To już kolejny rok, w którym polscy sadownicy mierzą się z ogromną skalą zniszczeń w uprawach. Jak twierdzą przedstawiciele branży, tegoroczna sytuacja jest jeszcze gorsza od tej z poprzednich lat.
Sadownicy liczą straty po tegorocznych przymrozkach. Skala jest ogromna
Fala przymrozków z końcówki kwietnia objęła większość regionów sadowniczych i uderzyła w drzewa owocowe w fazie kwitnienia i zawiązywania owoców. Spowodowało to ogromne straty w uprawach.
– W tym roku nasze straty spowodowane tym zjawiskiem szacujemy na jakieś 50 proc. z odchyleniem pięcioprocentowym w dół lub w górę. Także możemy sobie wyobrazić, że to jest strata rzędu dwóch i pół, trzech milionów ton. Jeśli przełożymy to na wartości finansowe, to jest to trzy, cztery miliardy zł produkcji pierwotnej. Myślę, że drugie tyle, jeśli chodzi o wartość produktów przetworzonych, które moglibyśmy wyeksportować – wyliczał podczas sejmowej komisji, Piotr Zieliński ze Związku Sadowników.
Jak podaje portal Farmer.pl, w wielu sadach straty wynoszą od 70 do 100 proc. produkcji. Ucierpiały zarówno jabłonie, jak i śliwy, wiśnie, czy czereśnie.
– Tegoroczna klęska w porównaniu do tych klęsk w '23, '24 czy w '25 r. to jest kolosalna różnica. Porównywalna tegoroczna jest do tej z 2017 r. bądź tej z 2010 r. – ocenia Maciej Piątkowski z „ZZ Regiony”.
W terenie pracują komisje, które szacują straty, by można było uruchomić wypłatę rekompensat ze środków unijnych. Zdaniem sadowników, przy tej skali zniszczeń, ich liczba może być niewystarczająca.
– Są przykłady gmin, w których dominuje produkcja sadownicza wśród upraw. Tam nierzadko to jest kilkaset, nierzadko ponad tysiąc gospodarstw w jednej gminie. Kilkuosobowa komisja: cztero-, pięcio-, sześcioosobowa nie jest w stanie precyzyjnie obejść całej gminy. Przez co być może nie do końca te komisje przedstawiają sprawdzone, dokładne informacje – mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, cytowany przez portal Farmer.pl
Czytaj więcej: Sadownicy liczą potężne straty. Czy komisje zdążą? Co z wypłatami?