fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Paweł Kowal: Nowy najazd Krzyżaków, czyli bambuko

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová i rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar
© European Union 2020 - Source: EC - Audiovisual Service/ Janek Skarzynski
Integracja bez wspólnych reguł i wartości nie ma większego sensu.

Cała dyskusja o tym, czy Komisja Wenecka lub wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová mają prawo debatować o polskim prawie i stanie polskich sądów, jest wielkim mamieniem obywateli przez przedstawicieli władz. Wspólne reguły prawne w UE to standard w niczym niełamiący mądrze rozumianej zasady suwerenności i na dobrą sprawę nam bardziej powinno zależeć na ich istnieniu i na tym, by Jourová miała siłę je egzekwować, niż przykładowo Niemcom czy Francji, bo są silniejsze i zawsze sobie poradzą. Integracja europejska bez wspólnych reguł prawnych i urzędników, którzy ich pilnują, nie ma sensu i kropka.

Wspólne zasady działania poszczególnych państw Unii Europejskiej, z którymi łączą nas silne więzy gospodarcze, to interes polskich obywateli, przedsiębiorców, turystów, klientów, słowem każdego z nas. Dobrostan sędziów nie ma tu nic do rzeczy. Plan Wilsona po I wojnie światowej sprowadzał się do kilku prostych założeń: że w Europie Środkowej powstają państwa narodowe, ale żeby mogły funkcjonować, muszą być w jakiś sposób zintegrowane ze sobą, muszą też mieć dostęp do zachodnich rynków, żeby mogły się rozwijać. Wilson zdawał sobie sprawę, że zamknięte granice i cła są zabójcze dla mniejszych organizmów państwowych, pogłębiają ich biedę i frustracje społeczne, a to prowadzi do buntów i autorytaryzmów. Dlatego Wilson chciał silnej Ligi Narodów, która miała regulować relacje prawne pomiędzy państwami europejskimi po epoce wielkich imperiów.

Przeczytaj także: Jędrzej Bielecki: Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy

Liga miała to robić przede wszystkim w interesie państw mniejszych i średnich. Właśnie ten ostatni element nie udał się w okresie po I wojnie światowej, nie powiodły się także plany budowy jakiegoś wspólnego organizmu politycznego w przestrzeni dawnego imperium Habsburgów, które dałoby możliwość rozwoju handlu mniejszym państwom. Opowieść o nieudanym projekcie Ligi Narodów to nauka dla wszystkich, którzy sądzą, że w warunkach niewielkiego kontynentu, jakim jest Europa, i kilkudziesięciu państw, które na tej przestrzeni funkcjonują, każdy kraj może samo sobie jak chce ustalać zasady prawne, bez oglądania się na innych. Idea standaryzacji prawa w Europie jest stara jak Imperium Rzymskie i jak prawo magdeburskie w średniowieczu.

Przed kilkunastoma dniami przyjechała do Polski Komisja Wenecka. Jest to ciało doradcze Rady Europy, czasami też jego opinie brane są pod uwagę w różnych działaniach przez instytucje Unii Europejskiej. Nie ma obowiązku wypełniać rekomendacji Komisji Weneckiej. Zawsze każdy rząd może powiedzieć, że z jakimś postulatem tego ciała, w którym zresztą zasiadają przedstawiciele polskiego rządu, się nie zgadza.

W Komisji Weneckiej pracują wpływowe osoby, które najczęściej pochodzą z państw, z którymi Polska ma przyjazne stosunki. Po co dokuczać im i czynić im despekty? Nie ma powodu, by przedstawicieli tej Komisji nie przyjąć herbatą, nie podziękować za zainteresowanie – także wtedy, kiedy ktoś się z nimi nie zgadza. Akcja dezawuowania członków Komisji Weneckiej w czasie wizyty jej przedstawicieli w Polsce zakrawała na groteskę, a polscy liderzy opinii chwilami traktowali jej przyjazd do Warszawy jak sprowadzenie Krzyżaków do Polski.

Na szczęście nieco więcej umiaru – przedstawiciele władz i sprzyjający władzy komentatorzy – zachowali w stosunku do komisarz Jourovej. Jednak sam schemat był podobny: wmawianie obywatelom, że oczekiwania europejskich partnerów co do przestrzegania konstytucji i unijnych norm prawnych to coś nadzwyczajnego. Można się zgadzać z metodami Jourovej, takimi jak pisanie listu do polskich władz w pierwszym stadium procedury legislacyjnej, albo nie.

Ale z jednym się trzeba zgodzić na sto procent: istnienie wspólnego europejskiego systemu prawnego stanowi żywotny interes obywateli Polski. To gwarancja bezpieczeństwa dla wszystkich, którzy prowadzą interesy poza Polską lub choćby wyjeżdżają na wakacje czy kupują zachodnie produkty. Taki pogląd to ABC wiedzy na temat integracji europejskiej, a wszelkie rozważania pod hasłem: „nie będzie nam tu Komisja Wenecka pluła w twarz", to stawianie wozu przed koniem albo zwykłe robienie Polaków w bambuko.

Autor jest posłem Koalicji Obywatelskiej, profesorem politologii

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA