formalnych, gdzie o stopniu społecznej szkodliwości określonych czynów zabronionych decyduje samo zachowanie bez konieczności powstania w świecie zewnętrznym określonego skutku. Ustawodawca trafnie przyjął, że już sama możliwość poniżenia innej osoby czy utraty wobec niej zaufania jest wystarczającym powodem do penalizacji zniesławienia. Czy podążając prezentowanym tokiem argumentacji, mielibyśmy zrezygnować z karania osób sprowadzających zdarzenie, które zagraża życiu i zdrowiu wielu osób, tylko dlatego, że nie doszło do skutku w postaci śmierci jakiejś osoby?

Pamiętać należy, że czyn stypizowany w art. 212 § 2 k.k. należy do kategorii przestępstw powszechnych, a więc może być popełniony nie tylko przez dziennikarza. Zniesławić przy wykorzystaniu środków masowej komunikacji może np. polityk, który udziela wywiadu telewizyjnego lub radiowego. W tej sytuacji powstaje zasadne pytanie, dlaczego inny obywatel, np. urzędnik państwowy czy dziennikarz zniesławiony przez polityka, ma zostać pozbawiony skutecznej i szybkiej ścieżki prawnokarnej w walce o swoją reputację. Nie ulega bowiem wątpliwości, że taka osoba często zrezygnuje z długiej i kosztownej drogi cywilnej, mając za przeciwnika osobę publiczną.

To grozi bezkarnością

Dużym uproszczeniem jest również stwierdzenie, jakoby dziennikarze i inni uczestnicy debaty publicznej stawali się przestępcami wyłącznie za to, że publicznie wyrazili swoją ocenę lub opinię. W świetle powyższego nie będzie trywialnym argument odwołujący się do kontratypu zakodowanego w art. 213 k.k., w myśl którego nie staną się przestępcami ci dziennikarze i uczestnicy debaty publicznej, którzy swoją opinię lub ocenę oprą na prawdzie lub na obronie społecznie uzasadnionego interesu.

Nie można również tracić z pola widzenia dominującej w ostatnim czasie linii orzeczniczej, zgodnie z którą dziennikarz dochowujący należytej staranności i rzetelności w przygotowaniu i publikacji materiału prasowego nie poniesie odpowiedzialności cywilnej, nawet gdy powoła się na nieprawdę. Przy równoczesnym wykreśleniu z systemu prawnokarnej ochrony czci art. 212 k.k. spowodowałoby to zupełną bezkarność tych wszystkich, którzy w debacie publicznej posługują się fałszywymi oskarżeniami. Z całą pewnością lawinowo wzrosłaby liczba niesłusznych i nieprawdziwych pomówień.

Są sobie równe

Końcowo nie zgadzam się z kategorycznym wnioskiem (niepopartym żadnymi argumentami) Pana Mecenasa, iż „w jego odczuciu" art. 212 k.k. w obecnym kształcie nie jest przydatny w walce z internetowym hejtem. Pozwolę sobie mieć odczucie zgoła odmienne i zaryzykuję tezę, że będący przedmiotem niniejszych rozważań „kontrowersyjny" przepis stanowi uzupełnienie innych norm chroniących przed tzw. hate speech (przepisy penalizujące groźby karalne czy stalking). Pragnę również uspokoić osoby biorące udział w debacie publicznej i poprzez odniesienie się do treści art. 58 § 1 k.k. przypomnieć, że orzeczenie kary pozbawienia wolności w przypadku skazania za zniesławienie niewątpliwie będzie należeć do rzadkości.

Należy przypomnieć, że w kwestii współistnienia w prawie polskim karnistycznego i cywilistycznego systemu ochrony czci wypowiedział się także Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu z 30 października 2006 r., uznając odpowiedzialność karną za zniesławienie za dopuszczalną formę ochrony czci w demokratycznym państwie prawnym, nawet wobec istnienia alternatywnego cywilnoprawnego reżimu tej ochrony. Sąd konstytucyjny przypomniał, że ranga swobody wypowiedzi oraz prawa do prywatności i godności jest jednakowa i jednakowy jest także poziom ochrony udzielany im zarówno w systemie prawa międzynarodowego (także europejskiego), jak i w systemie prawa wewnętrznego. Żadne z tych praw nie ma charakteru absolutnego i żadne nie korzysta z pierwszeństwa, zaś rozstrzyganie antynomii między tymi prawami może nastąpić jedynie w odniesieniu do konkretnej sprawy.

Jestem przekonany, że przepisy art. 212 i 213 k.k. w obecnym kształcie nie stanowią zagrożenia dla wolności wypowiedzi, gwarantując z jednej strony pożądane wzmocnienie pozycji osoby pokrzywdzonej zniesławiającymi treściami, z drugiej zaś – zapewniają szeroką sferę dozwolonej krytyki, szczególnie osób publicznych. Ponadto nie można w imię wolności słowa chronić wypowiedzi, które opierają się na nieprawdzie i wymyślonych informacjach.

Autor jest doktorem nauk prawnych, prokuratorem Prokuratury Regionalnej w Krakowie, delegowanym do Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA