fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Czy po wyborach Ziobro przestanie być potrzebny PiS-owi?

Zbigniew Ziobro
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Zbigniew Ziobro zaszkodził Zjednoczonej Prawicy, ale na razie skutecznie, choć samotnie, broni się na placu boju. Wsparcie z PiS ma umiarkowane.

Tego, że minister sprawiedliwości narobił PiS wielkich kłopotów, nie kwestionuje w partii rządzącej nikt. Niektórzy jednak uważają, że to tylko wynik stosowania starej zasady „wojna jest – straty muszą być". Inni podkreślają nieoficjalnie, że sytuacja, do jakiej doszło w resorcie sprawiedliwości, to wynik napoleońskich ambicji ministra i chęci prześcignięcia w dokonaniach politycznych samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Ta druga grupa dominuje w PiS, może dlatego, że lojalności Ziobry i jego ludzi wobec otoczenia prezesa nikt pewien być nie może od 2007 r. Wtedy przecież Ziobro osobiście wysadził PiS z rządowego siodła.

Tuż po ujawnieniu afery z hodowlą trolli pod skrzydłami resortu sprawiedliwości pisaliśmy w „Rzeczpospolitej", że minister Ziobro jest wnikliwie obserwowany przez Nowogrodzką i że kluczowa będzie odpowiedź na pytanie, czy udowodnione zostanie jego osobiste zaangażowanie w zorganizowaną akcję hejtowania nieprzychylnych rządowi sędziów. Dziś wydaje się, że – jak na razie – może wziąć głębszy oddech. Natychmiastowej dymisji raczej nie będzie. Od oceny długofalowych skutków tej afery zależeć będą dalsze losy szefa Solidarnej Polski.

Dawno już jednak posłowie PiS tak wyraźnie nie nazywali Zbigniewa Zirobry „naszym bliskim koalicjantem" z naciskiem na słowo „koalicjant". Bo to znaczy tyle, co „nie nasz".

A to z kolei, w sytuacji, gdyby PiS-owi wybory poszły jednak bardzo dobrze, może doprowadzić do tego, że taki „bliski koalicjant" po prostu przestanie być potrzebny. Tym bardziej że na politycznej mapie prawicy, po wysłaniu do PE Beaty Kempy i Patryka Jakiego, Ziobro staje się coraz bardziej osamotnionym politycznym singlem. Może więc siła jego partii nie będzie po wyborach wystarczająca do udźwignięcia teki wicepremiera?

Charakterystyczna jest w tej historii postawa samego prezesa Kaczyńskiego, który konsekwentnie milczy. O ile na początku można to było tłumaczyć niechęcią do ferowania pospiesznych wyroków i chęcią rozpoznania, jak potężna jest afera i ile uda sie ugrać na niej opozycji, o tyle teraz można już mówić o silnej niechęci prezesa do obrony wszystkich „bohaterów" afery hejtowej, włącznie z samym ministrem, który ich wszystkich (co najmniej) zatrudnił.

Niektórzy politycy PiS przypominają też, że scenariusz działań ministra jest prawie dokładnie taki sam jak podczas pierwszego rządu PiS. – Wtedy też budował sobie dwór i rosło w nim do absurdu poczucie siły – mówi jeden z posłów. – My się wszyscy na błędach uczymy, to jest tajemnica naszego poparcia, on jeden wydaje się być niereformowalny. A jak wiadomo, w polityce błędy popełniać można, ale niewybaczalne jest niewyciąganie z nich wniosków.

Opozycja idzie utartym szlakiem, pomagając ministrowi zapowiedzią złożenia wniosku o wotum nieufności. Zgłosiła też wniosek o kontrolę resortu sprawiedliwości do Najwyższej Izby Kontroli, a SLD zawiadomiło prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wszystko to wzmacnia Ziobrę w obozie władzy, ale przecież wiadomo, że dymisję można wręczyć nawet tego samego dnia, po odparciu wniosku opozycji o wotum nieufności nie tylko wobec ministra, ale też szefa rządu, tak jak się to stało z Beatą Szydło.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA