fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Powstanie Warszawskie

Jak przebiegało powstanie warszawskie na Pradze?

Fotografia lotnicza warszawskiej Pragi z 15 sierpnia 1944. Powstanie w tej dzielnicy już upadło, reszta miasta nadal rozpaczliwie walczyła.
EAST NEWS
Prawobrzeżna Warszawa również zapisała piękną kartę w powstaniu warszawskim, o czym wciąż mówi się niewiele. To zapewne rezultat mało heroicznej, ale w pełni uzasadnionej decyzji dowódców powstania na Pradze o zaprzestaniu walki już po czterech dniach.

W związku z przypadającą 1 sierpnia 75. rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego przypominamy tekst, który ukazał się w "Rzecz o historii" w 2018 roku.

Dawne koszary 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej, położone przy ul. 11 Listopada, zajmowały rozległy teren ogrodzony dwumetrową siatką, zabezpieczony zasiekami i betonowymi bunkrami, w których umieszczono śmiercionośną broń – karabiny MG-42 oddające 1200–1500 strzałów na minutę. Obiekt strzeżony był dzień i noc, a załoga tej niemieckiej „twierdzy" liczyła co najmniej 1200 doskonale uzbrojonych żołnierzy. Na domiar złego 1 sierpnia 1944 r. tuż przed Godziną „W" koleją dowieziono tu ok. 20 czołgów typu Tygrys, prawdopodobnie z dywizji Hermann Göring. Oddziały powstańcze 4. rejonu 6. Obwodu AK Praga, których zadaniem było zdobycie koszar, były stosunkowo liczne, zmobilizowano ok. 840 ludzi. Jednak podobnie jak wszystkie pozostałe jednostki AK byli oni fatalnie uzbrojeni. Już same „tygrysy" miały wystarczającą siłę ognia, aby powstrzymać polski szturm. Powstańcy mieli atakować z cmentarza żydowskiego przez nasypy kolejowe. Pierwotny plan zakładał, że atak odbędzie się w nocy. Absurdalna decyzja dowództwa AK o przeprowadzeniu go o godz. 17, podobnie jak w całej Warszawie, sprawiła, że oddziały szturmowe były widoczne dla Niemców jak na dłoni. Dodatkowym utrudnieniem była konieczność przeniesienia broni z ul. Szwedzkiej na teren cmentarza. Już przed akcją było więc jasne, że zadanie jest niemal niewykonalne.

Gwoździem do trumny stało się pozbawienie powstańców choćby minimalnej przewagi wynikającej z zaskoczenia wroga niespodziewanym szturmem. Pierwsze strzały na Pradze padły bowiem, podobnie jak w lewobrzeżnej Warszawie, jeszcze przed Godziną „W". Oddział por. Michała Łazarskiego „Biebrzy", kierując się do punktu zbornego, około godz. 16.30 natknął się u zbiegu ulic Markowskiej i Ząbkowskiej na silny oddział Schutzpolizei. Doszło do gwałtownej strzelaniny. Padli zabici po obu stronach, poległ m.in. por. „Biebrza". W efekcie z zaskoczenia nici. Niemcy momentalnie wstrzymali ruch pieszy i kołowy oraz postawili w stan gotowości załogę koszar i innych umocnionych punktów w dzielnicy. Mimo to punktualnie o godz. 17 powstańcy zaatakowali. Ruszyli w stronę nasypu kolejowego, który trzeba było pokonać, aby dotrzeć do ogrodzenia koszar. Nagle pojawił się pociąg towarowy – na odkrytych platformach Niemcy umieścili stanowiska karabinów maszynowych, z których momentalnie otworzyli ogień do atakujących. Kiedy dodatkowo na powstańców uderzyły czołgi, szturm się załamał.

Poza koszarami równie priorytetowymi celami dla praskich powstańców były dworce kolejowe i mosty – średnicowy, kolei obwodowej, Kierbedzia i Poniatowskiego. Wszystkie doskonale chronione przez Niemców. W książce „Praga. Warszawskie Termopile 1944" Lesław Bartelski przytacza relację kaprala pchor. Ryszarda Dobrowolskiego „Romka", który o godz. 16.30 wracał mostem Poniatowskiego po nawiązaniu kontaktu z żołnierzami AK mającymi nacierać na warszawski przyczółek mostu. Przechodząc obok jego praskiego odpowiednika, rzucił okiem na stanowisko nieprzyjaciela. „Przejście pod arkadami mostu na stronie praskiej zamknięto kozłami hiszpańskimi. (...) Dwa działka przeciwlotnicze umieszczono na drewnianych platformach ogrodzonych zasiekami, a na wieżyczce stanowisko dla działka przeciwlotniczego. Wzdłuż al. Poniatowskiego cztery stanowiska cekaemów i dwa działka przeciwpancerne skierowane ku rondu Waszyngtona. Przy samym wjeździe na most działko piechoty i działko przeciwpancerne" – relacjonował mało optymistycznie Dobrowolski. Załoga przyczółka liczyła około 45 ludzi. Podobnie umocnione były strażnice przy pozostałych trzech mostach.

Z uzbrojeniem powstańców było natomiast gorzej niż źle. Kiedy żołnierze tuż przed atakiem zorientowali się, ile otrzymali sztuk broni, wywołało to wśród nich konsternację. Na odprawie przeprowadzonej przez dowódcę 5. rejonu mjr. Zygmunta Bobrowskiego „Ludwika II" kilku dowódców otwarcie zameldowało, że w tej sytuacji trudno mówić o jakiejkolwiek szansie na sukces w walce z doskonale uzbrojonym wrogiem. Ostatecznie powstańcy zaatakowali jedynie most Poniatowskiego. Ponosząc olbrzymie straty, musieli szybko wycofać się w stronę Saskiej Kępy. W przypadku pozostałych przyczółków górę wziął rozsądek. Podporucznik Tadeusz Święcki „Maluga", który dowodził atakiem na most średnicowy, po zastanowieniu zrezygnował z uderzenia i wycofał się na Grochów. Ataki na most Kierbedzia i most kolei obwodowej ze względu na słabość plutonów szturmowych zostały odwołane przez dowództwo.

Te kilka migawek z przebiegu walk na Pradze dobrze pokazuje ich specyfikę. Było to bowiem powstanie pod wieloma względami inne niż w pozostałych dzielnicach Warszawy. Ponieważ cały obszar 6. Obwodu AK Praga znajdował się na bezpośrednim zapleczu frontu wschodniego, cele, które musieli opanować powstańcy, były chyba jeszcze trudniejsze do zdobycia niż te zlokalizowane na terenie lewobrzeżnej Warszawy. Mimo to w wielu miejscach powstańcy zaatakowali niemieckie załogi i stoczyli z nimi zażarte boje. Przykład wstrzymanych szturmów na przyczółki mostowe pokazuje jednak, że często rezygnowano z ataku, kierując się zdrowym rozsądkiem i chcąc uniknąć niepotrzebnych ofiar. Już drugiego dnia powstania stało się jasne, że większości obiektów o znaczeniu strategicznym nie udało się zdobyć. Powstańcy bohatersko bronili się jeszcze przez kilkadziesiąt godzin, ale ostatecznie ich dowódca ppłk Antoni Żurowski „Andrzej" zdecydował o zakończeniu powstania i powrocie do konspiracji.

W zasadzie tak mogło być w całej Warszawie. Przecież powstanie miało trwać najwyżej kilka dni, a kluczem do jego sukcesu było opanowanie najważniejszych punktów oporu wroga w mieście. Nigdzie nie udało się tego osiągnąć. Jednak walki w lewobrzeżnej Warszawie ciągnęły się przez długie 63 dni, doprowadzając do niezliczonych ofiar i zniszczenia miasta, natomiast powstanie praskie zakończyło się już po kilku dniach, dzięki czemu straty były nieporównywalnie mniejsze.

Ta nieheroiczna postawa praskich powstańców, a przede wszystkim pragmatyzm ich dowódców, od początku nie pasowały do romantycznej legendy sierpniowego zrywu. Jest to chyba jeden z głównych powodów tego, że wśród setek publikacji dotyczących powstania warszawskiego te opisujące wydarzenia na Pradze można policzyć na palcach jednej ręki. Czasami można odnieść wrażenie, że powstania na prawym brzegu Wisły w zasadzie nie było. A to nieprawda. Powstańcy toczyli tu równie zacięte boje jak ich koledzy po drugiej stronie rzeki i w wielu sytuacjach wykazali się olbrzymim bohaterstwem i poświęceniem. Bez uwzględnienia praskiego powstania obraz sierpniowych walk zawsze będzie niepełny. Wróćmy więc na ulice powstańczej Pragi, by przypomnieć najważniejsze walki, jakie tam stoczono w sierpniu 1944 r.

Nierealne cele

Sytuacja militarna na Pradze była dla powstańców skrajnie niekorzystna. Teren 6. Obwodu AK był bezpośrednim zapleczem dla frontowych jednostek niemieckich próbujących powstrzymać napierającą Armię Czerwoną. W ostatnich dniach lipca mieszkańcy Pragi, podobnie jak mieszkańcy pozostałych dzielnic Warszawy, z nadzieją obserwowali chaos, jaki wdarł się w szeregi okupanta w wyniku porażek na froncie wschodnim. Przez Pragę przetaczały się transporty pełne rannych i zniechęconych żołnierzy. Niemcy nie zamierzali jednak łatwo wypuścić stolicy Polski ze swoich rąk. W stronę frontu przetaczały się więc nowe, świeższe oddziały. Praga była pełna niemieckiego wojska. Tuż przed wybuchem powstania zrobiło się tu jeszcze ciaśniej. W ostatnich dniach lipca impet uderzenia Armii Czerwonej zmalał, a od 30 lipca przeszła ona w zasadzie do działań defensywnych. 1. Front Białoruski stanął w miejscu (gdzieniegdzie nawet cofnął się o 20 km). Stalin nie spieszył się z przekroczeniem linii Wisły. Niemcy od razu wykorzystali nadarzającą się sposobność i transportami kolejowymi podesłali na front znaczne posiłki broni pancernej, czołgów i piechoty. Część z nich tymczasowo zatrzymała się na Pradze. Na teren dzielnicy zaczęły też napływać niektóre zluzowane oddziały frontowe. Dzięki temu okupant wzmocnił wiele stanowisk obrony. Na Pradze pojawiły się także silne zgrupowania niemieckich czołgów, przede wszystkim z dywizji Hermann Göring i Totenkopf. Trzeba pamiętać również o tym, że większość jednostek niemieckich stanowiły dywizje liniowe, dobrze wyposażone, przeszkolone i zaprawione w boju.

Przeciwko tej potędze komendant 6. Obwodu AK Praga ppłk Antoni Żurowski „Andrzej" mógł wystawić teoretyczne 8153 żołnierzy. Tyle wynosił stan ewidencyjny obwodu, jednak 1 sierpnia udało się zmobilizować około 6360 ludzi. Wśród tych w większości młodych ludzi, podobnie jak we wszystkich oddziałach powstańczych stolicy, panował olbrzymi entuzjazm i chęć do walki. Wielu z nich rzedła jednak mina, kiedy na zbiórkach tuż przed Godziną „W" uświadamiali sobie, jak niewiele broni zapewniło im dowództwo AK. Z tego stanu rzeczy świetnie zdawał sobie sprawę również ppłk Żurowski. Po latach wspominał: „Nasze uzbrojenie składało się z 272 karabinów, do których przygotowano 4800 szt. amunicji, 6 ciężkich karabinów maszynowych z 2600 szt. amunicji, 7 ręcznych karabinów maszynowych, 1 armatki przeciwpancernej z 80 pociskami, 10 pistoletów maszynowych z 900 szt. amunicji, 10 pistoletów Sten i innych, 100 granatów ręcznych polskich, około 500 granatów ręcznych własnej produkcji i około 600 butelek zapalających. Z takim uzbrojeniem mieliśmy uderzyć, aby zdobywać niemieckie umocnione budynki, bunkry i mosty, miejsca stacjonowania piechoty i sił pancernych. Zdawałem sobie sprawę, że czeka mnie przekazanie żołnierzom rozkazu o podjęciu przez obwód niewykonalnego zadania". Jakie katusze musiał przeżywać ten doświadczony oficer, kiedy 1 sierpnia 1944 r. o godzinie 7.30 łączniczka Aniela Lange przyniosła mu rozkaz komendanta Okręgu Warszawskiego AK Antoniego Chruściela „Montera" o rozpoczęciu powstania jeszcze samego dnia o godz. 17. Rozkaz był jednak rozkazem, trzeba było go wykonać. Modląc się o to, aby najwyższe dowództwo dogadało się jak najszybciej z Sowietami, ppłk Żurowski kazał atakować.

Powstańcy mieli w pierwszym rzucie zdobyć około 50 obiektów, które miały kluczowe znaczenie dla powodzenia dalszych walk. Poza wspomnianymi na wstępie koszarami przy ul. 11 Listopada, przyczółkami mostowymi i dworcami kolejowymi, były wśród nich m.in. budynki byłych szkół powszechnych obsadzone załogami niemieckimi, posterunki granatowej policji, centrala telefoniczna, zakłady przemysłowe, liczne obiekty kolejowe, rzeźnia miejska i folwark Agril. Jednym z najważniejszych zadań było zablokowanie dwóch głównych arterii przelotowych na Pradze. Pierwsza biegła od mostu Poniatowskiego przez Grochów do Wawra i Anina, gdzie toczyły się już zacięte walki między Wehrmachtem i Armią Czerwoną; druga przez most Kierbedzia, ulicami Zygmuntowską (obecnie aleja Solidarności) i Radzymińską w kierunku Marek. Równie istotne było opanowanie przecinających Pragę licznych linii kolejowych. Ze zdobyciem tych dobrze ufortyfikowanych obiektów miałaby problem doborowa dywizja. W przypadku symbolicznie uzbrojonych powstańców było to nieosiągalne.

Praga walczy

Konspiracyjna Praga podzielona była na pięć rejonów. Najważniejszy z nich obejmował centralną część dzielnicy, przez którą przebiegały wszystkie kluczowe arterie drogowe i kolejowe. Żołnierze 5. rejonu (1800 żołnierzy) poza szturmem na przyczółki mostowe zaatakowali kilka innych ważnych punktów oporu wroga. Dworzec Wschodni szturmował batalion „Grunwald" por. Henryka Małowiejskiego „Rana". Aż do późnego wieczora wyprowadzano szturmy wzdłuż ulic Brzeskiej, Lubelskiej i Kawęczyńskiej. 600-osobowa załoga niemiecka wspierana samochodami pancernymi i czołgami odparła wszystkie szturmy. Nad ranem 2 sierpnia powstańcom zaczęło brakować amunicji.

Do ciężkich walk doszło także w parku Skaryszewskim, gdzie Zgrupowanie Saperów Praskich, usiłując przedostać się z Grochowa przez Saską Kępę w stronę wiaduktu na Targowej, nieoczekiwanie natknęło się na jednostkę dywizji spadochronowej SS Hermann Göring. Zacięty bój trwał trzy godziny, ostatecznie jednak powstańcy musieli zawrócić na Saską Kępę. Niepowodzeniem zakończył się również atak na siedzibę Schutzpolizei w budynku przy ul. Targowej 15, przeprowadzony przez zgrupowanie pod dowództwem por. Pawła Jurczaka ps. Pawelski, który poległ podczas akcji.

Powstańcy zanotowali jednak także kilka znaczących sukcesów. Oddziałowi por. Bronisława Gontarczyka „Bolka" udało się m.in. opanować potężny gmach dyrekcji PKP przy ul. Targowej 74, gdzie zdobyto ok. 20 karabinów i skrzynkę amunicji. Dzięki temu przez ponad dwie godziny powstańcy byli w stanie skutecznie ostrzeliwać newralgiczne dla Niemców ze względów komunikacyjnych skrzyżowanie ul. Targowej z ul. Zygmuntowską. W pobliżu budynku ludność zaczęła budować prowizoryczne barykady, jednak brak amunicji spowodował, że ostatecznie zdecydowano się opuścić gmach już o godz. 19. Na odgłos walki o DOKP około 100 cywilów ukryło się w schronie przy cerkwi Marii Magdaleny. Rozwścieczeni akcją powstańczą Niemcy wyciągnęli z tej kryjówki Polaków i Rosjan i 17 z nich bestialsko zamordowali.

Ciężkie walki trwały również na ul. Brzeskiej. Z tego kierunku powstańcy zgrupowania por. „Pawelskiego" przypuścili atak na centralę telefoniczną przy ul. Ząbkowskiej 15a. Obiekt otoczony był dwumetrowym murem, zasiekami i dodatkowo chroniony bunkrem. Był ważny dla powstańców, ponieważ liczyli, że dzięki znajdującej się tam centrali nawiążą łączność z dowództwem AK po drugiej stronie Wisły. Desperacki szturm zakończył się sukcesem, zajęto także kilka okolicznych kamienic. Mieszkanka jednej z nich, Sabina Sebyłowa, w dzienniku pod datą 1 sierpnia zanotowała: „Nasz dom jest objęty akcją powstańczą. Prowadzą ją AK-owcy. Mają biało-czerwone opaski na rękawach. Naznosili butelek. Zwrócili się do lokatorów o naftę. Posiadają bowiem mniej nafty i benzyny niż wynosi pojemność zgromadzonych butelek. Wysuwają się na ulicę. Wracają. Budują w bramie barykadę". W obrębie 5. rejonu powiodło się również zajęcie rzeźni przy ul. Jagiellońskiej, portu rzecznego i szkoły przy ul. Gocławskiej 4.

W pobliżu opanowanego DOKP toczyły się zacięte walki o koszary przy ul. 11 Listopada, których zdobycie powierzono żołnierzom 4. rejonu. Powstańcy z trzech pozostałych rejonów 6. Obwodu Praga operowali na obrzeżach dzielnicy. 600 powstańców 1. rejonu uderzyło na obiekty na Bródnie, Pelcowiźnie i Golędzinowie. Udało im się opanować budynek szkoły powszechnej przy ul. Białołęckiej i warsztaty kolejowe przy ul. Palestyńskiej (budynki te były przygotowane do wysadzenia, dzięki czemu powstańcy zdobyli sporo materiału wybuchowego). Niepowodzeniem zakończyła się akcja wysadzenia mostu kolejowego na Kanale Żerańskim, co miało uniemożliwić komunikację między Modlinem a Pragą, oraz wiaduktu na Modlińskiej. Atakujący (w tym drugim wypadku wspierani przez ludność cywilną) dostali się pod silny ostrzał cekaemów, działek oraz czołgów i ponieśli bardzo duże straty. W obu akcjach poległo 18 powstańców i wielu cywilów. Powstańcy wycofali się w stronę Toruńskiej.

Rejon 2. obejmował swoim zasięgiem osiedle Targówek. Do szturmu ruszyło tu około 750 powstańców. Byli oni chyba najgorzej uzbrojeni ze wszystkich praskich zgrupowań. Dla przykładu stuosobowe zgrupowanie 654 por. Zygmunta Lewandowskiego „Kata" posiadało pojedyncze działo przeciwpancerne, 9 karabinów z 2000 szt. amunicji, 9 pistoletów, 3 rewolwery Nagant i 200 granatów. Sytuację nieznacznie poprawiło zajęcie posterunku granatowej policji na Oszmiańskiej, gdzie zdobyto kilkadziesiąt pistoletów. Zgrupowanie toczyło bardzo ciężkie walki o budynek zarządu Cmentarza Bródnowskiego i folwark miejski Agril. Straty powstańców tylko w tych dwóch nieudanych atakach wyniosły 20 zabitych i wielu rannych. Żołnierzy w tym rejonie bardzo czynnie wspomagali mieszkańcy, co ściągnęło na nich zemstę ze strony wroga. Czołgi niemieckie bezkarnie ostrzeliwały budynki przy ul. św. Wincentego, a piechota SS mordowała ludność cywilną. Podczas jednej tylko egzekucji przeprowadzonej na terenie Cmentarza Bródnowskiego rozstrzelano 64 mężczyzn. Bardzo ciężkie walki toczyło także zgrupowanie por. Juliusza Nowickiego „Dęba", które po opanowaniu szkoły na ul. Otwockiej uderzyło na swój główny cel – wiadukt kolejowy nad ul. Radzymińską. Choć drugi szturm zakończył się powodzeniem i wiadukt zajęto (kosztem pięciu zabitych i kilku rannych), to z powodu braku wystarczającej ilości materiałów wybuchowych nie udało się go zniszczyć.

Rejon 3. obejmował Grochów i Saską Kępę. Główny cel ataku powstańców, czyli przyczółek mostu Poniatowskiego, był niemożliwy do zdobycia. Również w pozostałych miejscach sytuacja nie wyglądała sprzyjająco. Ze względu na swoje położenie na bezpośrednim zapleczu frontu rejon 3. był bardzo silnie obsadzony przez pancerne jednostki niemieckie. Niewielkie zapasy uzbrojenia żołnierzy rejonu zostały jeszcze uszczuplone, ponieważ kilka godzin przed wybuchem powstania oddziały Wehrmachtu zajęły wiele domów, w których znajdowały się tajne magazyny broni. W rezultacie szybko załamały się natarcia powstańcze na ul. Boremlowskiej i w al. Waszyngtona, gdzie wystrzelano całą grupę szturmową z wyjątkiem łączniczki. Niepowodzeniem zakończyły się również próby opanowania zakładów przemysłowych (PZO, Perkun, Perun), silnie obsadzonych przez Niemców.

Kończymy powstanie

Już wczesnym rankiem 2 sierpnia stało się jasne, że większość strategicznych celów powstania na Pradze nie została osiągnięta i nie zanosi się, aby w ogóle było to możliwe. Straty natomiast były duże – około 300 zabitych i drugie tyle rannych. Powstańcy nie prowadzili już w zasadzie większych akcji ofensywnych, ograniczając się do obrony swoich skromnych zdobyczy z dnia poprzedniego. Zbyt dużej aktywności nie przejawiali także Niemcy, jakby nie chcąc wprowadzać jeszcze większego zamieszania na zapleczu frontu w obliczu nieuchronnego – jak się spodziewali – uderzenia Armii Czerwonej.

Pod datą 2 sierpnia Sabina Sebyłowa zapisała: „[Powstańcy] broni krótkiej mają dramatycznie mało. Naboje powystrzelali. Pozostały rewolwery bez naboi oraz naboje nieodpowiednie do posiadanych rewolwerów. Zdjęli biało-czerwone opaski. Nad ranem odeszli. Butelki pozostawili. Puste. Sporo czasu po odejściu powstańców Niemcy zaczęli strzelać do zabarykadowanej bramy".

Komendant obwodu ppłk Żurowski starał się nawiązać kontakt z dowództwem 1. Frontu Białoruskiego. Wysłany na przedpola Pragi patrol wrócił z informacją, że lada chwila ruszy ofensywa. Podpułkownik „Andrzej" szybko zdał sobie sprawę, że są to jedynie czcze przechwałki lub celowa próba wprowadzenia go w błąd. Z rejonu Otwocka dotarły do niego także niepokojące informacje o rozbrajaniu przez NKWD akowskich oddziałów, aresztowaniach dowódców i internowaniu żołnierzy. Mimo porażek większość jego podkomendnych chciała kontynuować walkę. Doświadczony oficer wziął jednak na siebie trudną decyzję o zaprzestaniu akcji powstańczych i ponownym zejściu do podziemia.

„Rozkaz o zaprzestaniu walk był dla mnie bolesną decyzją. Nie udało się opanować wielu obiektów bronionych przez doskonale uzbrojone oddziały niemieckie, a także mostów (...). Wprowadzenie do walki przez Niemców wojsk pancernych nie dawało nam żadnych szans na zrealizowanie zamierzonych zadań (...). Zdawałem sobie sprawę, że jestem odpowiedzialny nie tylko za los żołnierzy, ale także ludności cywilnej. (...) Okazało się także, że wkroczenie wojsk radzieckich nie jest możliwe. Przewidywaliśmy tymczasem, że Praga zostanie wyzwolona w ciągu trzech dni" – pisał po latach w swojej wspomnieniowej książce „W walce z dwoma wrogami".

Prowadzenie akcji bojowych płk Żurowski wstrzymał już 4 sierpnia. Ostateczna decyzja o przejściu w stan konspiracyjnego pogotowia po konsultacjach z „Monterem" zapadła 10 sierpnia. Żołnierze przyjęli trudny rozkaz ze smutkiem, ale zdawali sobie sprawę, że w zaistniałej sytuacji jest to jedyne wyjście. Ci najbardziej zdeterminowani przeprawiali się na własną rękę przez Wisłę, by kontynuować walkę. Takie rozwiązanie sugerował zresztą sam ppłk Żurowski w rozkazie z 4 sierpnia. W ciągu kilkunastu kolejnych dni udało się to około 550 praskim akowcom.

Miesiąc później na Pragę po krótkiej walce wkroczyły wojska radzieckie. Z pewnością nie było to „wyzwolenie", jak twierdziła komunistyczna propaganda i historiografia. Był to początek nowej okupacji. W odróżnieniu jednak od morza opustoszałych ruin, które kilka miesięcy później zajęli Rosjanie na lewym brzegu Wisły, Praga nadal istniała i tętniła życiem. Ogromna w tym zasługa odważnej i mądrej decyzji ppłk. Antoniego Żurowskiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA