fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o Zdrowiu

Jak zmienić system ochrony zdrowia

Polacy wciąż bardzo wcześnie przestają pracować i jako jeden z kluczowych powodów podają przyczyny zdrowotne
shutterstock
Badania pokazują, że wydłużenie życia społeczeństwa o jeden rok w dobrym zdrowiu to przyrost PKB na poziomie 4 proc.

Minister Łukasz Szumowski zapowiada kolejny etap prac nad docelowym, nowym modelem systemu ochrony zdrowia. Zainicjował ogólnopolską dyskusję „Wspólnie dla zdrowia", której celem jest stworzenie publicznego dialogu o zmianach, jakie są niezbędne do usprawnienia systemu.

31 lipca w Ministerstwie Zdrowia odbyło się spotkanie z dziennikarzami informujące o panelu IX Forum Ochrony Zdrowia, który odbędzie się w ramach Forum Ekonomicznego w Krynicy 4–6 września.

– Nie chcemy traktować zdrowia jako kosztu, ale jako inwestycję w bezpieczeństwo Polski – powiedział na konferencji prasowej minister Szumowski. – Jest ono elementem kluczowym dla bezpieczeństwa państwa. Musimy porozmawiać o źródłach finansowania, o tym, jak alokować środki finansowe w całym systemie, jak przeprowadzać analizę i konstruować mierniki bezpieczeństwa i skuteczności finansowej. Bez dyskusji o tym, jak mierzyć efekt wydanych pieniędzy Polaków, nie osiągniemy poprawy tego systemu. A jest to jeden z najważniejszych tematów w polskiej polityce.

– Jesteśmy zaszczyceni, że zostaliśmy włączeni przez ministerstwo do ogólnonarodowej debaty „Wspólnie dla zdrowia" – powiedział Jerzy Bochyński, prezes Zarządu Forum Ekonomicznego. – To jeden z pierwszych sukcesów tegorocznego Forum.

Skąd pieniądze?

– Z jednej strony żyjemy dłużej, ale z drugiej strony, według danych EUROSTAT liczba lat spędzonych przez Polki i Polaków w zdrowiu po 65. roku życia. wynosi tylko 8,4 przy 11 w Niemczech czy 16 w Szwecji – mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. – Zjawiska te stawiają państwo i system zdrowotny przed koniecznością zwiększania nakładów na opiekę nad osobami starszymi i przewlekle chorymi, na radzenie sobie z chorobami cywilizacyjnymi, których jest coraz więcej. Zatem presja jest gigantyczna i o źródłach finansowania musimy rozmawiać w kontekście mocno wyartykułowanego celu zdrowotnego w polityce państwa.

Małgorzata Gałązka-Sobotka wyjaśnia, że źródła finansowania ochrony zdrowia dzielimy na publiczne i prywatne. Publiczne pochodzą od obywateli jako danina bezpośrednia w formie składki zdrowotnej oraz danina pośrednia – poprzez transfery podatkowe. Do nakładów publicznych zaliczamy także wydatki jednostek samorządu terytorialnego na cele zdrowotne. Natomiast źródła prywatne mają różne formy.

– Najmniej efektywne, ale niestety preferowane od lat przez kolejne polskie rządy jest płacenie przez obywatela za świadczenia zdrowotne z własnego portfela. Bardziej ucywilizowane i efektywniejsze są systemy dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Dają one możliwość wyboru ubezpieczycieli i wyboru wachlarza zabezpieczenia zdrowotnego. Zwiększają siłę nabywczą pieniędzy przeznaczanych na zdrowie przez odpowiedzialnych za nie obywateli – wyjaśnia Małgorzata Gałązka-Sobotka. – Inna, popularna w wielu krajach forma prywatnego finansowania ochrony zdrowia polega na uiszczaniu przez pacjentów dodatkowych opłat za drobne usługi. Nasi południowi sąsiedzi wnoszą drobne opłaty za porady lekarskie, wydanie recepty, dokumentacji medycznej. W innych krajach do pewnego poziomu podatnik płaci za usługi zdrowotne samodzielne, ale jeżeli ich wartość przekracza pewien określony pułap rocznie, wówczas wszystkie koszty leczenia przejmuje państwo.

Jak podkreśla Małgorzata Gałązka-Sobotka, najwydajniejszy jest system indywidualizowany, mieszany, zaś twórcy Europejskiego Konsumenckiego Indeksu Zdrowia zwracają uwagę na drugorzędność modelu finansowania wobec poziomu nakładów na ochronę zdrowia. W dobie narastających potrzeb zdrowotnych i wzrostu kosztów korzystania z nowoczesnych technologii efektywność systemu będzie wypadkową zwinnego zarządzania strumieniami finansowymi, elastycznych modeli ekonomicznych, jak również dostosowania nakładów do potrzeb oraz możliwości państwa.

W co inwestować?

Od dłuższego czasu w Polsce mówi się o niewłaściwym podejściu do pacjenta, a także nieustannie wraca temat zwiększenia nakładów na system ochrony zdrowia. Powstaje jednak pytanie, co jest kosztem, a co inwestycją. Jeśli weźmiemy pod uwagę rozwój technologiczny, coraz nowocześniejsze i droższe terapie, wydaje się, że inwestowanie w pacjentów jest workiem bez dna. Wielu ekspertów twierdzi jednak inaczej. Według nich problemem jest niewłaściwe lokowanie środków i nierespektowania kosztów pośrednich, jakie niesie za sobą ciężka choroba i niepełnosprawność.

– Należy ocenić, ile należy wydać na rentę tylko dlatego, że pacjent za późno trafił do lekarza z powodu limitowania procedur. Jakie są konsekwencje i koszty długoterminowego czekania na wizytę u specjalisty – mówi prof. Paweł Buszman, prezes zarządu American Heart of Poland SA. – Na przykład przy wymianie biodra pacjent przez kilka lat czeka na operację, w tym czasie jest on najpierw na zwolnieniu lekarskim, a potem na rencie. A mógłby 3–4 tygodniach od operacji wykonanej bez zbędnej zwłoki wrócić z powrotem do pracy. Czy pacjent ma czekać na zawał, bo nie był leczony w stanie przedzawałowym? Gdyby został odpowiednio szybko zdiagnozowany, wówczas po założeniu stentu wróciłby w ciągu 2–3 dni do pracy. Inny przykład to miażdżyca tętnic obwodowych. Niediagnozowana, nieleczona kończy się amputacją kończyn dolnych lub ciężkimi udarami. Nawet nowoczesny zabieg, technologicznie zaawansowany, kosztujący 10–20 tys. zł jest tańszy niż renta, którą trzeba wypłacać przez resztę życia chorego. Koszty społeczne związane z opieką nad pacjentem po amputacji kończyny, nad osobą po udarze czy zawale serca są niewspółmiernie wyższe niż wczesna reakcja. Wystarczy wyobrazić sobie kolejne koszty związane z niewydolnością serca, takie jak przeszczep czy sztuczna pompa kosztująca około pół miliona złotych, a następnie rehabilitacja pacjentów, z których tylko część będzie mogła później wrócić do pracy.

Prof. Paweł Buszman jest zdania, że sztuczne tworzenie list oczekujących, po to żeby nie wydać na początek za dużo pieniędzy, zawsze staje się najdroższe na końcu, kiedy dojdzie do powikłań lub zgonu pacjenta.

– Chciałbym zwrócić uwagę na badania demograficzne, które wskazują, że Polaków ubywa i co najważniejsze, i co najgorsze – ubywa tych w wieku produkcyjnym. A więc za chwilę zacznie brakować rąk do pracy, stracimy pracowników, co się oczywiście przełoży na inne koszty pośrednie, czyli brak rąk do pracy i obniżenie potencjału rozwoju naszego kraju. ©?

wsp. Ewelina Zych-Myłek, ekspert komunikacji w ochronie zdrowia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA