Polityka

Polska-Niemcy: Biznes naciska na porozumienie

Kanclerz Angela Merkel przyjeżdża do Warszawy z szefami lub wiceszefami 14 ministerstw. Będzie też Olaf Scholz, minister finansów i wicekanclerz
AFP
Po Merkel długo może nie być tak przychylnego nam przywódcy, a Morawiecki to umiarkowane skrzydło PiS. Sprzyja to zbliżeniu między oboma krajami.

W piątek kanclerz przyjeżdża do Warszawy z przedstawicielami 14 z 15 resortów swojego rządu. Te najważniejsze (m.in. spraw zagranicznych, wewnętrznych, obrony, finansów, sprawiedliwości, rolnictwa) będą reprezentowane przez ministrów, a pozostałe zastępców. Takie konsultacje międzyrządowe Niemcy prowadzą tylko z kilkoma krajami, w tym tak dla nich kluczowymi, jak Francja, Izrael, Chiny.

 

Czytaj także: Polska i Niemcy na rozdrożu

Poza spotkaniem plenarnym Angela Merkel będzie rozmawiać bezpośrednio z Mateuszem Morawieckim. To moment na ocenę sytuacji politycznej, w jakiej znalazły się oba kraje. Kanclerz nie ma tym razem zaplanowanych spotkań ani z prezydentem Dudą, ani z prezesem Kaczyńskim. W związku z 100. rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości, szefowa niemieckiego rządu złoży natomiast kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza, choć już na sąsiednim pomniku Ofiar Katastrofy Smoleńskiej – nie.

Wyrok TSUE

Jak wynika z rozmów „Rzeczpospolitej" z ważnymi przedstawicielami władz w Warszawie i Berlinie, najpilniejszą sprawą jest spór o praworządność. Z naszych informacji wynika, że Polska skłania się ku wypełnieniu zaleceń TSUE i kanclerz powinna to usłyszeć. W Radzie UE Niemcy do tej pory nie należały do takich krajów, jak Francja, Holandia czy Szwecja, które najmocniej naciskały na kontynuowania procedury z art. 7, ale też nie były wśród tych, które zdecydowanie sprzeciwiały się głosowaniu w tej sprawie, jak: Rumunia, kraje bałtyckie, Węgry czy nawet Hiszpania. Berlin z jednej strony nie chciał zaostrzać stosunków ze wschodnim sąsiadem, z drugiej – mając w pamięci doświadczenia własnej tragicznej historii, nie był skłonny iść na kompromis w sprawie przestrzegania zasad państwa prawa Unii. W konsekwencji Niemcy chowały się za stanowiskiem Komisji Europejskiej. Ale gdyby Polska zrobiła ruch w sprawie TSUE, Merkel zapewne zaangażowałaby się w rozwiązanie sporu o praworządność.

Rysuje się też możliwość zbliżenia między oboma krajami w innej, kluczowej sprawie: baz amerykańskich w Polsce. W przeszłości, także za rządów PO–PSL, Berlin z Paryżem stawiał w ramach NATO opór w sprawie stałej obecności wojsk USA w naszym kraju, bo obawiał się reakcji Rosji. Dziś sytuacja jest inna, bo Donald Trump jest bardziej niż Barack Obama skłonny działać mimo oporu Berlina. Dlatego Niemcy zamiast otwartego sprzeciwu wolą stawiać pewne warunki, np., aby działania Waszyngtonu były skonsultowane w ramach NATO i służyły bezpieczeństwu całego sojuszu, a nie były wynikiem jedynie dwustronnych uzgodnień z Polską. Wiele wskazuje więc na to, że sprawa zmierza do kompromisu: większej liczby amerykańskich wojsk nad Wisłą, ale formalnie na zasadzie rotacyjnej, bez budowania stałych baz. Być może to pozwoli uniknąć przesunięcia rosyjskich wojsk na Białoruś i wycelowania dodatkowych rakiet w nasz kraj.

LNG kontra Nord Stream 2

Dynamikę sporu o Nord Stream 2 zmienił zamiar przystąpienia przez Niemcy do lansowanej od trzech lat przez Polskę i USA inicjatywy Trójmorza (ostatecznie Berlin uzyskał status obserwatora). W ten sposób kanclerz uznała, że alternatywny do importu gazu z Rosji projekt sprowadzenia LNG z USA może być wiarygodny. Spór przybrał więc w znacznie większym niż do tej pory stopniu charakter biznesowy: rozgrywki o to, czy to Polska czy też Niemcy staną się nowym centrum dystrybucyjnym (hubem) dostaw gazu dla Europy Środkowej. To zaś w ogromnym stopniu zależy od gotowości Amerykanów obniżenia cen gazu skroplonego do poziomu oferowanego przez Gazprom. Na razie amerykańska oferta jest dużo droższa, bo chce z niej skorzystać wiele krajów spoza Europy. W Warszawie istnieje jednak świadomość, że projekt Nord Stream 2 będzie można zatrzymać tylko, jeśli przestanie on być dla Niemców opłacalny.

Rozładowanie najbardziej drażliwych tematów spornych mogłoby nawet otworzyć drogę do symbolicznego co prawda, ale jednak porozumienia w sprawie zadośćuczynienia za drugą wojnę światową. Mówił o tym na początku października w „Rz" premier Nadrenii Północnej-Westfalii Armin Laschet. Polsce zależy przede wszystkim na uznaniu przez Niemcy, że nasz kraj został w tej sprawie potraktowany bardzo niesprawiedliwie. Bardziej niż o fundusze, chodzi o gest.

Oba kraje powinny także zacieśnić współpracę w ramach Unii. Na ostatniej prostej rokowań w sprawie brexitu ich stanowisko jest właściwie jednakowe: obrona integralności jednolitego rynku, ale i utrzymanie możliwie bliskich relacji z Londynem w przyszłości. Merkel konsekwentnie odrzuca próby Emmanuela Macrona budowy mniejszej unii wokół strefy euro, zdaje się też rozumieć, że w przyszłości wspólna polityka migracyjna Unii będzie musiała być uzgadniania jednomyślnie. Jak pokazała niedawna wizyta w Warszawie ministra gospodarki Petera Altmaiera, oba kraje chcą też blisko współpracować w sprawie przyszłego budżetu Unii: naciska na to niemiecki biznes, bo wydane w Polsce fundusze niemieckich podatników służą mu lepiej niż nakłady na południu Europy. Z obrotami 110 mld euro w ub.r. Polska jest siódmym partnerem Niemiec, ale może wkrótce wyprzedzić Włochy (120 mld) i Wielką Brytanię (122 mld), zajmując piątą lokatę. I to właśnie przedsiębiorcy mogą pchnąć rządy obu krajów do porozumienia.

– Pod rządami PiS nasza działalność nie podlega żadnym naciskom. Nie mamy żadnego powodu, by się obawiać, że będzie na nas wywierana presja lub że zmienią się warunki dla przedsiębiorstw zagranicznych. W Polsce nie ma korupcji, nie ma nepotyzmu, nie ma ingerencji w wolność słowa – powiedział kilka dni temu odpowiedzialny we wpływowej Komisji Wschodniej (OAOEV) za nasz kraj i Węgry Philipp Haussmann (cytat za Deutsche Welle).

W Warszawie Merkel będzie omawiała też mniejsze projekty, jak finansowanie centrum pojednania w Krzyżowej, wystawy w obozie w Sobiborze, zwiększenie wymiany młodzieży i przygotowania do szczytu klimatycznego w Katowicach (COP24). Sygnałem poprawy wzajemnych relacji byłby szczyt weimarski, ale Francuzi nie chcą o tym na razie słyszeć. Być może uda się jedynie zorganizować w tym gronie spotkanie w przyszłym roku na poziomie szefów MSZ.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL