Reklama

Siergiej Andriejew: To nie Rosja była agresorem

Zarówno władze gruzińskie, jak i zewnętrzni „kuratorzy" Tbilisi już dawno powinni uznać istniejące w regionie realia geopolityczne – pisze ambasador Rosji w Warszawie.
Siergiej Andriejew od sierpnia 2014 r. jest ambasadorem Federacji Rosyjskiej w Polsce. Wcześniej był

Siergiej Andriejew od sierpnia 2014 r. jest ambasadorem Federacji Rosyjskiej w Polsce. Wcześniej był m.in. ambasadorem w Angoli i Norwegii oraz członkiem Kolegium MSZ Rosji.

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Odpowiadając na artykuł pani chargé d'affaires ambasady Gruzji w Polsce („Wojna hybrydowa trwa nadal", Nino Baakaszwili, opublikowany w „Rzeczpospolitej" 6 sierpnia 2021 roku), pragnę przypomnieć, co następuje. W nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 roku to nie „Rosja przeprowadziła militarną agresję przeciwko Gruzji", lecz reżim ówczesnego prezydenta Gruzji Saakaszwilego zaatakował mieszkańców Osetii Południowej i rosyjskie siły pokojowe – gruzińskie siły zbrojne najpierw poddały zmasowanemu ostrzałowi jej miejscowości, w tym stolicę Cchinwali, a następnie rozpoczęły inwazję na dużą skalę przy wsparciu czołgów i lotnictwa. Zostało to udokumentowane w sprawozdaniu międzynarodowej komisji śledczej ds. konfliktu na Kaukazie, działającej w latach 2008–2009 pod auspicjami Unii Europejskiej.

Rosja jako gwarant porozumienia z Dagomysu z 1992 roku w sprawie uregulowania konfliktu między Gruzją a Osetią Południową oraz w odpowiedzi na zabójstwa przez gruzińskich żołnierzy ludności cywilnej i członków rosyjskich sił pokojowych, w bardzo krótkim czasie przeprowadziła skuteczną operację przymuszenia agresora do pokoju.

Ponieważ ówczesne zbrodnicze kierownictwo Gruzji poprzez swoje szalone działania przekreśliło wszelkie nadzieje na istnieje Abchazji i Osetii Południowej w ramach jednego państwa z Gruzją, 26 sierpnia 2008 roku Rosja uznała te republiki za suwerenne i niepodległe państwa, a obecnie rozwija z nimi współpracę sojuszniczą, m.in. w zakresie zapewnienia im obrony i bezpieczeństwa.

Nie jest zgodne z rzeczywistością twierdzenie mojej gruzińskiej koleżanki, że „Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał werdykt w sprawie wojny rosyjsko-gruzińskiej z 2008 roku i jej następstw". Trybunał zgodził się ze stanowiskiem strony rosyjskiej, że wydarzenia z 8–19 sierpnia 2008 roku, kiedy to rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły operację przymuszenia agresora do pokoju i faktycznie miały miejsce działania bojowe, nie podlegają jurysdykcji ETPC.

W Rosji utrzymuje się tradycyjnie przyjazne nastawienie do narodu gruzińskiego. Jesteśmy gotowi na odbudowę stosunków między naszymi państwami w takim stopniu, w jakim strona gruzińska jest na to gotowa. Jednak zarówno władze gruzińskie, jak i zewnętrzni „kuratorzy" Tbilisi już dawno powinni uznać istniejące w regionie realia geopolityczne, pozostawić marzenia o „reintegracji" Abchazji i Osetii Południowej do Gruzji i budować z nimi relacje oparte na zasadzie równouprawnienia i wzajemnym szacunku.

Reklama
Reklama

Tytuł i lead pochodzą od redakcji

Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Jak zorganizować wysyłkę tak, żeby była przewidywalna i gotowa na skalowanie biznesu?
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Czerwone granice międzynarodowej polityki
Publicystyka
Konrad Szymański: Nad SAFE unosi się długi cień Zbigniewa Ziobry
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama