Matka dziecka zeznała władzom, że uwierzyła kobiecie i zabrała swojego dwumiesięcznego syna spod jej opieki. Gdy wyjmowała dziecko z fotelika samochodowego, odkryła, że jest zimne i nie oddycha. Rozpoczęła akcję reanimacyjną, a w tym czasie jej siostra zadzwoniła po służby ratunkowe, jednak nie udało się uratować niemowlaka.
Opiekunka od października pozostaje w areszcie. Sąd w ubiegłym tygodniu przedłużył jej areszt. Kobieta może wyjść na wolność po wpłaceniu 500 tys. dolarów kaucji.
Do zdarzenia doszło w październiku. Według ustaleń prokuratury, matka zostawiła swojego syna pod opieką kobiety około godziny 16. Dwie godziny później dostała od niej wiadomość tekstową, w której opiekunka informowała o tym, że została wymieniona w lokalnym dzienniku jako oskarżona o wykorzystywanie dzieci.
Opiekunka dodała, że w konsekwencji nie wolno jej przebywać z dziećmi i poprosiła matkę, aby nie mówiła nikomu, że troszczy się o jej syna.
Matka odebrała swoje dziecko ok. godziny 21. Od opiekunki usłyszała, że syn śpi, co było normalne, biorąc pod uwagę godzinę. Gdy chciała wyjąć syna z samochodu, odkryła, że jego nogi są sztywne.
Opiekunka zeznała, że dziecko zmarło pod jej opieką. Dodała, że nie poinformowała o całym zdarzeniu pogotowia, nie próbowała również sama go ratować.
Gdy około godziny 18:30 do domu wrócił jej partner, nie powiedziała mu o śmierci dziecka. Ubrała niemowlę i włożyła je do samochodu. Razem z chłopakiem i swoim synem pojechali do McDonalda. Gdy matka odbierała później syna, specjalnie zasłoniła mu czapką oczy, by kobieta nie nabrała podejrzeń. Oskarżona po przekazaniu martwego dziecka pojechała z partnerem i własnym synem na basen.
Lekarz stwierdził, że dziecko zmarło w wyniku trzech uderzeń w głowę.