fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Pełczyńska-Nałęcz: Jak rozmawiać z Ukrainą

Za kontaktami polsko-ukraińskimi nie kryje się żadna strategiczna wizja – twierdzi autorka. Prezydenci Andrzej Duda i Petro Poroszenko spotkali się w miniony piątek.
PAP, Jacek Turczyk
Należy natychmiast ucinać wszelkie prowokacje, które mogą doprowadzić do polsko-ukraińskiego konfliktu etnicznego i jednoznacznie potępiać populistyczne i nacjonalistyczne ekscesy – pisze była ambasador RP w Moskwie.

Od momentu wejścia do Unii, czyli od ponad dekady, polska polityka wobec Kijowa była skupiona na strategicznym celu integracji Ukrainy ze Wspólnotą Europejską. Opierano się na trzech założeniach.

Po pierwsze, tworzenie „pax Europa" w otoczeniu UE jest procesem korzystnym i bezalternatywnym; po drugie, budowanie „Zachodu na Wschodzie" jest bardzo trudne, ale jednak możliwe; po trzecie, zimna wojna odeszła w przeszłość, a wraz z nią ograniczeniu uległy imperialne ambicje Rosji. Dzisiaj wszystkie te założenia są dalece nieoczywiste, a kontekst polsko-ukraińskich relacji zmienił się radykalnie.

Państwa na peryferiach

Unia z centrum przyciągania i źródła standardów coraz bardziej zmienia się w zagrożoną wyspę, która nie tyle „eksportuje" swoje rozwiązania, ile broni „stanu posiadania" przed atakami z zewnątrz. Transformacja na Ukrainie, nawet pod groźbą rosyjskich czołgów, przebiega z tak wielkimi oporami, że staje się oczywiste, iż modernizacja tego kraju zajmie dekady. Wobec kłopotów Zachodu i samej Ukrainy coraz bardziej wyraziste są natomiast działania Rosji, która otwarcie kwestionuje prawo krajów sąsiedzkich do pełnej suwerenności.

Roszczenia Moskwy wprawdzie nie są powrotem do zimnej wojny, ale stają się rewanżem, kontrnatarciem po klęsce w tej wojnie poniesionej. Od zimnej wojny obecną sytuację odróżnia m.in. to, że linia, za którą nie sięgają już ambicje Kremla, nie jest jasno wyznaczona, lecz płynna.

Aneksja Krymu, konflikt w Donbasie, prowokacyjne zachowanie na Morzu Bałtyckim, nie są niczym innym, jak próbą przesunięcia tej linii coraz bardziej na Zachód. Przy czym głównym polem konfrontacji o granice „rosyjskiej strefy wpływów" stała się właśnie Ukraina.

Przy wszystkich negatywnych konsekwencjach tego faktu wydawało się, że agresja Rosji będzie zdecydowanie sprzyjać przybliżaniu Kijowa do Unii. Częściowo tak się stało. Politykę wobec Ukrainy uznano za jeden z priorytetów Brukseli, czego efektem było m.in. zintensyfikowanie programów pomocowych dla Kijowa. Jednak równocześnie konflikt w Donbasie uruchomił proces mentalnego wypychania Ukrainy z przestrzeni europejskiej.

Część, zwłaszcza bardziej oddalonych, państw unijnych zaczęła postrzegać wojnę ukraińsko-rosyjską jako mętną rozgrywkę między „niecywilizowanymi" państwami postsowieckimi, w którą niepotrzebnie został uwikłany Zachód.

Dodatkowo wraz z przedłużaniem się wojny narasta obustronne zmęczenie: w Unii – grzęźnięciem reform i pleniącą się nad Dnieprem korupcją; na Ukrainie zaś pasywnością i brakiem jednoznacznego wsparcia ze strony UE w obliczu rosyjskiej agresji.

Inna też po zmianie władz jest sytuacja Warszawy. Polska nie jest już rosnącym w siłę przedstawicielem nowego pokolenia Europejczyków. Skłócona z Francją, na cenzurowanym w Brukseli, z chłodnymi relacjami z Berlinem, coraz bardziej postrzegana jest w Unii, a w efekcie także w Moskwie i Kijowie, jako „kresy Zachodu".

Można powiedzieć, że dzisiaj stosunki Warszawy z Kijowem to relacje unijnych peryferii z peryferiami Unii, które łączy strategiczne zagrożenie związane z polityką naszego wspólnego sąsiada – Rosji.

Do czego dążyć?

Dostrzeżenie nowej rzeczywistości polsko-ukraińskich stosunków, z wszystkimi jej problemami, słabością Zachodu i marginalizacją Polski, na pewno nie jest ani łatwe, ani przyjemne. Jednak bez zrozumienia nowych realiów polityka Warszawy wobec Kijowa jest skazana nie tylko na rytualne powielanie wyświechtanych sloganów, ale na bezcelowy dryf: co prawda dochodzi do wizyt i wzajemnych kontaktów, ale służą one tylko bieżącemu podtrzymaniu relacji i nie kryje się za nimi żadna szersza strategiczna wizja.

Tymczasem polityka wobec Ukrainy ma dzisiaj bardziej strategiczny wymiar niż kiedykolwiek w przeszłości. Stanowi bowiem klucz do powstrzymania, fundamentalnie niebezpiecznego dla Polski, procesu budowania geopolitycznych podziałów w naszej części Europy z wszystkimi tego konsekwencjami: uznaniem niektórych krajów za „mniej europejskie" i stosowaniem wobec nich „odmiennych" standardów bezpieczeństwa, a w efekcie akceptacją roszczeń Rosji do ograniczania suwerenności jej sąsiadów.

Polska jest zbyt słaba, aby całkowicie storpedować te niekorzystne tendencje. Może jednak je ograniczać. W relacjach z Ukrainą oznacza to przede wszystkim działanie na rzecz wzmocnienia ukraińskiej państwowości. Załamanie się państwa ukraińskiego byłoby kataklizmem, wywołałoby chaos, w obliczu którego wszystkie dotychczasowe zasady bezpieczeństwa europejskiego stanęłyby pod znakiem zapytania. Polska powinna też robić wszystko, co możliwe, by nie dopuścić do alienacji Ukrainy od Unii Europejskiej, czyli do sytuacji, w której tożsamość narodu i państwa ukraińskiego byłaby budowana w kontrze do Polski i Europy.

Co robić?

Przekładając te cele na język konkretnej polityki, można wskazać trzy przykładowe (a równocześnie szczególnie istotne) obszary działania.

Przede wszystkim Polska posiada unikalne kompetencje w sferze tworzenia i doskonalenia jakości funkcjonowania samorządów. W tej dziedzinie nasz wkład w stabilizację państwa ukraińskiego mógłby być naprawdę znaczący. Takie działania już są realizowane, ale ich zakres warto byłoby znacząco poszerzyć. Przy czym współpraca z Kijowem powinna być pokazywana w innych krajach Wspólnoty jako wykraczający poza stosunki dwustronne wysiłek Polski na rzecz stabilizacji sytuacji w regionie. Taka narracja budowałaby wizerunek Warszawy jako kraju biorącego współodpowiedzialność za europejskie bezpieczeństwo.

Trzeba też pamiętać, że polityka wobec Ukrainy jest ściśle związana z polską polityką wewnętrzną. Propolskie i proeuropejskie myślenie Ukraińców kształtuje się m.in. poprzez doświadczenie ponadmilionowej społeczności migrantów przebywającej dzisiaj w naszym kraju. Dla naszych stosunków ma ogromne znaczenie, czy obywatele Ukrainy czują się w Polsce szanowani i bezpieczni, czy też zaszczuci i poniżani. Dlatego fundamentalnie istotne jest ucinanie na pniu wszelkich prowokacji, które mogą doprowadzić do polsko-ukraińskiego konfliktu etnicznego. W żadnym razie nie chodzi tu o ograniczanie nawet najtrudniejszych dyskusji historycznych, lecz o jednoznaczne potępienie populistycznych i nacjonalistycznych ekscesów, takich jak niszczenie pomników czy palenie ukraińskiej flagi. Należy pamiętać, że na Ukrainie też są nacjonaliści, jest mniejszość polska, polskie miejsca pamięci i cmentarze. Spirala obustronnych incydentów bardzo szybko może wymknąć się spod kontroli i doprowadzić do zbudowania mentalnego muru, który sparaliżuje możliwości współpracy polityków po obu stronach.

Wreszcie niezwykle ważne jest poszukiwanie przestrzeni do wspólnych działań międzyrządowych przynoszących obu stronom wymierne korzyści, a równocześnie mających szerszy niż tylko bilateralny wymiar. Takim wyzwaniem jest niewątpliwie wspólna granica. Jej przepustowość decyduje o efektywności kontaktów ekonomicznych i turystycznych.

Kwestia granicy ma też wymiar europejski. Po zniesieniu wiz dla obywateli Ukrainy, co najprawdopodobniej nastąpi w najbliższym czasie, liczba zainteresowanych przyjazdem do Polski zacznie wzrastać. Byłoby dobrze, aby polsko-ukraińska granica stała się nie barierą, ale bramą do Unii.

Granica ma też bardzo ważny wymiar międzyludzki – to pierwsze miejsce, w którym obywatele Ukrainy stykają się z Polską, a często także Unią. Jakość obsługi, stosunek urzędników do podróżujących, w ogromnym stopniu kształtuje percepcję Wspólnoty w ogóle, a naszego kraju w szczególności. W 2013 r. Fundacja Batorego opublikowała raport „Granica do naprawy". Część postulatów w nim zawartych została spełniona, większość pozostaje jednak ciągle aktualna.

Potrzebna jest zmiana w organizacji pracy, ulepszenie modelu kontroli granicznej, a także unowocześnienie infrastruktury (przy czym często wystarczy dobudowanie odcinka drogi lub udogodnień na już istniejących przejściach). Wreszcie potrzebne są szkolenia dla służb celnych i granicznych, aby zminimalizować ciągle bardzo częste przypadki wulgarnego i niegrzecznego traktowania podróżnych z Ukrainy.

Polsko-ukraińska granica przy odpowiedniej woli politycznej może stać się nie tylko wehikułem dobrosąsiedzkiej współpracy między naszymi krajami, ale także modelowym przykładem przełamywania powstających w Europie mentalnych i geopolitycznych podziałów.

Autorka w latach 2014–2016 była ambasadorem RP w Moskwie. Wcześniej pracowała m.in. w MSZ, Polsko-Rosyjskiej Grupie do spraw Trudnych oraz w Ośrodku Studiów Wschodnich

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA