fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ranking bibliotek

Już nie wystarczy, że rodzic czyta dziecku

materiały prasowe
Akcje, które kształtują nawyki czytelnicze u dzieci, powinny także dorosłych motywować do czytania – uważa Dariusz Jaworski, dyrektor Instytutu Książki.

Jaki jest cel rankingu bibliotek?

Poprawa czytelnictwa w Polsce.

Brzmi to bardzo ogólnie.

Przychodząc w 2016 r. do Instytutu Książki i dokonując zmian, zmierzaliśmy do tego, żeby czytelnictwo nie było tylko hasłem wpisanym w statut Instytutu, ale żeby je rzeczywiście poprawić. Nie tylko poprzez programy ministra i poprzez udział w jednorazowych wydarzeniach, tzw. eventach, np. przy okazji letnich festiwali muzycznych, kiedy to na spotkania czytelnicze przychodzą ci, którzy i tak na co dzień czytają. Od początku bowiem usiłujemy dotrzeć do tych grup, które już dawno odeszły od czytania albo właśnie od niego odchodzą. Biblioteki są bazą naszych działań, a ranking tylko jednym z szeregu elementów, choć bardzo ważnym.

Ustrój bibliotek w Polsce jest rozproszony.

To system, który trzeba czytać łącznie. Mamy biblioteki publiczne, które podlegają samorządom, jest ich ok. 8 tys. Istnieją biblioteki szkolne podporządkowane Ministerstwu Edukacji Narodowej. Obydwa systemy za słabo ze sobą współdziałają, ustawa nie pozwala korzystać z bibliotek szkolnych nikomu poza uczniami i nauczycielami. Mamy też szereg bibliotek specjalistycznych – uniwersyteckich, pedagogicznych itd.

Instytut Książki odpowiada więc tylko za ten pierwszy rodzaj.

Tak. Obok Biblioteki Narodowej oraz MEN jesteśmy jednym z podmiotów odpowiedzialnych za realizację Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa.

Co ciekawe, w tym programie nie odpowiadacie państwo za zbiory, tylko za inwestycje w infrastrukturę bibliotek.

Kończy się właśnie druga edycja pięcioletniego programu, trwają prace nad kolejnym. To znaczy, że co roku, przez dziesięć ostatnich lat, mieliśmy do wydania 30 mln zł na budowę, remont, modernizację i wyposażenie bibliotek w miejscowościach do 50 tys. mieszkańców. Każda biblioteka ubiegająca się o dofinansowanie może dostać nawet 2 mln zł na inwestycję. Resztę pieniędzy – np. w przypadku budowy lub gruntownej modernizacji – musi wyłożyć samorząd.

Początkowo program cieszył się takim sobie powodzeniem, ale obecnie wartość wniosków dziesięciokrotnie przekracza nasze możliwości finansowe. Choć i tak wicepremierowi prof. Piotrowi Glińskiemu udało się przyznać dodatkowe 10 mln zł w latach 2019 i 2020.

Widać efekty?

W tym tygodniu jadę do Jarocina, gdzie na remonty i wyposażenie oraz adaptację nowego budynku – Kamienicy Kultury – biblioteka dostała od nas 1,5 mln zł. W obecnej edycji programu aż 226 obiektów zostało lub zostanie zmodernizowanych, ponad połowa to budowy i przebudowy. Są wśród nich biblioteki, które dopiero za piątym razem dostawały dofinansowanie na rozwój. Po tych próbach poznajemy, którym samorządom zależy na kulturze i na bibliotekach. Widać było determinację ludzi i ich zaangażowanie.

Jak do rozwoju infrastruktury ma się ranking?

Nie jest tajemnicą, że w zmodernizowanej bibliotece dużo lepiej rozwijają się projekty merytoryczne i powstają ciekawe inicjatywy. W Jarocinie spotkam się z grupą, która chce rozwijać projekt bibliobusów, czyli bibliotek na kółkach. Spróbuję im podpowiedzieć, jak mają się starać o środki na ten projekt.

Ranking motywuje bibliotekarzy i samorządy. A co daje Instytutowi Książki?

Ranking jest papierkiem lakmusowym, dzięki któremu możemy zmierzyć, czy działania, które podejmujemy, są skuteczne.

Kiedy patrzy pan na wyniki rankingu, co pan z nich czyta?

Zacznijmy od samego czytelnictwa. Na razie, jak widzimy dzięki corocznym badaniom Biblioteki Narodowej, liczby oscylują na podobnym poziomie od kilku lat.

Czyli że 37–38 proc. Polaków sięgnęło co najmniej po jedną książkę w roku. To zadowalający wynik?

Można spojrzeć na to jak na szklankę do połowy pełną, czyli z podejściem: dobrze, że nie spada. Ale wynik będzie optymistyczny, tylko jeśli za chwilę ta wartość zacznie iść ku górze, bo to będzie oznaczać postęp.

Dlaczego rezygnujecie państwo z obecności na festiwalach muzycznych? To przecież najbardziej nośny dziś model uczestnictwa w kulturze.

Po prostu nie byliśmy w stanie wyliczyć efektywności naszej obecności na wydarzeniach tego typu. A kosztowała nas ona zbyt dużo – i pracy, i pieniędzy.

Co w zamian?

Uznaliśmy, że wszystkie zadania, które podejmujemy, muszą się opierać na systemowym, konsekwentnym działaniu. Uciekamy od działań, które mają efekciarski i jednostkowy charakter. One się oczywiście pojawiają, bo czasami trzeba takie rzeczy robić, ale jest ich niedużo i staramy się przeznaczać na nie niewiele pieniędzy. Wolimy działać systematycznie, zgodnie z duchem pracy organicznej. Symbolem tego jest trwająca od 2017 r. kampania „Mała książka – wielki człowiek". Opiera się ona na tzw. startbookach, książkach dla dzieci w wieku 0–3 lat z instrukcją dla rodziców, które są rozdawane w szpitalach położniczych. Teraz wydaliśmy „Pierwsze czytanki dla..." skierowane do dzieci pomiędzy 4. a 6. rokiem życia.

Ilustracje do tej książki wykonał Józef Wilkoń, a są w niej wiersze m.in. Wandy Chotomskiej, Joanny Kulmowej, Grzegorza Kasdepke, Michała Rusinka. To ambitna książeczka. Dużo tekstu, mniej ilustracji.

Ambitna, bo chcemy zachęcić do czytania nie tylko dzieci, ale i – może nawet bardziej – dorosłych. Bo to przecież oni czytają dziecku mającemu kilka lat. Stąd nacisk na tekst, bo chcemy, żeby to była książeczka do wspólnego czytania. Przygotowujemy już kolejną książkę dla starszych dzieci: 7–9 lat.

A co dla nastolatków?

Trwa akcja Czytaj.pl., którą w 2013 r. zapoczątkowało Krakowskie Biuro Festiwalowe oraz firma Woblink, księgarnia elektroniczna związana z wydawnictwem Znak, dystrybuująca e-booki i audiobooki. Akcja polega na tym, że dostępnych jest 12 tytułów e-książek i 10 audiobooków, różnorodnych nowości wydawniczych, które można przez miesiąc za darmo pobrać poprzez kod QR na telefon lub tablet i przeczytać. Są tam np. „Ucho igielne" Wiesława Myśliwskiego, „Horyzont" Jakuba Małeckiego, „Dziewczyna o czterech palcach" Marka Krajewskiego. Instytut Książki jest partnerem strategicznym akcji, dołożyliśmy od siebie autorską inicjatywę „Upoluj swoją książkę". Rzecz polega na tym, że zachęcamy uczniów szkół średnich do włączenia się w akcję Czytaj.pl przy pomocy 1400 wolontariuszy nazywanych ambasadorami czytania, po dwóch w każdej szkole. Oni zachęcają pozostałych, by pobierali książki za pomocą QR kodu, nosząc go na koszulkach.

Jaki jest efekt akcji?

W zeszłym roku było 95 tys. pobrań. W tym roku już widzimy, że będzie znacznie więcej. Zależy nam, aby działać przez cały rok kalendarzowy. We wrześniu rozdaliśmy „Pierwsze czytanki" w szkołach podstawowych województwa małopolskiego – 30 tys. egzemplarzy dla dzieci, które poszły do pierwszej klasy. W 2020 r. chcemy to zrobić w całej Polsce. W listopadzie rozpoczęła się wspomniana akcja Czytaj.pl i „Upoluj swoją książkę". W grudniu ruszamy z kampanią związaną z startbookami oraz promocją czytelnictwa. We wszystkich inicjatywach staramy się tworzyć relacje na zasadzie trójkąta: angażować dzieci w rodzinie, w przedszkolu i szkole oraz – to trzeci bok trójkąta – w bibliotekach. Te ostatnie są nam bardzo wdzięczne, bo dzięki naszym akcjom rośnie im liczba użytkowników i wypożyczonych książek.

Badania czytelnictwa pokazują, że największy spadek następuje po 25. roku życia, kiedy człowiek kończy edukację instytucjonalną i idzie do pracy. Jak go powstrzymać?

To pytanie, na które nikt w Europie nie znalazł odpowiedzi. Co zrobić, żeby młodzi ludzie nie tracili nawyków czytelniczych, gdy wejdą w dorosłość? Pomyśleliśmy, że to jest czas, kiedy ludzie zakładają rodziny i w tym tkwi szansa. Akcje, które mają kształtować nawyki czytelnicze u dzieci, powinny także dorosłych motywować do czytania. Żeby czytając z dzieckiem, rodzic sam później sięgnął po książkę dla siebie.

—rozmawiał Marcin Kube

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA