fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Radcowie

Samorząd radcowski musi ewoluować – bez rewolucji - rozmowa z Moniką Całkiewicz, kandydatką na dziekana OIRP w Warszawie

Monika Całkiewicz
materiały prasowe
Obecna wicedziekan stołecznych radców prawnych Monika Całkiewicz zdecydowała się kandydować na funkcję dziekana OIRP w Warszawie. W rozmowie z „Rzeczpospolitą" zdradza, jak sobie wyobraża dowodzenie największą izbą w kraju.

Studia prawnicze, praca w kancelarii, aplikacja radcowska, egzamin zawodowy i wreszcie wymarzona toga. Tak wygląda typowa droga do zawodu radcy prawnego. A jak było u pani?

W 1999 r., zaraz po studiach, rozpoczęłam aplikację prokuratorską. Po egzaminie prokuratorskim zostałam asesorem, a potem prokuratorem Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów. To nie był przypadkowy wybór, bo od drugiego roku studiów byłam zakochana w prawie karnym i wiedziałam, że chcę praktykować jako karnistka. Aplikacja prokuratorska była więc naturalnym wyborem. Na listę radców prawnych wpisałam się, kiedy moje drogi z prokuraturą się rozeszły. W pewnym momencie niemożliwe okazało się łączenie pracy naukowej, z której nie chciałam rezygnować, z pracą prokuratora.

Naturalnym wyborem dla prawnika karnisty wydawać się mogła adwokatura.

To prawda. Tym bardziej że w tamtym okresie radcowie nie mieli – choć wiele się już o tym mówiło – uprawnień do występowania w procesie karnym w charakterze obrońców. Miałam jednak okazję wcześniej przyjrzeć się organizacji samorządu radcowskiego. Jeszcze jako prokurator zostałam zaproszona do grona wykładowców na aplikacji radcowskiej. Miałam też świadomość, że izba warszawska jest świetnie zorganizowana, a wykonywanie zawodu radcy daje mi największą elastyczność. Miałam dobre przeczucie – dziś jestem pracownikiem dydaktyczno-naukowym, prorektorem Akademii Leona Koźmińskiego, praktykuję w sprawach karnych jako radca prawny, a dodatkowo od ponad trzech lat sprawuję funkcję wicedziekana Rady OIRP w Warszawie, więc mam realny wpływ na funkcjonowanie swojego samorządu.

I jest pani gotowa stanąć na czele największej izby prawniczej w kraju?

W dotychczasowej historii izby warszawskiej jej dziekanem nie była osoba, która wcześniej wykonywała inny zawód prawniczy. Nigdy też, chociaż samorząd istnieje od niemal 40 lat, funkcji tej nie sprawowała kobieta. Mam inne doświadczenia niż poprzedni i obecny dziekan, co w świetle różnorodności naszego środowiska nie stanowi dziś problemu. Odpowiadając na pani pytanie wprost, gdybym nie czuła, że jestem w stanie odpowiedzialnie podjąć się tego zadania, z pewnością nie wysuwałabym swojej kandydatury. Kończę swoją działalność prorektora, bo ubiegam się o funkcję dziekana i jej zamierzam poświęcić się całkowicie.

Jakie wyzwania stoją przed panią i samorządem, którym chce kierować?

Kluczowe dla przyszłości samorządu i zawodu radcy prawnego jest dalsze wspieranie rozwoju zawodowego i ochrona interesów radców, np. zwiększenie ich szans na konkurowanie z tzw. kancelariami odszkodowawczymi, wsparcie w pozyskiwaniu klientów i stanie na straży tajemnicy zawodowej. Ogromne znaczenie ma dalsza budowa wizerunku radców prawnych w społeczeństwie – dziś nadal nie każdy wie, kim jest radca, więc nie szuka u niego pomocy prawnej. Mam pomysły, jak zacieśniać więzi samorządowe, jak wzmocnić zaangażowanie członków izby warszawskiej. Chcę też zaznaczyć naszą obecność w procesie kształtowania i stosowania prawa, w tym stworzyć w izbie ośrodek legislacji. To oczywiście tylko niektóre z moich planów. Sceptycy mogą powiedzieć, że w znacznej mierze to kontynuacja. I dobrze. Samorząd musi ewoluować. Rewolucja nie jest potrzebna.

Mówi się, że kobiety na kierowniczych stanowiskach wybiera się na czasy kryzysu. Co, gdyby doszło do połączenia adwokatów z radcami prawnymi pod auspicjami resortu sprawiedliwości?

Kobiety zarządzają inaczej niż mężczyźni. Mam podobno wiele cech męskich i jestem raczej z Marsa, choć większość życia spędziłam na Wenus, jeśli mamy się odnosić – żartobliwie – do płci mózgu. A odpowiadając zupełnie poważnie na pani pytanie, ta decyzja powinna wymagać zgody i porozumienia obu środowisk. Dobrze współpracujemy z adwokaturą, w tym ostatnio przy tak trudnych przedsięwzięciach jak organizacja kongresu FBE oraz konferencji World City Bar Leaders. Jestem też przekonana, że adwokaci i radcy prawni na co dzień dobrze kooperują i znajdują porozumienie, czego przykładem jest wiele kancelarii prowadzonych przez osoby wykonujące oba zawody. Po co jednak zmieniać to, co dobrze funkcjonuje i znajduje oparcie w naszej tradycji? Jestem zdecydowanie przeciwna rozwiązaniom „siłowym", mam nadzieję że politycy nigdy nie zadecydują za nas.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA