fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Jerzy Przystajko: Doktryna szoku w zdrowiu

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Kto w oddziale banku widział stanowisko intensywnej terapii z wykwalifikowaną kadrą?

Prywatyzacja szpitali. Tak. Dobrze państwo przeczytali. To jest zdaniem parlamentarnej większości jedna z odpowiedzi na nadciągający po epidemii kryzys w ochronie zdrowia. W trakcie prac w Sejmie zarówno Platforma Obywatelska, jak i PiS poparły rozwiązanie umożliwiające scenariusz „zadłużmy szpitale, a potem je sprzedajmy". Ostatecznie znalazło się ono w podpisanej we wtorek przez prezydenta Dudę ustawie o zapobieganiu Covid-19. Burzliwy proces legislacyjny tego projektu można prześledzić na stronach Sejmu w druku nr 301.

W art. 59 ustawy o działalności leczniczej dodano dwa rozwiązania. Jedno umożliwi zadłużanie szpitali o rok dłużej, niż jest to dozwolone obecnie. Drugie – pozwoli podmiotowi założycielskiemu „zmienić formę organizacyjno-gospodarczą" z SPZOZ na inną, jeżeli po tym czasie szpital będzie miał ujemny wynik finansowy.

W poprzednim wcieleniu, za rządów PO, podobny zapis służył do przekształcania szpitali w spółki prawa handlowego oraz do ich odsprzedaży prywatnym podmiotom. Czym się ta polityka kończyła? „Optymalizacją kosztów". Choć pod tym eufemizmem kryje się oszczędzanie dla zysku na wszystkim, ze zdrowiem i bezpieczeństwem personelu włącznie.

Raport NIK z 2011 nie zostawił suchej nitki na komercjalizacji jako narzędziu poprawy sytuacji w ochronie zdrowia. Zyskały na niej prywatne firmy, które między innymi otrzymały od samorządów nieruchomości. Zdaniem NIK w razie upadku tych firm zagrażało zabezpieczeniu dostępności do świadczeń medycznych na danym terenie. Dobrze po komercjalizacji radziły sobie tylko te szpitale, które i bez niej dawały sobie radę, te z problemami zaś – wpadały w nie z powrotem.

Ochronę zdrowia czeka nie tylko wielki wysiłek w walce z Covid-19. To też bardziej odsunięte w czasie skutki wywołanej „zamknięciem kraju w kwarantannie" nieuchronnej recesji i bezrobocia. Widać to już dziś. Wojciech Wiśniewski z Public Policy szacuje, że pesymistyczny scenariusz, w którym PKB Polski spada o 6 proc., a bezrobocie szybuje do 20 proc., wywoła dziurę budżetową w NFZ wielkości nawet 19 mld zł.

A czy w tarczy antykryzysowej PiS znalazła się odpowiedź na spadające wpływy NFZ? Są tam pieniądze na samą walkę z epidemią – 7,5 mld zł. Ale problem spadku wpływów Funduszu pozostaje nierozwiązany. A że pieniądze na to w kryzysowym budżecie można znaleźć, pokazuje kwota przyznana bankom – 70 mld zł.

Co w zamian? Może poprawka PO, poparta przez PiS, która otwiera najpierw furtkę do „wepchnięcia" kosztów kryzysu w długi szpitali. A potem do ich prywatyzacji, gdy nie pokryją tak wygenerowanych strat.

Bardzo boimy się w Polsce zasad „wojennego triażu" – odmowy podłączenia do respiratora pacjentów z mniejszymi szansami przeżycia. Ale powinniśmy sobie już dziś zadawać pytanie, czy nie czeka nas równie dramatyczny wybór, których chorych leczyć, jeśli nie wyjdziemy naprzeciw potrzebom tonącej pod naporem recesji publicznej ochrony zdrowia.

Niestety, po głosowaniach w sejmie w nocy 27/28 marca 2020 obawiam się, że skończymy w przyszłości, w której zdziczały system prywatny będzie obfitował w sceny (i rachunki) znane z USA.

Bardzo chciałbym, byśmy już teraz zastanowili się, czy nie lepiej wybrać inną drogę i po raz pierwszy w historii III RP postawić na budowę porządnej, dofinansowanej publicznej ochrony zdrowia?

Ta ścieżka wymaga dużych nakładów i wyjścia z logiki gospodarczo-liberalnej „doktryny szoku", stosowanej w Polsce przy każdym kolejnym kryzysie. Epidemia SARS-CoV-2 nie jest w dobie kryzysu klimatycznego i przeludnienia wydarzeniem niespodziewanym. WHO od czasu pierwszej epidemii SARS pracowała koncepcyjnie nad rozwiązaniami pozwalającymi na skoordynowane, międzynarodowe reakcje. Trwającą dziś pandemię powinniśmy rozpatrywać jako pierwszą z powtarzających się globalnych katastrof tego typu.

Dziś stoi przed polską ochroną zdrowia ogromne zadanie walki z epidemią Covid-19, pochłonie to wiele sił i środków. A nadciąga recesja. I jak wszędzie na świecie, tak i przed Polską są wnioski z politycznego wyboru, w co zainwestować środki z naszego pakietu antykryzysowego. Konia z rzędem temu, kto w oddziale banku widział stanowisko intensywnej terapii z wykwalifikowaną kadrą. A dofinansowane publiczne szpitale? Te jeszcze mogą się nam bardzo przydać.

Autor jest farmaceutą, ekspertem polityki lekowej, członkiem władz partii Razem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA