fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Koronawirus: Jacek Trela o różnych zawodach zaufania publicznego

AdobeStock
Dzisiaj żaden inny temat nie zastąpi pandemii wywołanej koronawirusem.

Mam nadzieję, że za kilka tygodni będziemy mogli powiedzieć, że to dramatyczne przeżycie mamy za sobą, że wychodzimy z niego wzmocnieni jako społeczeństwo, wzmocnieni więzami międzyludzkimi, międzypokoleniowymi. Specjaliści mówią, że najbliższy tydzień pokaże, czy będzie u nas wariant włoski czy niemiecki. We Włoszech liczba stwierdzonych zachorowań w ciągu tygodnia skoczyła ze 100 do 1700, zaś w Niemczech do niewiele ponad 1000. Dlatego tak ważne jest przestrzeganie zasad obowiązujących w stanie zagrożenia epidemicznego.

Już teraz, na początku tego stanu zagrożenia, widać powstające inicjatywy – młodsi pomagają starszym sąsiadom, internet służy do wymiany informacji, media poświęcają wiele uwagi tej kryzysowej sytuacji i, co ważne, dają dobre rady, demaskują fake newsy, ludzie podporządkowują się zaleceniom ministra zdrowia, wojewodów, samorządów. Akcja #zostańwdomu przynosi nadspodziewanie dobre efekty. Kto nie musi, nie wychodzi z domu.

Izolacja nie dla każdego

Nie każdy jednak może sobie pozwolić na odizolowanie. A co z lekarzami i pielęgniarkami i całą służbą medyczną?

W ostatnich latach zawody zaufania publicznego poddawane są szczególnej próbie. Od prawie czterech lat sędziowie bronią swojej niezawisłości. Są wspierani przez przedstawicieli innych zawodów zaufania publicznego – adwokatów i radców prawnych, ale co najważniejsze, przez znaczną część społeczeństwa. Ponad 60 proc. pytanych oceniała negatywnie tzw. ustawę kagańcową. Obywatele, żeby czuli się bezpiecznie, muszą i chcą mieć niezawisłych sędziów. Dziś temat niezawisłości sędziowskiej ustępuje miejsca, co nie znaczy, że traci na znaczeniu, innemu zawodowi zaufania publicznego, jakim jest zawód lekarki, lekarza, pielęgniarki, pielęgniarza, ratownika medycznego.

Społeczeństwo chce, żeby byli na swoich stanowiskach w szpitalach i żeby leczyli zakażonych koronawirusem. Czy możemy tego od nich oczekiwać? Kodeks etyki lekarskiej, uchwalony w 1991 r., w którego tworzeniu samorządowi lekarskiemu pomagali przedstawiciele adwokatury, w tym ówczesny prezes NRA adw. Maciej Bednarkiewicz, stanowi w art. 2, że „powołaniem lekarza jest ochrona życia i zdrowia ludzkiego, zapobieganie chorobom, leczenie chorych oraz niesienie ulgi w cierpieniu" i zaraz potem dodaje, że „najwyższym nakazem moralnym dla lekarza jest dobro chorego i zdrowie publiczne".

My, potencjalni pacjenci, chcemy wierzyć, że tak będzie. Ale czy możemy oczekiwać, że z narażeniem własnego zdrowia, a nawet życia, podejmą się leczenia chorych? Czy możemy oczekiwać, że będą jak doktor Rieux, bohater „Dżumy" Alberta Camus, który bez chwili wahania podjął, wydawałoby się, beznadziejną walkę z rozprzestrzeniającą się zarazą?

Etyka lekarska

Zadania humanitarne, jakie wykonuje lekarz, dają mu podstawę do żądania ustawowej ochrony jego godności osobistej, nietykalności cielesnej oraz pomocy w wykonywaniu działań zawodowych tak w czasie pokoju, jak i wojny. To kolejny z zapisów kodeksu etyki lekarskiej.

Lekarze, a w ślad za nimi personel medyczny, mają zatem prawo żądać wyposażenia ich i szpitali we wszelkie środki chroniące ich zdrowie i życie. My, społeczeństwo, wspieramy ich w tym, żeby mieli wszystko, co chronić ich będzie przed zarażeniem wtedy, kiedy będą spełniać swoją misję leczenia i ratowania ludzi. Nie chcemy, aby ratując nas, sami się zarażali. Wiemy już, czym to grozi. Takie stawianie sprawy jest niedopuszczalne, nieludzkie. Rządzący dziś mają obowiązek znaleźć pieniądze w budżecie, które wystarczająco zaopatrzą szpitale w niezbędne środki bezpieczeństwa dla personelu medycznego. Rezerwy masek w USA to 350 mln, jak donosi jedno z czasopism. A u nas – dopiero są szyte. Oby na czas.

Ten czas epidemii pokazuje bardzo wyraźnie, jak ważne jest, aby w czasie kiedy nie ma sytuacji nadzwyczajnych, budować autorytet zawodów zaufania publicznego, inwestować w te niematerialne sfery działalności państwa, które są ważne dla obywateli, dla ich zdrowia, bezpieczeństwa i poczucia stabilności. Dziś dowiadujemy się, że w szpitalach brakuje dla personelu medycznego środków ochrony przed zakażeniem. Liczymy jednak, że to się zmieni, że będzie poprawa.

Tak jak liczymy, że zmieni się stosunek rządzących do wymiaru sprawiedliwości, że zrozumienie znajdą niezależność sądów i niezawisłość sędziów jako ważny element poczucia bezpieczeństwa ludzi.

Po zarazie kryzys

Po czasie zarazy przyjdzie czas na poradzenie sobie z problemami ekonomicznymi wywołanymi koniecznymi ograniczeniami płynącymi ze stanu zagrożenia epidemicznego.

Mam głęboką nadzieję, że klasa polityczna stanie na wysokości zadania zarówno teraz, we wspólnych działaniach w obronie przed epidemią, jak i potem – w odbudowie tego, co epidemia osłabi, albo wręcz zniszczy. Celowo nie używam pojęcia rządzący, albowiem stan obecny wymaga jedności działania wszystkich, w tym klasy politycznej jako jedności. Ta jedność będzie potrzebna, wręcz konieczna, kiedy przyjdzie czas przywracania normalności w naszym życiu. Albert Camus w „Dżumie" (a my dziś stajemy się poniekąd bohaterami tej książki) napisał: „handel zmarł na dżumę". Trzeba będzie pomóc małym i średnim przedsiębiorcom w powrocie na rynek, który przez kilka miesięcy przeżywać będzie swoisty stan hibernacji. To samo dotyczy usług. Już teraz muszą być przyjęte rozwiązania, które pozwolą przetrwać tym przedsiębiorcom. Ich przetrwanie to także przetrwanie tysięcy zatrudnianych przez nich pracowników.

Ufam, że wyjdziemy pomyślnie z tego stanu i nauczeni doświadczeniem, będziemy współtworzyć nasze życie na mocnych podstawach wzajemnego poszanowania. Nie możemy dopuścić do tego, aby w naszym wydaniu „Dżumy" było powtórzone, że „bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika, że może przez dziesiątki lat pozostać uśpiony w meblach i w bieliźnie, że czeka cierpliwie w pokojach, w piwnicach, w kufrach, w chustkach i w papierach, i że nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście".

Autor jest prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA