fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo dla Ciebie

Protesty wyborcze: czy sędziowie będą osobiście liczyć głosy do Senatu

Fotorzepa / Roman Bosiacki
Do godz. 11 we wtorek do Sądu Najwyższego wpłynęło 41 zastrzeżeń, ale największą uwagę skupia sześć z PiS, dotyczących wyborów sześciu senatorów.

Emocje biorą się z tego, że PiS brakuje trzech senatorów do bezwzględnej większości w izbie wyższej.

Główny zarzut, przynajmniej w części tych protestów, dotyczy dwóch krzyżyków postawionych na jednej karcie do głosowania, co może unieważniać głos wyborcy.

Od początku III RP

Protesty wyborcze i możliwość ich składania do sądu istnieją od pierwszych lat III RP. Przypomnijmy choćby głośną, acz nieskuteczną, akcję protestów w sprawie wyboru Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta w 1995 r., kiedy ponad 600 tys. osób żądało unieważnienia wyniku głosowania, bo wybrany prezydent podał, że jest magistrem, a miał tylko ukończone studia. Sąd Najwyższy, wtedy w składzie Izby Administracyjnej, stosunkiem głosów 12:5 uznał, że ta myląca informacja nie mogła wpłynąć na wynik wyborów, i uznał je za ważne. Z kolei w 2005 r. w Częstochowie po proteście wyborczym zostały powtórzone wybory do Senatu.

Protest przeciwko ważności wyborów do Sejmu lub Senatu wnosi się do Sądu Najwyższego w terminie siedmiu dni od dnia ogłoszenia wyników wyborów przez PKW (termin upływa we wtorek o północy). Można go złożyć w tym czasie na poczcie, a za granicą w konsulacie. Wnoszący protest powinien przedstawić lub wskazać dowody, na których opiera zarzuty, a protest rozpatruje SN w składzie trzech sędziów z nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Po zbadaniu protestu wydadzą oni opinię o zasadności protestu, a w razie zasadności zarzutów – czy przestępstwo lub naruszenie przepisów wyborczych miało wpływ na wynik wyborów.

Uczestnikami postępowania są: wnoszący protest, przewodniczący właściwej komisji wyborczej albo jego zastępca i prokurator generalny. Stosowany jest tu tryb nieprocesowy, więc zasadniczo bez publiczności. Na końcu Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN może unieważnić wybór senatora lub posła (do tego czasu ich mandaty są ważne) i zdecydować o przeprowadzeniu ponownych wyborów na danym terenie lub wskazać czynności do ponowienia.

Jawne liczenie głosów?

Pytani przez „Rzeczpospolitą" dwaj sędziowie różnych izb SN wyrazili różne opinie, jak ponownie przeliczać głosy, gdyby zaszła taka potrzeba.

Według sędziego Marcina Łochowskiego z IKNSP SN nie będzie liczył głosów ani sprawdzał bezpośrednio kart do głosowania, a jeżeli byłaby taka konieczność, zleci to w drodze pomocy sądowej sądowi właściwemu miejscowo. W ocenie sędziego Łochowskiego oględziny kart do głosowania powinny być przeprowadzone na posiedzeniu jawnym, także dla publiczności.

– Gdybym ja był w takim składzie, tobym osobiście liczył głosy – mówi z kolei „Rz" rzecznik SN sędzia Michał Laskowski z Izby Karnej.

Sprawa wewnętrzna

Jest też pytanie, czy poprawnością wyborów nie mogłyby się zająć organy europejskie, ale specjaliści w tej dziedzinie nie widzą podstaw do jakiejkolwiek prawnej akcji w tę stronę.

– Polityczne oceny mogą się pojawić, choć i na nie jest za wcześnie, gdyż trwa procedura rozpatrywania protestów. Tego rodzaju uwagi mogłyby mieć ewentualnie podstawę w tym, że państwa członkowskie muszą uwzględniać traktatowe kryteria demokracji, ale ich interpretacja nie jest oczywista – mówi Jan Zielonka, europeista z Uniwersytetu w Oksfordzie. – Do prawnej reakcji Brukseli nie widzę podstaw, nie znam zresztą takiego precedensu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA