fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Powstanie Warszawskie

Jan Ołdakowski: W każdych czasach potrzeba bohaterów

Fotorzepa, Robert Gardziński
W przesłaniu powstańców nie ma miejsca na odpuszczanie, wycofywanie się z życia społecznego, gdy panuje względny spokój. To jest ta harcerska szkoła II Rzeczypospolitej – dążenia do tego, by być jak najlepszym - mówi Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego.

Plus Minus: 75. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego to zarazem 15. rocznica otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego. Czy już zdarza się panu wśród odwiedzających spotykać takich, którzy po raz pierwszy byli tu na szkolnej wycieczce, a teraz wracają już z własnymi dziećmi?

Oczywiście. To dla nas bardzo ważne doświadczenie: spotykać ludzi, którzy uważają, że nasze muzeum w jakiś sposób ich ukształtowało, osoby, dla których wizyty tutaj stanowią niejako element formacji patriotycznej czy przejaw zaangażowania obywatelskiego. Spotykam wielu byłych harcerzy, którzy opowiadają, że byli u nas w mundurach, a dziś mocno angażują się publicznie, na przykład są politykami. W ogóle często spotykam ludzi, którzy mówią, że wizyta u nas im po prostu coś dała. Osobom, które obecnie mieszkają w Warszawie, ale pochodzą z daleka, nierzadko dawała poczucie tożsamości. A ludziom, którzy przyjechali tutaj tylko na wycieczkę – możliwość kontaktu z żywą historią. Jesteśmy z tego dumni, bo zawsze staraliśmy się trafiać zarówno do dziadków, jak i do wnuków, a nawet do pradziadków i prawnuków. Okazuje się, że nastolatki rozumieją powstanie, ten bunt przeciwko zniewoleniu, kłamstwu, totalitaryzmowi. I to młodzież ma największą potrzebę kontaktu z powstańcami. Nieobce są nam scenki ze starszym powstańcem, którego otacza wianuszek harcerzy wsłuchanych w każde jego słowo.

Często zdarza się taka okazja w muzeum, by spotkać powstańca?

Przynajmniej raz w miesiącu odbywają się otwarte spotkania z powstańcami, których pomysłodawcami i organizatorami są wolontariusze. I oczywiście można ich spotkać przy okazji oficjalnych uroczystości. 75. rocznica to ostatnia wielka rocznica, gdy jeszcze będzie ich tylu. I wszyscy, którzy chcą ich poznać, będą mieli taką okazję. Dla nas bardzo ważne jest, że ciągle pojawiają się w muzeum młodzi ludzie, dla których powstańcze wartości są istotne. Kiedy dwa lata temu generał Zbigniew Ścibor-Rylski właściwie żegnał się tu z powstańcami, przemówił wprost do młodych ludzi – do kilkuset wolontariuszy i harcerzy – którzy wyglądali tak jak powstańcy 1 sierpnia 1944 roku. I powiedział do nich: musicie uczyć się, poznawać języki, bo za kilka lat ktoś z was będzie ministrem, ktoś inny premierem, a jeszcze ktoś inny – prezydentem. Musicie wziąć odpowiedzialność za Polskę, a do tego trzeba być odpowiednio przygotowanym.

I tak mamy dziś rozumieć powstańcze wartości?

To chyba najistotniejszy testament Armii Krajowej – ludzi, którzy żołnierzami zostali trochę z wyroku historii, z przypadku, konieczności. Ich celem było nie tylko zostać żołnierzami – chcieli budować wolną Polskę, angażować się społecznie, skupiać się na rzeczach ważnych. Istotą tego testamentu jest właśnie zaangażowanie.

Tylko czy da się w muzeum połączyć ten ogień z wodą: romantyczny zryw z pozytywistycznym przesłaniem?

Ale takie właśnie było powstanie! Z jednej strony piosenki, duch walki, ideały, a z drugiej strony tamto pokolenie było bardzo racjonalne. Co roku przyznajemy Nagrodę im. Jana Rodowicza „Anody". Patron naszej nagrody jest znakomitym symbolem tego pokolenia – nie dlatego, że tragicznie zginął, ale dlatego, że pomimo wszystkich kłopotów, odniesionych ran, rehabilitacji potrafił cały czas we wszystko, całym sobą, angażować się i pilnować, żeby inni też się angażowali. Dla tego pokolenia bezruch, bierność, poddanie się to było coś najgorszego. Oni uważali, że będą dobrymi patriotami, Polakami, obywatelami wtedy, gdy będą się angażować – nie tylko w sprawy militarne, opozycję antykomunistyczną, ale na przykład w dbałość o to, by kolegów nie ogarnęła rozpacz, a powodów do tej rozpaczy mieli przecież niemało. „Anoda" potrafił wpaść do kogoś do domu, opowiedzieć trzy dowcipy, wyciągnąć kolegę na miasto. Powstańcy starali się, by nikt nie zostawał sam. Konsekwentnie budowali to, co dziś nazwalibyśmy mikrostrukturami. I to jest w tym pokoleniu wyjątkowe – to chcemy przekazać młodym ludziom. Na tym polega sztafeta pokoleń.

Coraz częściej słychać to pojęcie. Czym dokładnie jest to, co nazywa pan „sztafetą pokoleń"?

To wezwanie do tego, by młodzież naśladowała powstańców, tylko że nie z bronią w ręku, bo żyjemy na szczęście w czasach pokoju, ale też by nie naśladowała ich jedynie w tzw. nowoczesnym patriotyzmie, czyli po prostu płacąc podatki itd. Powstańcy oczywiście cieszą się, że żyjemy w czasach pokojowych, powtarzają, że właśnie o ten pokój, o tę wolność walczyli, ale podkreślają przy tym, że zawsze trzeba być zaangażowanym, a czasami naprawdę trzeba się czemuś przeciwstawić, przeciwko czemuś zaprotestować. Ponadto w każdych czasach ważne jest budowanie pozytywnych inicjatyw, docieranie do rówieśników. W przesłaniu powstańców nie ma miejsca na odpuszczanie, wycofywanie się z życia społecznego, gdy panuje względny spokój. To jest ta harcerska szkoła II Rzeczypospolitej – dążenia do tego, by być jak najlepszym.

Sztafeta pokoleń to tylko idea czy coś więcej?

Staramy się, by idea ta stała się rzeczywistością. Udało nam się na przykład zintegrować wszystkie grupy harcerskie – z okazji kolejnych rocznic Powstania Warszawskiego w muzeum odbywają się zloty, w których biorą udział organizacje harcerskie z całej Polski i zagranicy. W tym roku tych organizacji będzie siedem. Proszę sobie wyobrazić, że to jedyne wydarzenie, w którym te organizacje razem biorą udział i ze sobą współpracują. A jeśli mają jakieś zadania, na przykład harcerskie gry, to chodzą w patrolach mieszanych, żeby się wzajemnie od siebie uczyć. To coś naprawdę wyjątkowego, że nie występują tylko pod własnym sztandarem, że nie działają tylko we własnym gronie. Świetnie, że wszyscy oni są tu razem i mają z tego prawdziwą frajdę.

Sztafeta kojarzy się z przekazywaniem pałeczki.

Tak, bo w każdych czasach potrzeba ludzi aktywnych i odważnych. W każdych czasach potrzeba bohaterów, tych, którzy są w stanie się poświęcić dla szeroko pojętego dobra wspólnego. Sztafeta pokoleń, tak jak my ją rozumiemy, to właśnie przekonanie, że w każdych czasach trzeba być...

...gotowym?

Tak, ale nie tylko do czynów militarnych, także do tego, by być po prostu jak najlepszym obywatelem. Rozumiemy to na przykład jako działalność w organizacjach pozarządowych, dlatego też w muzeum taki nacisk kładziemy na wolontariat – co roku w obchodach pomaga 400 wolontariuszy. I oprócz spotkań z powstańcami najbardziej wzruszające chwile to właśnie spotkania z ludźmi, którzy przyjeżdżają pomagać, a przybywają do nas nie tylko z całego kraju, ale nawet z innych kontynentów. Ludzie poświęcają część swoich wakacji, by od rana do wieczora pełnić służbę jako wolontariusze. Wydaje się nam, że dokładnie tacy byliby powstańcy, gdyby przyszło im żyć w czasach pokoju. Do młodzieży ten nowoczesny patriotyzm, który jest ograniczony do płacenia podatków i sprzątania po psie, w ogóle nie przemawia. Przemawia do nich to, że trzeba być odważnym.

Realne zaangażowanie obywatelskie młodzieży pozostawia jednak dużo do życzenia. Spójrzmy choćby na mizerną frekwencję wyborczą w najniższych rocznikach.

Nie udajemy, że jest idealnie. Jeżeli ktoś chce naśladować powstańców i dobrze czuje się w koszulce ze znakiem Polski Walczącej, to fajnie by było, żeby też rozumiał, co ten symbol oznacza. Oczywiście, dawanie świadectwa jest w dzisiejszych czasach ważne, ale jeszcze ważniejsze jest prawdziwe zaangażowanie czy myślenie o przyszłości – i to pod kątem wzięcia za nią odpowiedzialności. Taki będzie ten świat, jaki ci młodzi sobie przygotują. Powstańcy mówią: budujcie.

Skoro to jedna z ostatnich ważnych rocznic, jeśli w ogóle nie ostatnia, na której będzie można jeszcze spotkać bohaterów powstania, to czy ta sztafeta pokoleń mocno się zmieni, kiedy nie będzie już koło nas powstańców?

Ale będą ci, dla których te wartości są ważne. Będą wolontariusze, harcerze, organizacje społeczne. Dalej będą obchody – skierowane do tych, którzy przejmują pałeczkę, dla których te uroczystości stały się doświadczeniem pokoleniowym. Dlatego zachęcam, by choć raz przyjechać do Warszawy 1 sierpnia i zobaczyć to miasto w wyjątkowym momencie Godziny „W". To jest jak flash mob: stają koło siebie ludzie, którzy w ogóle się nie znają – wszystko ich różni: poglądy, strój, kompetencje. Ale w tym jednym momencie stają razem i mają poczucie wspólnoty. Jeśli komuś bardziej odpowiada estetyka płonących rac, idzie na rondo Dmowskiego. Jeśli chce przeżyć tę chwilę w spokoju, przybywa na plac Krasińskich. A na plac Zamkowy kieruje się, gdy pragnie zobaczyć kolorowy tłum turystów i młodych ludzi. Powstanie Warszawskie jest jedną z ostatnich rzeczy, dzięki którym czujemy się wspólnotą, szczególnie tu, w stolicy. Dlatego warto o to dbać.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA