fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rodzina

Jak Urzędu Ochrony Dzieci w Norwegii dba o dobro dzieci

AdobeStock
Osoby zatrudnione w Barnevernecie są zazwyczaj zdecydowanie przeciwne, aby ktoś był świadkiem tego, jak traktują rodziców i dzieci – pisze ekspertka.

Wydalenie z Norwegii polskiego konsula Sławomira Kowalskiego uwypukla istotne cechy praktycznego funkcjonowania norweskiego systemu ochrony dzieci.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Norwegii twierdzi, że konsul Kowalski dopuścił się gróźb, a częściowo był wręcz brutalny wobec funkcjonariuszy publicznych. Mieszkańcy Polski powinni jednak wiedzieć, że źródłem tych oskarżeń są pracownicy Barnevernetu (w dosłownym tłumaczeniu nazwa ta oznacza Urząd Ochrony Dzieci). Nic, ani w nagraniu wideo z Hamaru, ani w innych materiałach, w żaden sposób nie potwierdza zarzutów stawianych doktorowi Kowalskiemu.

Podobne oskarżenia są często formułowane przez pracowników Barnevernetu względem rodziców. W niektórych sprawach rodzice działali rozsądnie i nagrywali wszystko, co miało miejsce. Właśnie dzięki temu mogli udowodnić, że sami nie okazywali nawet cienia podenerwowania, a osobami, które dopuszczały się gróźb, byli pracownicy Barnevernetu!

Osoby zatrudnione w Barnevernecie są zazwyczaj zdecydowanie przeciwne, aby ktoś był świadkiem tego, jak traktowani są przez nich rodzice i dzieci. Wypraszają oni osoby postronne, wykorzystując tego rodzaju sytuacje przeciwko rodzicom, jeśli zdecydują się oni nagłośnić sprawę. Sądy wtórują argumentom Barnevernetu, że upublicznianie sprawy godzi w dobro dziecka. W rzeczywistości jednak w większości spraw czymś dobrym dla dziecka jest, jeśli rodzice mogą publicznie dowieść, że je kochają i robią wszystko, co w ich mocy, aby odzyskało wolność i wróciło do domu, zaś to, co złe, pochodzi ze strony Barnevernetu.

Nauka o najmłodszych

Od około 1994 roku śledzę sprawy dotyczące ochrony dzieci, zwłaszcza w krajach skandynawskich. W wiele spośród nich byłam bezpośrednio zaangażowana. Zapoznałam się również z literaturą wykorzystywaną jako podręczniki, zarówno dla studentów uczących się na kierunkach związanych z ochroną dzieci [w Norwegii funkcjonują wyspecjalizowani pracownicy socjalni, którzy zajmują się tylko ochroną dzieci – uwaga tłum.], jak i dla studentów prawa – w zakresie, w jakim studia prawnicze związane są z sytuacją prawną najmłodszych. Pracowałam też jako biegły w sądzie. W konsekwencji doszłam do następującego wniosku:

Ochrona dzieci nauczana zarówno na poziomie studium zawodowego, jak i na norweskich uniwersytetach opiera się na błędnych fundamentach. Jej podstawą jest przekonanie, że więź z rodzicami biologicznymi nie ma dla dzieci szczególnej wartości, podczas gdy bardzo ważne są materialne warunki, w jakich przebywa dziecko, mają one bowiem stymulować jego rozwój; że rodzice są zasadniczo najniebezpieczniejszymi wrogami swoich dzieci; że objęcie opieką publiczną jest dobre dla dzieci. Dlatego właśnie społeczeństwo nie może zadowolić się twierdzeniami pracowników Barnevernetu, według których zabranie dzieci z rodzin biologicznych rozważane jest tylko w bardzo skrajnych przypadkach.

Tego rodzaju twierdzenia nie są zgodne z prawdą. Obecnie intensywnie szerzona jest propaganda, zgodnie z którą sprawy dotyczące ochrony dzieci podejmowane są głównie względem rodziców dopuszczających się przemocy lub wykorzystujących swoje dzieci. Propagandę tę wielu obcokrajowców przyjmuje za obiektywne informacje. Jednakże statystyki z najbardziej wiarygodnych źródeł, takich jak norweski urząd statystyczny (w języku norweskim skrótowo określany jako SSB – Statistisk sentralbyra), pokazują, że przemoc fizyczna stanowi od 2 do 3 proc., a kazirodztwo i inne formy wykorzystywania seksualnego dzieci mniej niż 1 proc. okoliczności, które uzasadniały podjęcie działań przez Barnevernet. Najczęściej pojawiającym się zarzutem jest natomiast niejasne twierdzenie o „niewystarczających zdolnościach rodzicielskich", uzasadnione pseudopsychologicznymi teoriami, które mają wyjaśnić, na czym „niewystarczające zdolności rodzicielskie" rzekomo polegają, lub nawet daleko idącymi prognozami, że deficyt zdolności rodzicielskich może pojawić się dopiero w przyszłości.

Powyższe przekonania bazują na błędnej ideologii, która z kolei opiera się na założeniach spekulacyjnej psychologii klinicznej, rozprzestrzeniającej się dość szybko po wielu krajach. W związku z tym realna ochrona dzieci jest zagrożona również w innych państwach niż Norwegia. Norwegia przyczynia się jednak do jej rozwoju poprzez transferowanie dużych sum zarobionych na ropie naftowej z Morza Północnego szczególnie do krajów Europy Wschodniej, aby „pomóc" im w budowaniu systemu ochrony dzieci na analogicznych do Norwegii zasadach. Służy to również nawiązywaniu współpracy z pracownikami norweskiego Barnevernetu w zakresie prowadzonej względem rodzin polityki.

Groźne przepisy

Nie tylko praktyczne funkcjonowanie Barnevernetu, ale także związane z nim prawodawstwo pozostaje niezadowalające, a w ciągu ostatnich 30 lat uległo jedynie pogorszeniu. Poprzez kilka nowelizacji i zmian legislacyjnych prawo rodziców do ochrony i podejmowania związanych z dziećmi decyzji było krok po kroku ograniczane. Zakłada się, że personel przedszkoli, szkół oraz placówek służby zdrowia posiada wysokie kompetencje w zakresie indywidualnej oceny, co leży w „najlepszym interesie dziecka" i ma obowiązek zgłaszania do Barnevernetu swoich wszelkich „obaw". Prawdziwe metody obserwacji i oceny praktycznie jednak nie istnieją.

Norweski system publicznej opieki nad dziećmi jest niewątpliwie intratnym przemysłem, przynoszącym jednak korzyści na ogół tym jego uczestnikom, którzy pracują za wynagrodzenie, a jedynie z rzadka dzieciom. Skutki, jakie niesie ze sobą wdrażanie w życie tego rodzaju ideologii, są widoczne w statystykach. Osoby, które dorastały choćby częściowo pod pieczą Barnevernetu, radzą sobie znacznie gorzej niż ich rówieśnicy – także ci, którzy dojrzewali w bardzo trudnych warunkach społecznych, ekonomicznych i osobistych, ale z własnymi rodzicami. Relacja miłości między dzieckiem a jego własnymi rodzicami jest unikalna i cenniejsza niż jakiekolwiek jej zamienniki.

Dla zamieszkujących Norwegię polskich rodzin obecność konsula Kowalskiego – osoby o dużej świadomości etycznej, oferującej pomoc w tragicznej sytuacji zagrożenia, zachodzącej, gdy podejmowane są interwencje ze strony Barnevernetu – była rzeczywiście niezwykłym błogosławieństwem. Dla społeczeństwa norweskiego zmuszenie doktora Kowalskiego do wyjazdu oznacza, że również ono traci cechujące go wnikliwość i odwagę. Autor - OPIS: Autorka pracowała jako profesor lingwistyki na Uniwersytecie w Bergen, obecnie przebywa na emeryturze. Była członkiem naukowej rady doradczej przy Stiftelsen för rättspsykologi (Fundacji Psychologii Sądowej) w Sztokholmie. Występowała jako biegły w sprawach dotyczących ochrony dzieci przed norweskimi okręgowymi radami pomocy społecznej oraz sądami

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA