Paweł Szaniawski, rp.pl: Trafnie wskazał pan Donalda Trumpa jako zwycięzcę wyborów prezydenckich. Wkrótce dodał pan jednak, że w trakcie kadencji najprawdopodobniej dojdzie do usunięcia Trumpa z urzędu. Na ile taki scenariusz jest prawdopodobny?

Czytaj także:

Allan Lichtman: Na pewno już najwyższy czas wszcząć odpowiednie procedury. Przecież istnieją zapisy w Konstytucji, które należy uruchomić wobec głowy państwa w przypadku pojawienia się na tyle poważnych zarzutów łamania prawa, że mogłyby one skutkować impeachmentem. Sam Donald Trump powinien przyjąć wdrożenie owych procedur z zadowoleniem, bo obecnie to jedyny sposób na oczyszczenie gęstej atmosfery.

Czego miałoby dotyczyć dochodzenie?

Czytaj także:

Musiałoby objąć wszelkie doniesienia na temat prezydenta, a więc jego konszachty z Rosjanami, utrudnianie działań wymiaru sprawiedliwości, konflikty interesów i nadużycia władzy.

A więc podobnie jak w przypadku Richarda Nixona w latach 70. ubiegłego wieku?

Dokładnie tak.

Ale Republikanie mają większość w obu izbach Kongresu, a wniosek o odwołanie prezydenta musi nie tylko przejść przez Izbę Reprezentantów, ale i zostać zatwierdzony większością dwóch trzecich głosów w Senacie.

Jeśli Republikanie dojdą do wniosku, że Donald Trump może pociągnąć ich do zguby, powinni przyłączyć się do głosów na rzecz śledztwa w sprawie jego nadużyć.