W listopadzie Carroll złożyła pozew przeciwko Trumpowi. Kobieta twierdzi, że obecny prezydent USA zaatakował ją w luksusowym domu towarowym Bergdorf Goodman na Manhattanie, w Nowym Jorku. Do napaści miało dojść jesienią 1995 lub wiosną 1996 roku.
Trump zaprzecza tym oskarżeniom. Twierdzi, że nigdy w życiu nie spotkał Carroll.
Teraz prawnicy kobiety domagają się od prezydenta dostarczenia próbki DNA. Dają mu na to czas do 2 marca.
Pozew Carroll obejmuje wyniki badań materiału genetycznego znaleziono na sukience, którą Carroll miała na sobie w momencie, kiedy Trump miał ją napastować.
Jak czytamy badanie sukienki wykazało, że najprawdopodobniej nie ma na niej śladów spermy, ale na sukience jest materiał genetyczny mężczyzny - wynika z treści pozwu.
Trump od początku przekonuje, że oskarżenia pod jego adresem są fałszywe i mają charakter pomówienia.
W oświadczeniu wydanym 30 stycznia Carroll stwierdziła, że sukienkę, którą miała na sobie w dniu domniemanego ataku, od tamtego czasu założyła tylko raz - do sesji na potrzeby artykułu w "New York Magazine" poświęconego jej książce.
"Niezidentyfikowane męskie DNA na sukience może dowieść, że Donald Trump nie tylko wie, kim jestem, ale także brutalnie napadł mnie w przebieralni Bergdorf Goodman, a potem zniesławił twierdząc, że kłamię na ten temat" - dodała.
Carroll przez 26 lat prowadziła kolumnę z poradami w magazynie "Elle".
Kobieta twierdzi, że Trump zaatakował ją w przebieralni domu towarowego Bergdorf Goodman, po tym jak wymuszał na niej, by przymierzała bieliznę. Trump miał popchnąć ją na ścianę, rozpiąć jej spodnie i "wkładać palce w jej miejsca intymne". Carroll twierdzi, że Trump robił to wbrew jej woli.