fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Referendum wzmacnia demokrację

Fotorzepa
Tego głosowania nie wolno nam zbojkotować. Referenda budują społeczeństwo obywatelskie – uważa publicysta.

Jeszcze się nie zdarzyło, żeby dwa rzeczywiście demokratyczne państwa wywołały między sobą wojnę. Jest to jeden z koronnych argumentów dla tych osób, które uważają, że demokracja jest najlepszą formą rządów. Na pewno nie doskonałą, ale najlepszą. Dlatego warto budować demokrację oraz rozwijać instytucje i praktyki, które ją wspierają.

Uczciwe i dobrze zorganizowane referenda każdą demokrację wzmacniają, angażują obywateli do aktywności i pomagają tworzyć płaszczyznę do dyskusji i analiz. Zaangażowanie i aktywność obywateli jest bowiem fundamentem każdej demokracji.

Korea Północna też ma JOW

Uczciwie i efektywnie zorganizowane referendum może być wspaniałym świętem demokracji i całego państwa. Uczciwie znaczy w taki sposób, aby wszystkie strony społecznego sporu miały równe szanse na przedstawianie swoich racji i argumentów. Efektywnie zorganizowane znaczy w taki sposób, aby jak największa liczba obywateli mogła się wypowiedzieć.

W mojej ocenie referendum zaproponowane przez prezydenta Bronisława Komorowskiego ma bardzo duże braki w obu tych obszarach. Intencja zorganizowania referendum w tak krótkim czasie była nieuczciwa, wynikała z pobudek czysto koniunkturalnych. Termin wrześniowy, gdy wiele środowisk najbardziej twórczych jest na wakacjach (lub pisze poprawkowe sesje), urlopie czy za granicą, powoduje, że jeśli chodzi o zebranie opinii obywateli, referendum będzie zupełnie nieefektywne.

Z punktu widzenia czysto ekonomicznego wszystkie pytania referendalne powinniśmy łączyć z innymi głosowaniami. Dlaczego równocześnie z wybieraniem posłów czy samorządowców nie możemy odpowiedzieć na parę pytań referendalnych? Tak robią kraje bogatsze od nas.

Każde referendum powinno mieć jasno sprecyzowane pytania. Ruch JOW od kilkunastu lat apeluje o referendum w sprawie ordynacji wyborczej. W swoim projekcie proponował pytanie: „Czy jesteś za wybieraniem 460 posłów na Sejm, w 460 okręgach wyborczych, w jednej turze i przy takiej samej procedurze zgłaszania kandydatów na posłów dla obywateli i partii politycznych?". Niestety, prezydent Komorowski zaproponował inne pytanie: „Czy jesteś za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu?".

Co to znaczy? Czy jeśli 100 proc. Polaków odpowie na to pytanie „tak", a posłowie wprowadzą 230 okręgów jednomandatowych i 230 posłów z nominacji partyjnej, to wola wyborców będzie rozpatrzona pozytywnie? Jeżeli chcemy poznać rzeczywistą wolę suwerena, czyli narodu, trzeba zadawać precyzyjne pytania. Inaczej to jest tylko bicie piany lub czcze gadanie. Korea Północna też ma jednomandatowe okręgi wyborcze.

Pytanie dotyczące sposobu finansowania partii politycznych też jest nieprecyzyjne, bowiem brzmi „Czy jesteś za zmianą finansowania partii politycznych?". Jeśli ktoś uważa, że dotacje z budżetu państwa powinny być dwa razy większe niż obecnie, powinien głosować tak samo jak ta osoba, która chce, aby partie finansowały się wyłącznie ze składek swoich członów.

Pytanie trzecie straciło rację bytu, bowiem Sejm już wprowadził odpowiednią zmianę, aby wątpliwości w prawie podatkowym były rozpatrywane na korzyść podatnika. Swoją drogą, takie postępowanie wydaje się oczywiste i polski Sejm powinien tego typu prawne błędy niezwłocznie usuwać.

Skoro zaplanowane referendum jest tak niedoskonałe, rodzi się pytanie, czy w ogóle warto brać w nim udział. I tutaj odpowiedź jest tylko jedna. Absolutnie trzeba głosować. Prezydent, który zafundował nam tak niedoskonałe referendum, już został ukarany werdyktem wyborczym.

Potrzebny sprawny gospodarz

Zbojkotowanie udziału w referendum będzie głosem przeciw demokracji, a nie przeciw naszym nieudolnym reprezentantom. Będzie też zlekceważeniem obywatelskiej pracy wielu tysięcy ludzi, którzy zaangażowali się w debatę o sprawach, których dotyczy referendum.

Górnolotnie mogę też napisać, że w naszej historii wiele tysięcy ludzi oddało życie, żebyśmy mogli żyć w demokratycznym państwie i głosować. Jeśli nie wiemy, co odpowiedzieć na niektóre pytania – nie odpowiadajmy. Możemy też oddać nieważny głos, nie stawiając żadnego krzyżyka.

Iść jednak trzeba, bowiem każde referendum, nawet tak niedoskonałe jak to, buduje społeczeństwo obywatelskie i polską demokrację. A to jest bardzo duża wartość. Niestety, z powodu braku kompetencji obecnie rządzących nie udało nam się z tego referendum zrobić wielkiego święta demokracji, szeregu merytorycznych debat i polemik. Nie znaczy to jednak, że w referendum nie należy brać udziału.

Ja od lat jestem zwolennikiem wprowadzenia w Polsce JOW na wzór brytyjski – 460 okręgów, prosta procedura zgłaszania kandydatów, jedna tura głosowania, transparentne liczenie głosów. Uważam, że bolączką Polski jest ciągłe gadanie o problemach zamiast ich rozwiązywania.

Winę za ten stan ponosi w dużej mierze ordynacja wyborcza, która powoduje, że od 1989 mamy nieustannie rządy koalicyjne i coraz mniej wyrazistych, zdecydowanych i odważnych polityków. Rządy koalicyjne z definicji są słabsze od rządu jednej partii. A w Polsce potrzebny jest sprawny gospodarz, który będzie kontrolowany przez sprawną opozycję. Do takiego scenariusza politycznego prowadzi właśnie ordynacja wyborcza na wzór brytyjski.

Nie zostawiajmy tej decyzji innym

Sprawny rząd jest potrzebny zwłaszcza w czasach kryzysowych i trudnych. Od 1989 roku Polska cierpi na słabą egzekutywę. Wprowadzenie JOW na wzór brytyjski spowoduje, że partia rządząca nie będzie zwalała porażek na koalicjanta, ale będzie realizowała swój program wyborczy. Zrobi to dobrze – wygra kolejne wybory. Zrobi źle – przegra, i opozycja obejmie władzę.

Niestety, w wyniku referendum naród nie odpowie, czy chce JOW na wzór brytyjski, francuski, australijski, niemiecki czy północnokoreański. Namawiam jednak, żeby każdy Polak wziął udział w tym głosowaniu i powiedział, że chce dyskusji nad ordynacją.

Ordynacja wyborcza, obok konstytucji, jest najważniejszym dokumentem w każdym państwie. Nie można decyzji w tej sprawie zostawiać innym. Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jak chce wybierać swoich przedstawicieli. Na demokrację bezpośrednią jesteśmy za dużym krajem. W interesie każdego z nas jest to, żeby mechanizm wyłaniania posłów na Sejm był najlepszy. Nie odpuszczajmy tego tematu. Idźmy na referendum 6 września.

Autor jest prezesem Stowarzyszenia Normalne Państwo. Zawodowo związany z branżą teleinformatyczną. Ekspert Instytutu Sobieskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA