fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Andżelika Borys jednoczy Polaków na Białorusi

Andżelika Borys w czerwcu w polskim Sejmie, z lewej Anna Maria Anders, senator PiS i sekretarz stanu w KPRM.
Reporter, Andrzej Hulimka
Związek Polaków wybrał nowego prezesa. Zapowiada walkę o oficjalne uznanie przez władze w Mińsku.

Prezesem ZPB została Andżelika Borys, która od lat jest twarzą białoruskiej Polonii. Tak w tajnym głosowaniu zdecydowała większość delegatów IX Zjazdu organizacji, który w sobotę odbywał się w Grodnie. Borys już wcześniej stała na czele związku w latach 2005–2010. Wtedy władze Białorusi nie pogodziły się z decyzją delegatów zjazdu i doprowadziły do podziału organizacji. W konsekwencji cały majątek ZPB, łącznie z 16 domami polskimi przyjął prorządowy Związek Polaków Białorusi.

Z kolei niezależny ZPB od ponad dziesięciu lat działa w podziemiu, a działacze organizacji często stawali się ofiarami represji. Kojarzą się one przede wszystkim z wielomiesięcznym aresztem dla polskiego dziennikarza i byłego szefa Rady Naczelnej ZPB Andrzeja Poczobuta. Dzisiaj sytuacja nieco się zmieniła i władze w Mińsku po ostatnich wizytach wysokiej rangi polskich polityków na Białorusi deklarują chęć rozwiązania problemu mniejszości polskiej. Ale działacze ZPB do tych deklaracji podchodzą bardzo ostrożnie.

Otwarci na dialog

– Białoruscy rządzący powinni zmienić nastawienie do Związku Polaków. Powinni przede wszystkim uświadomić sobie, że nie jesteśmy opozycją i jakąś piątą kolumną. Jesteśmy strażnikami polskości na Białorusi i to jest naszym głównym zadaniem – mówi „Rz" Andżelika Borys. Jak twierdzi, ZPB rozważa podjęcie kolejnej próby legalizacji związku, ale dopiero wtedy, gdy ze strony władz w Mińsku nadejdą ku temu pozytywne sygnały.

– Na razie sytuacja jest odwrotna. Szefowej naszego oddziału w Wołkowysku zakazano wejścia do polskiej szkoły. Chciała rozdać dzieciom polskie podręczniki. Z kolei kapelan związku ksiądz Aleksandr Szemet dostał zakaz przybycia na zjazd, a minister ds. religii i narodowości Leanid Hulaka nakazał mu zrzeczenia się kapelaństwa w ZPB. Jesteśmy gotowi do dialogu, pierwszy krok muszą zrobić władze w Mińsku – dodaje.

Wybór Andżeliki Borys na prezesa ZPB zapewne jest zaskoczeniem dla białoruskich władz. Nieoficjalnie wiadomo, że w Mińsku spodziewano się, że na czele niezależnego ZPB stanie zupełnie nowa osoba.

- Władze w Mińsku chciałyby, by to była mianowana przez nich osoba. Wybór Andżeliki Borys wzmocni pozycję ZPB, ponieważ będzie reprezentowany przez mocną i wpływowa osobę – mówi „Rz" Poczobut. Propozycje uregulowania kwestii polskiej wysunął ostatnio przewodniczący białoruskiej Rady Republiki Michaił Miasnikowicz podczas spotkania z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim. – Byłoby dobrze, by to była jedna połączona organizacja. Ale to jest sprawa związków, czy zdecydują na zbliżenie. Ze strony władz będzie udzielone wszelkiego rodzaju wsparcie – oświadczył Miasnikowicz.

Walka o niezależność

– O żadnym połączeniu związków nie może być mowy. Jesteśmy organizacją niezależną i chcemy nią pozostać, a nie łączyć się ze strukturą stworzoną i kontrolowaną przez białoruskie służby – mówi Borys. Kilka tygodni temu Rada Naczelna ZPB podjęła uchwałę, w której wyklucza możliwość łączenia się z prorządowym Związkiem Polaków.

Prezes tego związku Mieczysław Łysy popiera propozycję Miasnikowicza.

– Powinien być jeden Związek Polaków. Możemy przeprowadzić wspólny zjazd i niech wszyscy Polacy wybiorą kierownictwo. Ale oni tego nie chcą – mówi „Rz" Łysy. Na pytanie „Czy to prawda, że pana działalność kontrolują białoruskie służby?" odpowiada: „Na pewno służby specjalne mają wpływ na jakieś procesy społeczne, które tu się odbywają. Zresztą tak jak i w waszym kraju. Ale nikt do mnie nie przychodzi, nie rozkazuje, co powinienem robić". Jak twierdzi, nie wie co będzie z majątkiem ZPB, jeżeli władze jednak zdecydują na legalizację tego drugiego niezależnego związku. – Nie odczuwamy ocieplenia stosunków pomiędzy Warszawą a Mińskiem. Nikt nas nie zaprasza do rozmów, a ja wciąż mam zakaz wjazdu do Polski. A to my jesteśmy de iure właścicielami majątku ZPB – mówi.

Po dawnej działalności polonijnej w Domach Polskich na Białorusi, wybudowanych za pieniądze polskich podatników, nie pozostało prawie śladu. – Budynki te, gdzie kiedyś dzieci uczyły się języka polskiego, dzisiaj wykorzystywane są do celów komercyjnych. Większość z nich potrzebuje remontu – mówi Borys. Dodaje, że jej organizacja będzie walczyła o to, by Domy Polskie były dostępne dla wszystkich i by znów powróciło tam życie polonijne.

Szansa dla Białorusi

Organizacja, na czele której stanęła, ma ponad 6 tys. aktywnie działających członków. Niezależny ZPB ma swoje oddziały prawie we wszystkich regionach Białorusi.

– Ostatnio zwróciły się do nas organizacje z Brześcia z prośbą o dołączenie się do ZPB. To świadczy o tym, że Polacy mieszkający na Białorusi nam ufają i chcą wokół naszego związku się jednoczyć – mówi Borys.

Jeden z liderów białoruskiej demokratycznej opozycji Aliaksandr Milinkiewicz twierdzi, że rozwiązanie kwestii mniejszości polskiej jest szansą dla całego społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi.

– Przez dziesięć lat władze niszczyły największą organizację społeczną, jaką jest Związek Polaków na Białorusi. Organizacja ta zawsze była demokratyczna i niezależna od władz, a najważniejsze, że inicjatywa ta była oddolna. Rządzący po prostu się tego przestraszyli – mówi „Rz" Milinkiewicz. – Liczę na to, że kwestia ta zostanie rozwiązana pozytywnie. Jest to ważne nie tylko dla kultury i języka polskiego, ale dla całej Białorusi, ponieważ daje nadzieję innym organizacjom społecznym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA