fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

Białoruś: kukurydza gnije na polach

AdobeStock
Jest luty na na państwowych polach Białorusi gniją setki hektarów niezebranej kukurydzy. Rolnicy - dzierżawcy tłumaczą, że „za darmo” jej do kołchozów nie oddadzą.

W rejonie słonimskim obwodu grodzieńskiego na powierzchni ponad 200 ha należących do jednego dzierżawcy gnije niezebrana kukurydza. Właściciel dostał ziemię od miejscowego kołchozu.

Postsowiecki system gospodarstw państwowych to wciąż najpopularniejsza forma własności w rolnictwie kraju rządzonego przez byłego dyrektora kołchozu. Niewydolne kołchozy nadmiar ziemi oddają osobom prywatnym.

- Ten rolnik obsiał pola kukurydzą, nie wiadomo po co. Zbierać urodzaju nie miał zamiaru. Czeka aż kukurydza zgnije; na tych polach nawet bele siana gniją od ubiegłego roku. Taki u nas porządek na państwowych polach - ocenia jedna z mieszkanek pobliskiej wioski Rusakowo dla Gazety Słonimskiej. Dlaczego dzierżawca nie zebrał kukurydzy? Okazuje się, że powodem są ceny proponowane dzierżawcom kołchozowej ziemi przez państwowe gospodarstwo. Rolnicy mówią, że państwo chce, by pola obrabiali, obsiewali, a potem zbiory oddawali „za bezcen".

Podobnie trudna sytuacja jak u dzierżawców jest u rolników indywidualnych. To najlepszy, najbardziej wydajny sektor białoruskiego rolnictwa - farmerzy mają kilkanaście procent ziemi, a wyciskają z nich tyle, że dostarczają 40 proc. produkcji całego sektora.

Jednak sowiecki model kołchozowy utrzymywany przez Aleksandra Łukaszenkę pcha całe rolnictwo w dół. Kołchozy (odpowiednik naszych pegeerów) i sowchozy (odpowiednik spółdzielni produkcyjnych) są niewydolne, źle zarządzane i tak jak to było z Polsce za PRL, żyją z dotacji budżetowych lub niskooprocentowanych kredytów w państwowych bankach.

Pomimo to właśnie te państwowe molochy są faworyzowane przez białoruskie prawo. Rolnikom indywidualnym i dzierżawcom państwo oferuje niskie ceny skupu, nie pomaga z zakupach materiału siewnego, środków ochrony roślin itp.. Nie udostępnia tanich kredytów, ani subwencji.

- Dla nas warunki działalności są niekorzystne; nie pozwalają na zbiory kukurydzy. Mnie pieniędzy na ziarno nikt nie daje. Za żniwa nikt nie płaci  - skarżył się jednej z farmerów z Rusakowa.

Coraz więcej ludzi porzuca więc ziemię i migruje za pracą do Polski. Niereformowana latami, zadłużona białoruska gospodarka jest w coraz gorszej kondycji. Zakłady produkcyjne mają duże zaległości płacowe. Niektóre nie płacą ludziom od października 2018.

Doszło to tego, że w 2019 r niektóre przedsiębiorstwa wypłaciły pobory w swojej produkcji - skarpetach, pończochach czy w bieliźnie. Tak zapłaciła m.in. duża fabryka tekstylna w Homlu. Taka forma zapłaty za pracę była masowa na Białorusi w latach 90 XX w. Wydawało się, że już nigdy nie wróci...

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA