fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Taniejące mięso wysyła rolników na autostrady

Adobe Stock
Piątkowa blokada drogi pod Piotrkowem Trybunalskim zwróciła uwagę jedynie mediów branżowych, rolnicy sięgnęli więc po dużo cięższy arsenał. W środę 12 grudnia zablokowali autostradę A2, powodując gigantyczne utrudnienia w ruchu i korek sięgający 10 km.

Około godziny 7 rano rolnicy zablokowali pas autostrady w stronę Warszawy na wysokości Brwinowa. Zdaniem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad protestowało stu rolników, zdaniem organizatorów – dwa razy więcej. Według policjantów zaś, jak informuje Tygodnik Rolniczy, protest był zgromadzeniem niezarejestrowanym, dlatego policjanci wylegitymowali uczestników blokady.

Rolnicy domagali się od rządu pilnego zajęcia się rekordowo niskimi cenami trzody chlewnej w polskich skupach – i wszystkimi wynikającymi z tego negatywnymi konsekwencjami dla rolników. Żądali także rozwiązania problemów producentów trzody z terenów poszkodowanych przez Afrykański Pomór Świń. Krytykowali dotychczasową walkę z ASF, domagali się dymisji głównych władz krajowej weterynarii, a także domagali się sprawnej wypłaty rekompensat dla gospodarstw, w których wybito świnie ze względu na ogniska ASF. Tymczasem gospodarstwa, które zdaniem kontrolujących służb weterynaryjnych nie prowadziły bioasekuracji, często dostają odmowę wypłaty rekompensat, a straty potrafią sięgać dziesiątków tysięcy złotych.

Wbrew pozorom jednak, w proteście na autostradzie brali udział nie tylko producenci wieprzowiny z terenów zagrożonych przez ASF, ale także rolnicy z terenów, gdzie wirus jeszcze nie dotarł, województwa kujawsko-pomorskiego, łódzkiego, a także rolnicy, którzy w ogóle chowem trzody się nie zajmują. – Bo to jest duży problem, rolnicy się przebranżowią, zajmą się hodowlą bydła czy produkcją roślinną i znowu pojawi się jakiś problem. To nasza wspólna sprawa – mówi „Rzeczpospolitej" Michał Kołodziejczak, organizator protesty z nowej organizacji rolniczej Agro Unia. Twierdzi, że nie chcieli rozmawiać z ministrem, który przyjechał do nich na rozmowy ok. godziny 10 rano. - Dla nas minister ma być skuteczny, nie będziemy patrzyli na obietnice. Strajk ma być uciążliwy z definicji. Liczyłem, że będzie się zachowywał normalnie, a pan minister przyjechał i krzyczał – mówi Kołodziejczak.

Rolnicy domagali się też większej przejrzystości funkcjonowania branżowych organizacji rolniczych - zmian przepisów, według których działają Izby rolnicze, audytu wydatków na organizacje rolnicze i kontroli finansów Funduszy Promocji Produktów Rolno-Spożywczych. Pojawiły się też transparenty z napisami m.in. „Chcemy żyć i pracować dla Polski, a nie być niewolnikami obcego kapitału w swoim kraju", „„Komu zależy na likwidacji gospodarstw rodzinnych", a nawet „Ardanowski – rzeźnik polskiej wsi". „Pejsak, Jurgiel, dwa bratanki, koniec polskiej gospodarki. Panowie uciekli, ASF pozostał". Strajk oprócz wyrazów poparcia zebrał także głosy krytyki za spowodowanie gigantycznych utrudnień w ruchu.

Blokadę zorganizowała nowa organizacja Agro Unia, nowa organizacja rolnicza powstała w Świętokrzyskiem. To był także jeden z kontrargumentów ministra, o czym mówił dziś rano w audycji „Sygnały Dnia" w I PR: - Mam wrażenie, że ten protest miał na celu zamanifestowanie, że powstała nowa organizacja. To, co przekazywali, było dyspozycjami tej organizacji dla rządu – mówił Jan Ardanowski. Minister uznał także, że nie rozumie postulatu zwiększenia wymiany handlowej z Rosją. - Ten postulat nie powinien być adresowany do ministra rolnictwa – powiedział.

Rolnicy założyli też żółte i pomarańczowe kamizelki, co miało teoretycznie nawiązywać do protestów we Francji. Tymczasem jednak polskie media informowały ostatnio, że francuskie służby badają, czy we wspieranie organizacji protestów we Francji nie były zaangażowane kontrolowane przez rosyjskie służby specjalne internetowe trolle oraz boty, a o polskich protestach napisał znany rosyjski portal propagandowy Sputnik News.

Blokada dróg sposobem na rozmowę

Rolnicy coraz częściej sięgają po blokadę dróg. W ubiegły piątek minister Ardanowski rozmawiał z rolnikami, którzy blokowali drogę pod Piotrkowem, chodząc po przejściu dla pieszych. Protest zorganizowała Solidarność Rolników Indywidualnych Powiatu Piotrkowskiego. Oni z kolei protestowali przeciwko zalewowi niskiej jakości, ale taniej trzody z zagranicy, co powoduje duże problemy polskich rolników ze zbytem produktów. - Praktycznie 95 proc. zakładów przetwarzających mięso wieprzowe bazuje na surowcu z Zachodu. My nie mamy gdzie sprzedawać. Zakłady odwołują wcześniej uzgadniane z nami terminy dostaw, jest bardzo zła sytuacja - mówi Janusz Terka, rolnik z gminy Łęki Szlacheckie, cytowany przez „Dziennik Łódzki".

Rozmowy z ministrem Ardanowskim zakończyły się obietnicami, że od poniedziałku zostaną wdrożone kontrole importowanego mięsa wieprzowego i jakości mięsa w supermarketach. Szef resortu rolnictwa obiecał także, że wystąpi do resortu finansów o przygotowanie wprowadzenia 23 proc. stawki podatku VAT w tuczu nakładczym. - Rolnicy wspólnie z ministrem wypracują umowę kontraktacyjną dla trzody – poinformowało ministerstwo rolnictwa na Twitterze.

Coraz więcej importu taniego mięsa

Ceny żywca w skupach tanieją od dłuższego czasu, średnia cena na początku grudnia wynosiła według ministerstwa rolnictwa 4,22 zł za kg. Rolnicy skarżą się, że ceny są tak niskie, bo zalewa nas importowane tanie mięso z zagranicy, mówią o dumpingowych cenach w dyskontach. Import wieprzowiny w tym roku faktycznie jest rekordowy. O ile Polska w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 r. wysłała za granicę 366 tys. ton, o 3,2 proc. więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Eksport osiągnął wartość 2,7 mld zł. Import mięsa jest niemal dwa razy większy, w tym samym czasie Polska sprowadziła 562 tys. ton, aż 8 proc. więcej niż przed rokiem. Mimo wzrostu ilości ton importowanego mięsa, wartość importu spadła o 4 proc. i wyniosła wg biuletynu informacyjnego resortu rolnictwa 4,48 mld zł. Wieprzowina trafia do Polski głównie z Niemiec, Belgii, Danii, Hiszpanii i Holandii, czyli największych europejskich producentów. Belgia zwiększyła w tym roku import do Polski o 16 proc., przegoniła Niemcy i stała się największym dostawcą taniejącego mięsa.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA