fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Zamach w Berlinie. Śledczy badają, jak zginął polski kierowca

AFP
Ruszyło krajowe śledztwo w sprawie zabójstwa polskiego kierowcy i zamachu terrorystycznego w Berlinie.

Postępowanie dotyczy zabójstwa Polaka „w celu zaboru ciężarówki i posłużenia się nią jako narzędziem do ataku na grupę ludności zgromadzoną na jarmarku świątecznym w Berlinie". Ze względu na rangę zdarzenia postępowanie poprowadzi Zachodniopomorski Wydział do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie.

Jak podaje Prokuratura Krajowa, z zebranych dotąd materiałów „w sposób niebudzący żadnych wątpliwości" wynika, że polski kierowca został zabity, a sprawca ukradł ciężarówkę z naczepą, należące do polskiego przedsiębiorcy. „Czyny te stanowiły przygotowanie do popełnienia przestępstwa zbrodni przeciwko ludzkości wobec grupy ludności zgromadzonej na jarmarku świątecznym w Berlinie" – zaznacza Prokuratura Krajowa.

Tymczasem – według nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej" – funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji na prośbę niemieckich służb już we wtorek wieczorem w mieszkaniu kierowcy zabezpieczyli należące do niego przedmioty pozwalające uzyskać próbki DNA i zawieźli je do Berlina. Mają one posłużyć do pełnego potwierdzenia jego tożsamości (bliscy ofiary zidentyfikowali ciało). Policjanci CBŚP przesłuchali też m.in. właściciela firmy przewozowej, do której należała ciężarówka, i zabezpieczyli dane z GPS. Dzięki urządzeniu, w jakie była wyposażona ciężarówka, wiedziano, gdzie i jak się przemieszcza. Dane z GPS dostarczają więc cennej wiedzy.

Co ustaliła polska policja? Rano w poniedziałek kierowca – 37-letni Łukasz W. – przyjechał z Włoch do Berlina. Ponieważ towar, jaki przewoził, miał być rozładowany dopiero następnego dnia, zaparkował w pobliżu firmy, w której miał go zostawić. Około południa kierowca rozmawiał telefonicznie z właścicielem firmy w Polsce. Mówił, że to „arabska" dzielnica, Niemców widział tylko w biurze, miał wspomnieć, że się boi.

Żona kierowcy ostatni raz kontaktowała się z nim kilka minut przed godziną 15. Miał jej powiedzieć, że zamierza się udać do pobliskiego sklepu Aldi, by kupić sobie coś do jedzenia. Wszystko wskazuje na to, że była to jego ostatnia rozmowa.

Z informacji z GPS wynika, że godzinę po rozmowie z żoną w ciężarówce był wyłączony zapłon. Niedługo później odnotowano pewne ruchy auta – silnik był odpalany, gaszony, ktoś podjeżdżał do przodu, cofał. – Jakby ktoś, kto kierował tym samochodem, uczył się jeździć – mówił w mediach Ariel Żurawski, właściciel firmy przewozowej.

Około dwie godziny przed zamachem silnik cały czas był uruchomiony, chociaż pojazd w zasadzie się nie poruszał. Około 19.30 ciężarówka zaczęła się przemieszczać, co może wskazywać, że ruszyła w stronę jarmarku świątecznego.

Żurawski twierdzi, że według policji kierowca musiał przed śmiercią walczyć – na co wskazują jego obrażenia.

– Łukasz miał 180 cm wzrostu i ważył 120 kg, więc jedna osoba nie dałaby mu rady. Chyba że został zaatakowany podczas wsiadania do kabiny, przez zaskoczenie – mówił.

Polska prokuratura wszczęła śledztwo z urzędu – może to zrobić w sytuacji, gdy cudzoziemiec popełnił za granicą czyn zabroniony skierowany m.in. przeciwko interesom Polski i obywatela polskiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA