fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Schröder kontra Nawalny i tabloid

Władimir Putin i Gerhard Schröder
Wołodia i Gerd – tak się do siebie zwracają. W 2003 r. prezydent Putin składał gratulacje kanclerzowi Schröderowi, który dostał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Petersburskiego
AFP
W tle sporu o Nord Stream 2 były kanclerz pozywa największą gazetę „Bild" za oskarżenia pod swoim adresem.

Gerharda Schrödera oburzyły słowa, że jest opłacany przez Putina i dlatego usiłuje zaprzeczać, iż doszło do próby otrucia rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Wygłosił je sam Nawalny w wywiadzie dla tabloidu „Bild". – Bycie lobbystą Putina to jedna sprawa. Obecnie próbuje on bronić morderców – powiedział o byłym kanclerzu.

To z kolei odniesienie do słów Schrödera, że sprawa otrucia Nawalnego nie jest do końca wyjaśniona z braku niepodważalnych dowodów. Mówiąc to, były kanclerz musiał już znać wyniki zarówno niemieckich, jak i dwóch zagranicznych laboratoriów, stwierdzających, że najbardziej znanego krytyka Kremla truto nowiczokiem.

Najbardziej jednak rozgniewało byłego lidera niemieckich socjaldemokratów wyrażone przez Nawalnego podejrzenie, że dostaje z Rosji „ukryte płatności". – Sam mówi, że nie ma na to żadnych dowodów – wyjaśnił Schröder, zapowiadając kroki prawne. Nie przeciw Nawalnemu, ale „Bildowi", bo rozprzestrzenia on nieprawdziwe informacje bez uzyskania opinii samego zainteresowanego.

Pieniądze i przysługi

Były kanclerz jest od lat powszechnie krytykowany w Niemczech za zaangażowanie się w działalność rosyjskich gigantów energetycznych Gazprom i Rosnieft. Posadę szefa rady nadzorczej spółki Nord Stream należącej do Gazpromu, sterowanego bezpośrednio z Kremla, objął kilka miesięcy po przegranych wyborach w 2005 r. Kontrakt miał opiewać na 250 tys. euro rocznie plus liczne wydatki. Byłemu szefowi rządu zarzucano wtedy, że forsował projekt pierwszej nitki gazociągu, licząc na przyszłe osobiste korzyści.

Podobnie było z budowaną obecnie drugą nitką, budzącą znacznie więcej kontrowersji niż pierwsza. To Schröder, wykorzystując w 2017 r. znajomość z Brigitte Zypries kierującą resortem gospodarki (byłą minister sprawiedliwości w jego rządzie), miał ją skłonić do pilnego spotkania z Aleksiejem Millerem, szefem Gazpromu. Tego rodzaju lobbing utorował drogę do Nord Stream 2. Niedługo później Schröder został szefem rady nadzorczej Rosnieftu, największego rosyjskiego koncernu naftowego.

Media przypominały, jak bliskie przyjacielskie więzi łączą Gerda i Wołodię – obaj panowie byli po imieniu, jeszcze zanim Putin został prezydentem Rosji. Kanclerz Niemiec wiązał z nim wielkie nadzieje, liczył na sukces swej polityki zbliżenia z Rosją. Nazwał Putina „krystalicznie czystym demokratą". W rewanżu Putin wyświadczył niejedną przysługę swemu niemieckiemu przyjacielowi, ułatwiając m.in. małżeńskiej parze kanclerskiej adopcję trzyletniej Wiktorii z Rosji. Wtedy jeszcze wielu niemieckich polityków wierzyło w skuteczność wysiłków „cywilizowania" Rosji i jej przywódcy. Dzisiaj prawie nikt nie ma już złudzeń.

Tuba Kremla

Schröder jest krytykowany w łonie SPD, której był szefem i która nie ma nic przeciwko projektowi NS2. Tak jest także w CDU, gdzie za dokończeniem inwestycji jest nadal kanclerz Merkel. Jednak Norbert Röttgen, jeden z trójki pretendentów do przywództwa CDU i tym samym potencjalny kandydat na kanclerza, jest innego zdania i domaga się zastopowania projektu. Mówi, że to wstyd, iż były kanclerz „jest zamieszany w tuszowanie i zacieranie odpowiedzialności za atak na Nawalnego".

W obronie Schrödera pojawiły się nieliczne głosy wskazujące, że w sumie dobrze mieć bezpośredni kanał prowadzący na Kreml. – To nie tak. Schröder służy Putinowi do tego, aby siać dezinformację w Niemczech. Nie można jego działań traktować inaczej ani też nie można ich w żaden sposób usprawiedliwić – mówi „Rzeczpospolitej" Manuel Sarrazin, rzecznik ds. polityki wschodniej ugrupowania Zielonych, według sondaży drugiej obecnie siły politycznej w Niemczech.

– Krytyce Gerharda Schrödera z racji zaangażowania w Rosji towarzyszą często negatywne oceny jego programu reform z początku ubiegłej dekady. To różne sprawy, których nie należy łączyć, zwłaszcza że reformy społeczno-ekonomiczne przyczyniły się do uzdrowienia niemieckiej gospodarki – zwraca nam uwagę prof. Eckhard Jesse, politolog z Chemnitz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA