fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Rząd wycofuje się z rewolucji na rynku pracy

Fotorzepa, Robert Gardziński
Uelastycznienie rynku pracy pomogłoby zachować więcej miejsc pracy – uważają pracodawcy. Kontrowersyjne rozwiązania oprotestowały jednak związki zawodowe, a rząd z nich zrezygnował.

Chodzi m.in. o propozycje, by pracodawca mógł obniżyć wymiar czasu pracy, a co za tym idzie wynagrodzenia, o 10 proc. bez zgody pracownika, a wypowiedzenie umowy można byłoby wysłać mailem. Do tego projekt przewidywał zawieszenie stosowania postanowień porozumień zbiorowych i ograniczenie wysokości odpraw, umożliwiał zwolnienie bez procedury zwolnień grupowych, pozwalał na wysłanie pracowników na tzw. przymusowy urlop, umożliwiał też firmie dysponowanie zakładowym funduszem świadczeń socjalnych.

– To wolna amerykanka na rynku pracy, nie możemy się na to zgodzić – skomentował NSZZ Solidarność, który także miał okazję zapoznać się z rządowym projektem z 22 kwietnia. – Proponowane przez rząd zapisy to likwidacja ochronnej funkcji kodeksu pracy oraz zamach na funkcjonowanie związków zawodowych. Mówiąc wprost: to brak jakichkolwiek cywilizowanych reguł na polskim rynku pracy. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji w okresie pandemii, NSZZ Solidarnoć nie godzi się na tak drastyczne ograniczenie prawa pracowników do ochrony przez związki zawodowe – napisał związek w poniedziałkowym stanowisku. I zapowiedział przygotowania do akcji protestacyjnych.

Być może protesty nie będą jednak potrzebne. W południe rzecznik rządu Piotr Müller napisał na Twitterze: „Informacje medialne o ograniczaniu praw pracowniczych nie znajdą odzwierciedlenia w projekcie, który ma przyjąć rząd. Pracownicy i pracodawcy zgłaszają różne propozycje zmian. Procedujemy je w drodze dialogu. Warto chwilę poczekać, zanim ogłosi się ich ostateczne przyjęcie". – To znaczy, że rząd wycofał się ze swoich mocno liberalnych propozycji – komentuje dla „Rzeczpospolitej" jedna z osób uczestniczących w tym dialogu. – To może być efekt presji ze strony związków zawodowych lub ze strony polityków, którzy przed wyborami prezydenckimi nie chcą narażać się związkowcom – dodaje.

Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ Solidarność, uważa, że związki nie miały w tej kwestii nic do powiedzenia, bo rząd nie konsultował z nimi swoich pomysłów. – Ale jeśli tych szkodliwych rozwiązań nie będzie, to tym lepiej. Trudno zrozumieć, jak zgoda na szybkie, masowe zwolnienia miałaby pomóc w ochronie miejsc pracy. To tak jak leczenie choroby eutanazją – mówi nam Lewandowski.

To, co związki nazywają ograniczeniem praw pracowniczych, dla ekonomistów czy pracodawców oznacza uelastycznienie polskiego, dosyć sztywnego rynku pracy. – Gdyby pracodawca mógł szybko zmniejszyć wymiar etatu i płace pracowników o 10 proc., to może udałoby się uniknąć zwolnień o 10 proc. – uważa jeden z ekonomistów.

– Propozycje w tarczy 3.0 mogą budzić kontrowersje, jednak są one racjonalne i potrzebne – komentuje też Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Wydaje się, że na koniec dnia opcją lepszą dla wszystkich uczestników rynku jest zachowanie miejsca pracy z nieco obniżonym wynagrodzeniem czy pogorszonymi warunkami zatrudnienia, niż jego likwidacja. Analogicznie, lepsza będzie sytuacja, w której szybko zlikwidowanych zostanie pewna część miejsc pracy, a zakład przetrwa niż ta, w której działalność upadnie, wskutek czego znikną wszystkie etaty – analizuje ZPP.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA