fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

PiS nie chce Sahary nad Wisłą. Wyda miliardy na walkę z suszą

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Wart 14 mld zł program rozwoju, a właściwie ratowania polskiej retencji, trafi w przyszłym tygodniu pod obrady Rady Ministrów. Po pół wieku zaniedbań.

– Po raz pierwszy powstał program, który podchodzi kompleksowo do wszystkich rozwiązań w zakresie retencji, żeglugi, zapobiegania powodzi oraz małej retencji w rolnictwie – mówił w czwartek Marek Gróbarczyk, minister gospodarki wodnej i żeglugi śródlądowej, podczas zwołanej pośpiesznie konferencji prasowej na tle wysychającej Wisły.

14 mld na łapanie wody

To doniosły moment dla gospodarki, pod obrady Rady Ministrów ma trafić kompleksowy plan poprawy retencji w całym kraju. O rozpoczęciu działań, od kompleksowej analizy stanu polskiej retencji po wielkie inwestycje, rząd ma postanowić za pomocą uchwały, prawdopodobnie – w przyszłym tygodniu. To dość wrażliwy politycznie projekt, który będą prowadziły kolejne rządy, ponieważ zgodnie z zapowiedziami ruszy dopiero w 2020 r., a ma potrwać do 2027 r., z możliwością przedłużenia jeszcze o trzy lata. Prowadzić mogą go więc ministrowie nawet trzech kolejnych rządów.

– Jest to jedyne rozwiązanie, które może dziś zahamować ten bardzo niebezpieczny stan, bo susza uderza nie tylko w rolnictwo, ale oddziałuje negatywnie na energetykę – mówił w czwartek Gróbarczyk. Dodał, że obecnie jest wiele inicjatyw „pseudoekologicznych", które mogą doprowadzić za rok nawet do wyschnięcia Wisły, nie zdradził jednak, które konkretnie pomysły ekologów ma na myśli. – Ten program jest jedynym właściwym kierunkiem, który może doprowadzić do utrzymywania wód w Polsce na poziomie takim, który zabezpieczy odpowiedni poziom wody – podkreślał minister.

Może mieć o tyle rację, że trudno, by z polską retencją, tj. zatrzymywaniem wody przepływającej przez kraj, było gorzej. – Przez prawie 50 lat gospodarka wodna była zaniedbana – mówi „Rzeczpospolitej" dr hab. inż. Bogdan Ozga-Zieliński, profesor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Wyjaśnia, że zalewy Włocławek i Solina były wybudowane w latach 60., dopiero ostatnio powstały dwa zbiorniki na Odrze i Wiśle, po 25 latach od ich zaprojektowania. – Proces podejmowania decyzji w zakresie gospodarki wodnej w pewnym momencie ustał ze względów finansowych i ruchów proekologicznych, które stwierdziły, że tego typu inwestycje szkodzą środowisku – mówi profesor.

Jak wynika z programu, aktualny rząd nie ma tego typu rozterek. Jak zapisano w założeniach do programu, łącznie zaplanowano nawet 1550 działań. Na wart blisko 14 mld zł program złożą się 94 inwestycje, w tym 30 zbiorników retencyjnych, stopnie wodne i udrożnienie dróg wodnych. Uzupełnią go swoimi działaniami resort rolnictwa, a także Lasy Państwowe, zawiadujące hektarami polskich puszcz.

Jak widać na infografice obok, ogromnie różni się wartość inwestycji przewidzianych w poszczególnych województwach. Do kujawsko-pomorskiego trafią inwestycje warte blisko 4 mld zł, na Dolny Śląsk ponad 3,1 mld zł, na Śląsku prace pochłoną ok. 2 mld zł, zaś wysychająca Wielkopolska przyjmie inwestycje warte 1,3 mld zł. Tymczasem województwo łódzkie jako jedyne nie zostało uwzględnione w programie.

Wielu aktorów retencji

„Istnieje pilna potrzeba rozwiązania problemu retencji wody w Polsce" – informuje dokument resortu gospodarki wodnej, który trafi pod obrady rządu. Program zostanie opracowany dla obszaru całego kraju, zakłada zidentyfikowanie obszarów zagrożonych brakiem wody do 2050 r., a nawet stanu prawnego w zakresie retencji.

Za większość inwestycji odpowiada powołane przed półtora rokiem przedsiębiorstwo Wody Polskie. Spora część inwestycji ma ruszyć dopiero w 2020 r., jednak prace już trwają, w tym roku to przedsiębiorstwo na poprawę retencji wyda łącznie 473 mln zł. Największym tegorocznym projektem będzie dokończenie budowy Stopnia Wodnego Malczyce – jego budowa w tym roku pochłonie łącznie ponad 105 mln zł.

Osobno działają Lasy Państwowe, które prowadzą projekty rozwoju małej retencji i przeciwdziałania erozji wodnej. Niezależnie 44 miasta wdrażają Miejskie Plany Adaptacji, które przewidują także rozwój retencji wodnej. – Musimy tak projektować miasta, by jak najwięcej wody utrzymywać na obszarze zurbanizowanym – mówi dr Ozga-Zielińska. Podkreśla, że każdy sposób spowolnienia spływu powierzchniowego jest dobry, a zbiorniki wodne powinny powstawać na dużych powierzchniach dachów marketów i parkingach. – Supermarkety powinny być zobligowane do wybudowania takich zbiorników lub zalesienia okolicznego terenu – mówi ekspert.

Cenna mikroretencja

Enigmatycznie zapowiadają się plany resortu rolnictwa. Minister Ardanowski zapowiadał uruchomienie wartego miliard programu dopłat dla rolników na rozwijanie tzw. małej retencji, jednak próżno szukać założeń programu na stronie resortu. Zbieranie wniosków ma ruszyć już we wrześniu.

Tegoroczna susza jeszcze nie pokazała pełnych możliwości. – Susza hydrologiczna jest w całym kraju, najbardziej intensywna na zachodzie kraju, południowym zachodzie i w Polsce centralnej – mówi Paweł Staniszewski, hydrolog Instytutu Monitorowania Gospodarki Wodnej. Poziom Wisły w Warszawie jest dziś tak niski, że tylko centymetry dzielą nas od pobicia rekordu z 2015 r. Zaraz za nim jest poziom najniższy od XIX w., od chwili rozpoczęcia pomiarów.

Kopalnie chłoną wodę

Ogromną rolę w naturalnej retencji odgrywają jeziora. Jednak Wielkopolska cierpi z powodu zanikających jezior. Ekolodzy oskarżają o to kopalnie odkrywkowe. – Tomisławice działają obecnie bez pozwolenia wodnoprawnego, decyzja środowiskowa jest nieprawidłowo przyznana, stąd jest problem z przyznaniem pozwolenia na kolejną odkrywkę, czyli Ościsłowo. Jeśli powstanie, dobije Pojezierze Gnieźnieńskie. Bo dziury po odkrywkach łączą się ze sobą, tworząc coraz większy lej depresji – tłumaczy Miła Stępień, sekretarz zarządu krajowego partii Zieloni i lokalna aktywistka.

Duże straty, trudny dostęp do polis

Ubiegłoroczna susza pokazała, jak bardzo potrafi zaszkodzić gospodarce. W wakacje przed rokiem resort rolnictwa wciąż podwyższał swoje szacunki wartości strat w uprawach, jakie ponieśli rolnicy. Sensację wywołał już wówczas, gdy straty przekroczyły miliard, jednak ostatecznie Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wypłaciła aż 2,2 mld zł pomocy suszowej.

W tym roku ponownie susza rolnicza wystąpiła na terenie całego kraju. Straty są szacowane przez komisje powoływane w regionach przez wojewodów. I tak, według informacji Krajowej Rady Izb Rolniczych, na Podkarpaciu pracuje już 51 komisji, na Śląsku powołano 164 komisje, a w Wielkopolsce aż 226.

Rolnicy sygnalizują duże straty w zbożach ozimych i kukurydzy. Ze względu na nawał pracy wojewódzkie izby rolnicze apelowały do samorządów o szybkie uruchamianie komisji oraz powoływanie do nich jak największej liczby osób, gdyż, jak informuje KRIR, w takim wymiarze skutków suszy jedna trzyosobowa komisja nie będzie w stanie oszacować wszystkich strat do czasu rozpoczęcia żniw. Już od dawna słychać też apele samorządów do rządu o zabezpieczenie środków z budżetu na niwelowanie skutków suszy.

Kosztowne straty w uprawach zanotowane w ubiegłym roku przyśpieszyły prace nad wprowadzeniem na rynek ubezpieczenia upraw od ryzyka suszy. Jednak rolnicy skarżą się, że mało kto miał finalnie okazję z takiej polisy skorzystać. Większość ubezpieczycieli, którzy oferowali je z dopłatą z budżetu państwa, prowadziła jedynie pilotaż w ograniczonym czasie i zakresie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA