fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Ekspresowy sąd nad Trumpem

afp
Republikanie chcą do końca stycznia zakończyć w Senacie proces prezydenta, by oszczędzić mu wstydu.

– Takiego boomu gospodarczego świat jeszcze nie widział. Ameryka znów jest po stronie zwycięzców. I wyznacza wzór umów handlowych XXI wieku – na kilka godzin przed rozpoczęciem we wtorek procesu w Senacie amerykański przywódca odleciał z Waszyngtonu tak daleko, jak tylko się dało: do Davos. I tu, przed salą wypełnioną szefami największych korporacji świata, forsował tylko jedną myśl: jak znakomicie przełamał rzekomy marazm Stanów odziedziczony po Baracku Obamie. O możliwości odsunięcia go od władzy nie wspomniał.

Przede wszystkim gospodarka

To przemyślana strategia. Na początku tygodnia CNN opublikował sondaż, który nie jest dla Donalda Trumpa specjalnie korzystny. Dziesięć miesięcy przed wyborami prezydenckimi 43 proc. Amerykanów deklaruje w nim zaufanie do swojego przywódcy, a 53 proc. mu go odmawia. Jednak gdy idzie o stan gospodarki, proporcje są odwrotne: aż 55 proc. pytanych jest zadowolonych z osiągnięć Trumpa a 40 proc. – nie. To właśnie na fali tej ogromnej różnicy piętnastu punktów procentowych prezydent chce dopłynąć do reelekcji. I zamierza zrobić wszystko, by debata w Senacie mu w tym nie przeszkodziła.

Przeczytaj także: Prezydent Trump przed sądem

Czy to się uda, zależy w pierwszym rzędzie od tego, na ile demokraci przekonają umiarkowanych republikanów, że próba wymuszenia przez Biały Dom na ukraińskim prezydencie Wołodymirze Zełenskim materiałów kompromitujących głównego rywala Trumpa Joego Bidena w zamian za pomoc wojskową USA była działaniem podlegającym impeachmentowi. Alan Dershowitz, emerytowany wykładowca Uniwersytetu Harwarda i jeden z najsłynniejszych adwokatów kraju, oraz Kenneth Starr, który 20 lat temu występował jako prokurator w procesie impeachmentu Billa Clintona, zostali jednak zatrudnieni przez Trumpa, aby do tego nie doszło. Mają udowodnić, że w myśl zapisów konstytucji tylko przestępstwa o charakterze kryminalnym lub korupcyjnym mogą być powodem do odsunięcia prezydenta.

Przypadek Hastingsa

„New York Times” przypomina jednak, co Dershowitz mówił w 1998 r. w odniesieniu do Clintona: „z pewnością nie musi tu dojść do zbrodni. Jeśli ktoś całkowicie korumpuje urząd prezydenta i nadużywa pokładanego w nim zaufania oraz stanowi poważne zagrożenie dla naszej wolności, nie musi popełnić technicznie zbrodni, aby podlegał impeachmentowi”.

We wspomnieniach z procesu opracowania konstytucji James Madison pisze, że inspiracją dla amerykańskiej konstytuanty było funkcjonujące wówczas w Wielkiej Brytanii pojęcie „zdrady stanu i przestępstwa”. Jednym z jego przykładów był wówczas przypadek Warrena Hastingsa, zarządcy brytyjskich Indii, który został oskarżony przez parlamentarzystę Edmunda Burke’a o defraudację majątku, nadużywanie praw lokalnej ludności oraz łamanie wojskowego regulaminu. Stracił swoje stanowisko, choć osobiście nie dokonał żadnego występku.

Sięganie do tak odległych przypadków jest konieczne, bo przed Trumpem procesowi impeachmentu podlegało tylko dwóch prezydentów: poza Clintonem także Andrew Johnson w 1868 r. Richard Nixon wolał w 1974 r. ustąpić ze stanowiska, zanim rozpocznie się proces, który z powodu afery Watergate musiał się dla niego skończyć porażką.

Ale demokraci nie mają praktycznie żadnych szans na doprowadzenie do podobnego finału procesu Trumpa. Musieliby do tego przekonać 2/3 senatorów, a w izbie wyższej Kongresu mają tylko 45 na 100 mandatów.

Większe szanse na zwycięstwo rysuje się natomiast dla nich w sprawie procedury, która zostanie zastosowana w trakcie procesu. Chodzi w szczególności o to, czy Senat zyska swobodę przesłuchania wszystkich świadków, których przedstawią oskarżyciele. Jeden z nich, były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton, już zadeklarował, że jest gotowy złożyć takie zeznania. Uczestnik kluczowych spotkań z Trumpem w sprawie polityki wobec Ukrainy mógłby przedstawić opinii publicznej wiele faktów niewygodnych dla Białego Domu.

Ale i do tego najwyraźniej nie dojdzie. Co prawda wystarczyłoby, aby w tej sprawie na stronę demokratów przeszło czterech republikanów, ale amerykańska scena polityczna jest dziś tak spolaryzowana, że szanse na to są bardzo małe. Dwadzieścia lat temu regulamin procedowania impeachmentu Billa Clintona został przyjęty stosunkiem 100 do 0. Dziś głosowania w Senacie przebiegają jednak wzdłuż linii partyjnych, niezależnie od tego, czego dotyczą.

Spór dotyczy także kalendarza procedowania. Mitch McConnell, przewodniczący republikańskiej większości w Senacie, w porozumieniu z Białym Domem narzucił morderczy kalendarz obrad. Mają trwać tak krótko, jak na to pozwala regulamin. Chodzi o to, aby całe przesłuchanie i zamykające je głosowanie nad losem prezydenta zamknąć do końca stycznia. Wówczas Trump wystąpiłby 3 lutego w stanie Iowa, gdzie tak demokraci, jak i republikanie rozpoczną proces wyłaniania kandydata w wyborach prezydenckich, z czystą kartą.

– Efekt będzie taki, że najbardziej kompromitujące dla prezydenta zeznania usłyszymy w pośpiechu i o świcie, gdy cała Ameryka będzie spała – ostrzega Chuck Schumer, senator z Nowego Jorku i przewodniczący demokratycznej mniejszości w izbie wyższej Kongresu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA