fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o Zdrowiu

Nowoczesne rozwiązania i leki szansą dla chorych

W debacie uczestniczyli prof. Przemysław Mitkowski, Paul van Arkel, Joanna Parkitna, dr hab. Andrzej Śliwczyński oraz Szymon Chrostowski
Fotorzepa, Robert Gardziński
Bez rozwiązań systemowych i odpowiednich terapii nie powstrzymamy fali niewydolności serca, która jest obecnie najczęstszą przyczyną zgonów w kardiologii. Szacuje się, że umiera na nią 60 tysięcy Polaków rocznie.

Kardiologia to jeden z głównych priorytetów Ministerstwa Zdrowia oraz zdrowia publicznego w Polsce. Przez ostatnie 10 lat nastąpił znaczny postęp w leczeniu chorób serca. Niestety, Polacy nie zawsze mogą z niego skorzystać. Jest to szczególnie ważne w kontekście niewydolności serca, która została uznana za jeden z głównych wyzwań dla zdrowia publicznego.

Czy Polska może sobie pozwolić na ignorowanie tego problemu? Co zrobić, by poprawić los tej grupy chorych i zmniejszyć obciążenie związane z niewydolnością serca?

Problem z sukcesu kardiologii

Podczas debaty „Czy stać nas na (nie)leczenie niewydolności serca?" zastanawialiśmy się, czy naprawdę możemy pomijać innowacyjne rozwiązania w refundacji.

– Niewydolność serca to zespół chorobowy, dotykający od 700 tys. do nawet 1 mln Polaków. Do jego głównych przyczyn należą choroba niedokrwienna serca i nadciśnienie tętnicze. Powodem mogą być również choroby mięśnia sercowego zwane kardiomiopatiami, a jedną z najczęstszych jest kardiomiopatia pozapalna związana z infekcjami, zwłaszcza wirusowymi. Czynniki ryzyka nie bolą, a choroba rozwija się powoli – tłumaczył prof. Przemysław Mitkowski z Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK) i I Kliniki i Katedry Kardiologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

– Co roku z powodu tej choroby umiera 60 tys. osób i notujemy ponad 200 tys. nowych zachorowań. Można powiedzieć, że liczba chorych przyrasta w postępie geometrycznym, a w związku ze starzeniem się społeczeństwa za 10–15 lat może się zwiększyć o 35–50 proc. W pewnym sensie wynika to z sukcesu polskiej kardiologii – w ciągu ostatnich 25 lat, a więc jednego pokolenia, średnia życia w Polsce wydłużyła się o siedem lat. To sprawia, że niewydolność serca pojawi się u dużo większej liczby Polaków – dodał prof. Mitkowski. Zaznaczył, że jeżeli nie stworzymy odpowiednich rozwiązań, system nie wytrzyma naporu chorych.

– Rokowanie będzie zdecydowanie gorsze, a pacjenci będą cierpieli w ukryciu, bo nie będzie miał się kto nimi zająć. Jeśli chodzi o mierniki skuteczności opieki medycznej, to zaraz po najtwardszym, jakim są zgony, plasują się hospitalizacje, które w naszym kraju pochłaniają olbrzymią część kosztów leczenia niewydolności serca. Co gorsza, pacjenci hospitalizowani przy pierwszym rozpoznaniu lub z zaostrzeniem objawów, wracają do szpitala nawet w ciągu miesiąca. Tymczasem nadzór nad takimi pacjentami powinien być prowadzony nie w szpitalach, ale w gabinetach lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) i polegać przede wszystkim na profilaktyce zaostrzeń – sprawdzeniu, czy chorzy biorą właściwe leki i czy nie dochodzi do niedokrwistości – mówił prof. Mitkowski.

Dr hab. n. o zdrowiu Andrzej Śliwczyński, wicedyrektor Departamentu Świadczeń Opieki Zdrowotnej Narodowego Funduszu Zdrowia, mówił, że w kategorii liczby hospitalizacji z powodu niewydolności serca Polska zajmuje pierwsze miejsce wśród wszystkich krajów OECD. Jak wynika z opublikowanego w 2017 r. raportu „Ocena kosztów niewydolności serca w Polsce z perspektywy gospodarki państwa", którego jest współautorem, w 2008 r. w Polsce odnotowano 584 hospitalizacje z powodu niewydolności serca na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy średnia OECD wyniosła 257/100 tys., natomiast pięć lat później, w 2013 r., liczba polskich hospitalizacji wyniosła 547/100 tys., podczas gdy średnia OECD – 244/100 tys. Przełożyło się to na wydatki NFZ, które w latach 2014–2016 rosły średniorocznie o ok. 9 proc. – z 757,4 mln zł w 2014 r., przez 824,3 mln zł w 2015 r., do 900,3 mln zł w 2016 r.

Liczba pacjentów spadła w tym czasie z 645,7 tys. do 618,4 tys. – Hospitalizacja pochłania aż 90 proc. środków przeznaczanych na leczenie tej choroby. Może to wynikać z faktu, że pacjenci nie są prowadzeni prawidłowo, a ich choroba zarządzana jest incydentalnie. Dlatego, z perspektywy NFZ, należy inwestować w rozwiązania pozwalające objąć ich opieką kompleksową.

Takim rozwiązaniem jest stworzony we współpracy z PTK i organizacjami pacjentów program kompleksowej opieki nad świadczeniobiorcami z niewydolnością serca (KONS), którego pilotaż ma szansę ruszyć już jesienią. Nowelizacja rozporządzenia pilotażowego KONS trafiła właśnie do konsultacji wewnętrznych – zapowiedział dyrektor Śliwczyński.

Prof. Przemysław Mitkowski podkreślił, że w zmniejszeniu liczby hospitalizacji, obok odpowiednich działań profilaktycznych i kompleksowej opieki nad pacjentem, pomagają także leki, zdecydowanie poprawiające rokowanie. Dodał, że współczesna medycyna potrafi pomóc nawet chorym, których stan się pogarsza mimo zastosowania wszystkich dostępnych terapii.

– W 2014 r. opublikowano wyniki badania nad lekiem stosowanym w niewydolności serca, który w 2016 r. znalazł się w I klasie wskazań dotyczących diagnostyki i leczenia. Ta terapia powinna być zastosowana w grupie pacjentów, którzy pomimo naszych wysiłków nie odnoszą korzyści z dostępnego leczenia. To pacjenci, jacy na optymalnym leczeniu w ciągu roku trafiają do szpitala z powodu zaostrzenia objawów. Lek daje 21-procentową redukcję hospitalizacji, 20-procentową redukcję śmiertelności z powodów sercowo-naczyniowych i 16- procentową redukcję śmiertelności ogólnej – mówił prof. Mitkowski.

Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie, podkreślił, że dla wielu osób z niewydolnością serca to rozwiązanie ostatniej szansy. – Ci pacjenci są wykluczeni nie tylko zdrowotnie, ale i społecznie. Wielu ma ogromne problemy z poruszaniem się, do tego stopnia, że nie są w stanie nawet wyjść do sklepu. Dlatego w koalicji ze stowarzyszeniami opiekującymi się pacjentami z tą chorobą w 2018 r. uruchomiliśmy projekt „Serce dla kardiologii", a w czerwcu 2019 r. wystosowaliśmy do decydentów podpisany przez 700 osób apel z prośbą o pochylenie się nad tym problemem.

Powrót na rynek pracy

O tym, jak ważny jest dostęp do najnowocześniejszych terapii, dyskutowaliśmy 10 lipca podczas konferencji prasowej, w której udział wzięli zarówno pacjenci, jak i lekarze. Zwracaliśmy uwagę na koszty pośrednie, czyli de facto ubytki społeczne, wynikające z braku dostępu do nowoczesnych leków. Objęcie ich refundacją zwróciłoby się płatnikowi z nawiązką, bo na rynek pracy wróciłoby wielu dzisiejszych rencistów – przekonywał Szymon Chrostowski.

Joanna Parkitna, p.o. dyrektora Wydziału Oceny Technologii Medycznych w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, mówiła, że AOTMiT oceniał lek w 2016 r., krótko po opublikowaniu badań i pierwszych rekomendacjach mówiących o jego skuteczności.

– Z naszych analiz wynika, że był lepszy niż pozostałe, do których go porównywano, ale też zdecydowanie droższy. Prezes AOTMiT rekomendował włączenie go do koszyka świadczeń gwarantowanych pod warunkiem, że podmiot odpowiedzialny zaproponuje mechanizmy podziału ryzyka, które zabezpieczą system przed niepewnościami, m.in. dotyczącymi liczby pacjentów mogących zostać objętych leczeniem. Mieliśmy również wątpliwości co do analizy ekonomicznej. Przełożyły się one na rekomendację refundacji pod warunkiem znacznego obniżenia ceny – wyjaśniła.

Dyrektor Parkitna podkreśliła, że działalność Agencji jest transparentna i każdy z uczestników systemu może zapoznać się z dokumentami dotyczącymi oceny danej technologii lekowej na jej stronie internetowej.

– Zachęcamy pacjentów do skorzystania z tej możliwości – zaznaczyła dyrektor Parkitna.

Potrzeba nowoczesnych leków

Jak tłumaczył Paul van Arkel, dyrektor generalny i prezes Novartis Poland, Novartis to międzynarodowa firma farmaceutyczna, która odkrywa i dostarcza nowe metody leczenia, jakie przedłużają życie i poprawiają jego jakość.

– To fundament naszych działań w Polsce i na świecie. Jesteśmy obecni niemal na każdym etapie życia leku – od badań klinicznych, poprzez produkcję, aż po dostarczanie leków pacjentom i aktualnej wiedzy medycznej lekarzom. Zatrudniamy w Polsce ponad 2000 pracowników, a nasza fabryka w Strykowie produkuje rocznie 7,5 mld tabletek, które trafiają do 60 krajów. Ostatnio otrzymaliśmy nagrodę i tytuł przyjaciela Polski. To wyróżnienie jest dla nas szczególnie ważne jako przyznawane z inicjatywy Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii oraz Ministerstwa Cyfryzacji. Rozpoczęliśmy też rozmowy ze startupami w Polsce, by wesprzeć rozwój lokalnego ekosystemu farmaceutycznego. Szukamy nowych partnerów do naszej pracy badawczo-rozwojowej nad nowymi cząsteczkami – dodał.

Podkreślił, że Novartis jest jedną z największych, międzynarodowych firm farmaceutycznych w Polsce, o rozmiarze podobnym do Polpharmy. – Prowadzone przez nas w Polsce badania kliniczne to inwestycja ok. 40 mln zł rocznie. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy 128 badań, o 35 proc. więcej niż w 2017 r. Co roku realizujemy też ok. 10–15 badań wczesnych faz we współpracy z lokalnymi naukowcami. To właśnie ta grupa badaczy uczestniczy w pracach badawczo-rozwojowych nad lekami, które często są przełomem w leczeniu konkretnych chorób – tłumaczył.

Paul van Arkel wyznał, że z powodu niewydolności serca umarł jego dziadek: – To sprawia, że ja też mogę zostać pacjentem właśnie z powodu tej choroby. Ostatnio opublikowano artykuł, który informował, że co dziewięć minut umiera pacjent z powodu niewydolności serca. Od rozpoczęcia naszej dyskusji z powodu tej choroby mogło umrzeć ok. czterech pacjentów – mówił.

Zaznaczył, że zależy mu, aby Novartis nie tylko sprzedawał leki, ale także był partnerem dla całego systemu ochrony zdrowia. – Dlatego kibicujemy wdrożeniu KONS w Polsce, bo odpowiednim rozwiązaniem jest prewencja i wczesna diagnoza choroby. Z powodu obaw Ministerstwa Zdrowia o dużą populację chorych na niewydolność serca zaproponowaliśmy pewne kryteria określające grupę najbardziej potrzebujących chorych i obniżyliśmy cenę naszej terapii poniżej oczekiwań wskazanych w rekomendacji AOTMiT. Chcąc zapewnić dostęp do leku dla polskich pacjentów, zaproponowaliśmy również gwarancje budżetowe dla płatnika. Teraz wszyscy oczekujemy akceptacji zaproponowanych przez nas warunków i decyzji Ministerstwa Zdrowia – dodał Paul van Arkel.

Jak podkreślił prof. Mitkowski, dostęp do najnowocześniejszej farmakoterapii jest dziś w Polsce znikomy. –Z kolei brak kompleksowej opieki nad pacjentem z niewydolnością serca powoduje, że chorzy trafiają do lekarza dopiero wówczas, gdy objawy się zaostrzą, i często jest już za późno na profilaktykę.

– Nasi pacjenci są dużo bardziej chorzy niż ich odpowiednicy w krajach Unii Europejskiej, ponieważ mają więcej chorób spowodowanych wieloletnią niewydolnością serca. Stoimy u progu wypracowania nowych mechanizmów wprowadzania nowoczesnych technologii. Być może na obecnym etapie nie stać nas, by wprowadzać je tak szeroko, jak w niektórych krajach UE czy w USA, ale myślę, że we współpracy z PTK jesteśmy w stanie wskazać grupy pacjentów, którzy powinni je otrzymać w pierwszej kolejności. Zdefiniujmy więc grupę chorych, u których szanse jej powodzenia są największe. Ważne jest także, by dostęp do nowoczesnej terapii mieli chorzy objęci opieką w ramach KONS – mówił prof. Mitkowski.

Przeprowadzić pacjenta przez system

Dodał, że dzięki dzisiejszym systemom sprawozdawczości będzie można łatwo sprawdzić skuteczność takich terapii. A Szymon Chrostowski dodał, że dla chorego z niewydolnością serca, podobnie jak dla pacjenta onkologicznego, bardzo ważne jest, by nie gubił się i nie wypadał z systemu.

– Jako pacjenci bardzo liczymy na rezultaty KONS – podkreślał.

Porównanie pacjentów z niewydolnością serca do chorych nowotworowych jest nieprzypadkowe. Choć choroby kardiologiczne, poza zawałem, uważane są powszechnie za schorzenia przewlekłe, wiele ma obecnie o wiele gorsze rokowanie niż niektóre choroby nowotworowe.

– Kiedyś rokowanie w niewydolności serca było bardzo złe i chorzy umierali w ciągu trzech–czterech lat od wystąpienia objawów. Dzisiaj, dzięki przełomowym terapiom, opiece nad pacjentami, jest ono o wiele lepsze. Trzeba jednak pamiętać, że pacjenci muszą brać świadomy udział w procesie leczenia – mówił prof. Mitkowski.

I podkreślił, że ważne jest zbudowanie świadomości także wśród osób zdrowych: – Jeśli wchodząc po schodach na drugie piętro, co jakiś czas muszą się zatrzymać, budzą się w nocy, szczególnie w pierwszej jej części, ze względu na duszność i muszą podkładać sobie pod głowę dodatkowe poduszki, żeby zasnąć, kiedy pojawiają się u nich niewielkie obrzęki wokół kostek, nierówne bicie serca i uczucie dławienia w gardle, należy iść do lekarza – radził prof. Mitkowski.

PL1908715378

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA